BEER GEEK MADNESS 5 – multirecenzja piw

Jak polskie browary rozumieją North Side? Jedni celują w kwasy, inni w Kveiki, jeszcze inni w mocarzy. Krótko mówiąc – na BGM 5 każdy znalazł coś dla siebie.

Przeżywanie Beer Geek Madness po drugiej stronie kranu samo w sobie stwarza ograniczenia jeśli chodzi o czas, który można poświęcić na degustacje. Szczególnie, gdy frekwencja dopisuje. Dodatkowym utrudnieniem była liczba browarów: 20 polskich, 5 zagranicznych. I weź tu człowieku spróbuj przynajmniej połowę!

Mnie się udało, ale i tak nie jestem w stanie wybrać najlepszego piwa, ponieważ ominęło mnie sporo „sztosów”, a inne jedynie liznąłem. Inna sprawa to warunki, w jakich przyszło nam degustować: głośno, gorąco, pełno obcych zapachów. Nie narzekam – rozumiem tę formułę wydarzenia – jednak dochodzę do wniosku, że w takich okolicznościach nie wypada mi wystawiać ocen. Opiszę wam więc pokrótce wrażenia z degustacji kilkunastu pozycji. Jeśli byliście we Wro, dajcie znać, jak wam smakowały.

BIRBANT – Powder Man

Zacząłem nie od nowości, a od pierwszego komercyjnego polskiego piwa doprawionego „chmielem w proszku”. Jarek Sosnowski zdradził mi, że wydajność może i on ma, ale samo chmielenie to koszmar – puder zlepia się w glut i trzeba z nim trochę powalczyć, by prawilnie zadziałało. Birbantom się udało. Piękny tropikalny aromat, z lekka podszyty agrestem, w smaku przechodzi w cytrusy, by finiszować lekką goryczką. Miłe, rześkie piwo.

DEER BEAR – 01 Extreme

Zwycięzca Beer Geek Chocie godzien jest pochwał. To przede wszystkim przyjaźnie lekkie, pijane piwo ze sporą rolą śliwki, która świetnie wpisała się w słoność Gose. Ciekawie uzupełnia te walory zielony pieprz, który odrobinę „smyra” po podniebieniu. Przyprawę do piernika wyczułem na zasadzie autosugestii, gdy o jej istnieniu powiedział mi Grzesiek. Ale to nic – cała kompozycja jest naprawdę udana i godna wszelkiej chwały. Polecam!

GOLEM – Naftali

Golemy poszły za to w… nieprzyjemność. Bo jak inaczej nazwać koncept, którego głównym wyznacznikiem jest zapach nafty i cebuli? Nie odbiera on piwu lekkości, jednak stanowi wyzwanie dla każdego geeka. Warto się z nim jednak zapoznać choćby ze względu na użyty chmiel: Citra. Tak, tak, nasza słodziutka koleżanka przy wrzuceniu jej na zimno w dużych ilościach daje popalić w taki sposób, że Mosaic i Summit mogą się schować.

PINTA – Express IPA

Kolejne IPA od Pinty, tym razem owsiane, to chyba najsłodszy reprezentant rodziny. Bardzo mocno dają o sobie znać tutaj owoce tropikalne, szczególnie kiwi i ananas, praktycznie nie przełamane żadną goryczką. Poczytuję to za plus, ponieważ Express IPA pije się lepiej niż niejednego Vermonta. Troszkę brakuje mu wysycenia, ale i tak jest OK.

ALEBROWAR – Breakfast Stout

AleBrowar wreszcie zawitał na BGM i przywiózł ze sobą lekki mleczny Stout, uwarzony już Lęborku. Ta wariacja na temat Sweet Cow (jak mniemam) to słodkie, ale nie zalepiające piwo, przypominające płynną czekoladę, którą z rozkoszą chłepce się w czasie śniadania. Sporo tu kakao, acz nie brakuje wtrętu kawy zbożowej.

SZAŁPIW – Bloody Belfegor

Piwo bazowe to Belgian Strong Ale, ale napędzają je przede wszystkim czerwone owoce (zdaje się żurawina i porzeczka), które pozwalają osiągnąć mu niebezpieczny level pijalności. Frapuje mnie za to posmak czekolady, którego po mocnym Belgu w duchu owocowym raczej się nie spodziewałem. Co prawda niektóre Quadruple miewają takie akcenty, ale Strong Ale? Chyba muszę coś doczytać. 😉 Niezależnie od tego – całkiem przyjemne piwo.

WIDAWA – Asgard

Połączenie gumy Turbo z syropem na kaszel – jedynie taki opis przychodzi mi do głowy po skosztowaniu Asgarda. W życiu bym nie zgadł, że to Black IPA. Ba, miałbym problemy ze wskazaniem, że to piwo. Bliżej mu nalewki babci. Nie to, bym miał coś przeciw takowym, ale jakoś mi to szaleństwo nie podeszło.

BEER BROS – Sour Kveik Madness

Zdradzę wam sekret – chyba nie lubię Kveików. Jakoś te leśno-chlenowo-owocowe nuty słabo mi pasują w piwach innych, niż Sahti. Tym niemniej chłopakom z Żyrardowa należy się uścisk dłoni, ponieważ pod ich ręką niezbadane norweskie drożdże całkiem się sprawiły. Za przyczynek sukcesu poczytuję użycie bakterii, które najpierw zakwasiły brzeczkę. Efekt? Przyjemnie pijalne, lekko kwaskowe, troszkę owocowe piwo.

PROBUS – Boreal

Dzień przed BGM miałem okazję degustować T.O.R.I.S. z Hoppin Froga – Triple Oatmeal Stout, piwo pokrewne debiutantowi z Probusa. I śmiało mogę powiedzieć, że kraftowcy z Oławy nie mają się czego wstydzić. Dzieło słynnej Żaby leżakowało bowiem w beczce po aldehydzie (żarcik), co strasznie przeszkadzało w degustacji. Tymczasem Boreal jest cudownie czysty, czekoladowy, smukły dzięki płatkom owsianym, niby wyklejający, a jednak pijalny. Przytulę butelkę, gdy tylko się pojawi.

ZAKŁADOWY – Sokowirówka

Po aromacie spodziewałem się, że zaraz wypiję rozwodniony Rutinoscorbin (jeśli istnieje kwaśny aromat, Sokowirówka właśnie taki posiada), za to w smaku odpowiadało mi już wszystko. Pyszny rzut czerwonych owoców miesza się tu z dosłownie odrobiną kwaśności, jakby gryźć jeszcze niedojrzałą jeżynę. Na lato będę pił jak soczek.

PROFESJA – Polarnik

Piwo z cyklu – niewiele z niego pamiętam. Nie dlatego, że jest złe, a po prostu po wcześniejszych spotkaniach z Kveikami nie robiło wielkiego wrażenia. Znów wyczułem tu coś a la jałowiec i ciemne owoce, a także nuty dzikie (to mi pasuje). W smaku pojawia się sporo chlebowego ciasta oraz przyjemna rustykalna nuta. Warto spróbować.

PIWOTEKA – 1423

Nie piłem zbyt wielu Braggotów w swym krótkim życiu, ale jakby co to ten smakował mi najbardziej. Przyjemna miodowa słodycz miesza się tu z wstawkami a la Barley Wine. Piwo wykleja podniebieniem i słodkim szusem spływa do brzuszka, pozostawiając charakterystyczny gryczany posmak. Chcę tego więcej!

OKRĘTOWY – Nanuk

Gdybym miał ze wszystkich spróbowanych na BGM piw wytypować to, które smakowało mi najbardziej, postawiłbym właśnie na Nanuka. To Smoked Porter, do którego podobno dodano płatków z wraku zatopionego okrętu. Owych nie wyczułem, za to drewnianą (olcha) wędzonkę i owszem. Czekolada, oscypek, ognisko, do tego odrobina ciemnych owoców. Piękny i intensywny aromat w gardle przechodzi w płynną, z lekka wędzoną czekoladę. Piękne zwieńczenie festiwalu!

(Visited 588 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *