Zestaw Sylwestrowy: zamiast fajerwerków

Po co wydawać kasę na petardy, skoro można ją przeznaczyć na przyjemniejsze artefakty sylwestrowe.

Nigdy nie byłem fanem fajerwerków. Niby ładnie to wszystko wygląda, ale chaos przez nie generowany jest niewspółmierny do satysfakcji i wydanych środków. Ot, 10 sekund i kilkanaście (albo nawet kilkadziesiąt) złotych wyleciało w powietrze. Takie atrakcje pozostawiam więc dla innych – i tak się napatrzę.

Zupełnie inną sprawą jest mój sprzeciw przeciwko hałasowi, jaki ze sobą niosą. Nie jestem wielkim obrońcą uciśnionych zwierzątek, ale doskonale rozumiem, co nasi pupile muszą czuć w Sylwestra. Toż nawet ja miałem dość, gdy leżąc sobie grzecznie ok. 3:30 w wyrku musiałem znosić wybuchy za moim oknem. I tak przez kilkanaście godzin wcześniej i później. Mnie raptem trafiał szlag, czworonogi dodatkowo się bały.

Zamiast więc wydawać kasę na wątpliwe atrakcje, kupiłem sobie cztery piwa, które umiliły mi domową część wieczoru. Wybór padł na Karminowy Cameleona (to pierwsze piwo z tego browaru, które piję), A Koko To Obchodzi Artezana, Chocolate Factory od Deer Bear oraz niezwykle chwalony Kwas Theta Pinty. O ile pierwsze trzy mi smakowały, o tyle na fenomen ostatniego moje zmysły się nie załapały. Ale po kolei.

KARMINOWY
Cameleon
Black IPA
Warka: 04/05/2017
Cyferki: alkohol 5,6% obj., ekstrakt 14 Plato
Skład: woda; słody Pale Ale, pszeniczny, Caraaroma, Biscuit, Carafa Special II; chmiele Equinox, Citra, Amarillo, Sticklebract; drożdże US-05
Cena: 8,90 zł (Pod Wiaduktem, Kraków)

Sięgnąłem po to piwo z polecenia Chmielobrodego, który nie mógł się go nachwalić. Zawsze doceniam dobrze warzących debiutantów (choć w przypadku Cameleona to akurat piwo numer dwa), więc chwyciłem je bez wahania.

Co my tu mamy? Z butelki atakują aromaty zielone – świerk i żywica. Natomiast po przelaniu do szkła akcent przenosi się na pomarańczę i do tego biszkopty w czekoladzie. Ogólnie bardzo przyjemne, kuszące połączenie. W smaku cieszy podobna mieszanka. Najpierw jest słodko od czekolady i pomarańczy, a później przewija się nuta sosnowa oraz biszkoptowa. Ogólne wrażenie zbliżone jest do… delicji pomarańczowych. Goryczka mocna, na modłę albedo. Do pełni szczęścia brakuje większego wysycenia, ale nie będę za to karcił Cameleona. Karminowy to bardzo udane piwo! [8]

A KOKO TO OBCHODZI
Artezan

Oatmeal Stout
Warka: 18.03.2017
Cyferki: alkohol 5,5% obj., ekstrakt 14,5 Blg
Skład: woda; słód jęczmienny, płatki owsiane, prażone płatki kokosowe, chmiel, drożdże
Cena: 9,90 zł (Pod Wiaduktem, Kraków)

Kolejny Artezanowy eksperyment z kokosem i w moim odczuciu najmniej udany. Nie to, że piwo jest słabe (wręcz przeciwnie!), po prostu poprzednie (pamiętam Ale Cocones i Rokokoko) zawiesiły poprzeczkę na baaaardzo wysokim poziomie.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to oka tłuszczu w piwie – kokos swoje zrobił, pozbawiając A Koko To Obchodzi piany i „brudząc” płyn. Na szczęście blog to nie KPR i na te niedostatki mogę przymknąć oko. W aromacie dostajemy miks czekolady, owsianki i odrobinę wiórków kokosowych. Chciałoby się większej intensywności… Biorę koleżkę do ust – czuję wytrawność (na przekór odfermentowaniu), która jest skutkiem sporej dawki gorzkiej czekolady. Piwo jest bardzo gładkie i ma w sobie taką „tłustość”, if you know what I mean. Goryczka minimalna, ładnie spina całość. Dobre piwo (stąd wysoka ocena), acz chłopaków poproszę o powtórkę przywołanego Rokokoko. [7]

CHOCOLATE FACTORY
Deer Bear

Chocolate Milk Stout
Warka: 05/09/2017
Cyferki: alkohol 5,9% obj., ekstrakt 16%
Skład: woda; słody pilzneński, Pale Ale, monachijski, żytni jasny, czekoladowy żytni, czekoladowy, jęczmień palony; chmiel Marynka; drożdże US-05; laktoza, ziarna kakao
Cena: 7,90 zł (Pod Wiaduktem, Kraków)

Grzesiek Durtan jest ostatnio w wybornej formie i co nie uwarzy to mi (i nie tylko) smakuje. Nie inaczej rzecz ma się z Chocolate Factory, imitacją mlecznej czekolady. Po wzięciu pierwszego wdechu aromat od razu skojarzył mi się z napojem Puchatek (to takie rozpuszczalne kakao dla dzieci). Do tego budyń śmietankowy, a nawet odrobina migdałów. Słodziutko.

Spora dawka laktozy i ziaren kakao nadają Fabryce Czekolady piękną pełnię i kierują zmysły na czekoladę mleczną. Do tego wspomniany budyń i odrobina goryczki. Uwagę mam właściwie jedną: piwo jest trochę zbyt płaskie przez co przy dłuższym kontakcie zaczyna nieco nużyć. Pisze to osoba, która nie jest w stanie zjeść całej tabliczki czekolady na raz. 😉 Wniosek? Dawka 0,33l w zupełności by wystarczyła. [7,5]

KWAS THETA
Pinta

Wild Sour Cherry RIS
Warka: 20.12.2017
Cyferki: alkohol 10,2% obj., ekstrakt 24,7 Blg
Skład: woda; słody Pale Ale, jęczmień palony, Crystal, Red Crystal, Pale Chocolate, Chocolate; chmiele Admiral, East Kent Golding, Fuggles; ekstrakt chmielowy CTZ; sok z wiśni; cukier; drożdże: US-05, Safspirit American Whiskey; bakterie Lactobacillus (blend); blend drożdży Brettanomyces
Cena: 12,99 zł (Pod Wiaduktem, Kraków)

Beer Geecy w całej Polsce pieją z zachwytu nad tym trunkiem. Pojawiły się nawet głosy, że to najlepszy wypust Pinty w 2016 roku. Pragnę się nie zgodzić. Już pomijam fakt, że taki Kwas Epsilon czy Table Brett były o niebo lepsze. Po prostu nie do końca kupuję koncepcję tego wywaru.

Nie sposób Kwasowi Theta odmówić oryginalności i złożoności. Przyklasnąć należy też ułożeniu, bowiem za grosz tu alkoholowości w aromacie, jedynie na finiszu mamy troszeczkę grzania w przełyk. Natomiast zapach i smak zupełnie mi nie podchodzą. Po kilku wdechach nie jestem w stanie wyłapać żadnej nuty RISa, co najwyżej miks Krieka z Flandersem (acz to trochę naciągana łatka). Kompot wiśniowy, końska dzikość – one wyłażą na pierwszy plan. Na drugim majaczy jakaś nieprzyjemna nuta: ni to rzyg, ni to lizol. Nie twierdzę, że są tam w rzeczywistości, po prostu moje zmysły tak je odbierają.

W smaku jest lepiej, choć mamy do czynienia z czekoladą raczej z tej niższej półki. Znów sporo tu wtrętów kompotowych i fenolowo-estrowych. Kwasowi zdecydowanie bliżej do Belgii niż „Rosji”. Podsumowując: nie podeszło mi. Acz ja jestem jeden, fanów setki, więc Pinta nie ma co się przejmować. 😉

**

Soundtrack: z nieznanych powodów moje myśli powędrowały w ostatnią noc w roku ku temu kawałkowi Wilków. Plemienne klimaty to najlepsze, co Robert Gawliński ma w swojej ofercie. Szczególnie, gdy śpiewa o wolności:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *