Westvleteren XII: w imię ojca i syna

Westvleteren XII

Piwo totalne wylądowało w moim przełyku, zatem można umierać. Krzyż mi na drogę!

Westvleteren XII to piwo kultowe, ubóstwiane przez wszystkich, no może poza tymi, którym belgijskie wynalazki się już znudziły. Skąd wziął się ten hajp? Bo przecież nie tylko z faktu okupowania pierwszego miejsce na portalu RateBeer w klasyfikacji stylu quadrupel. Pomijając fakt walorów smakowych, wszystko rozbija się o dostępność.

Przez wiele lat browar mieszczący się w opactwie św. Sykstusa, w położonej na zachodzie Belgii miejscowości Vleteren, warzył niewiele piwa, a w dodatku sprzedawał je tylko u siebie. Żeby kupić sobie jeden z trzech wyrobów przedsiębiorstwa trapistów (Blond Ale, Belgian Ale i Quadrupel), trzeba było wcześniej zatelefonować do braciszków, powiedzieć czego i w jakich ilościach się chce, po czym wbić do klasztoru, w momencie kupna zobowiązując się, że dane piwo wykorzysta się jedynie na swój użytek. Kilka lat temu sytuacja uległa zmianie (podobno chodziło o środki finansowe, których trapiści potrzebowali na wczoraj), zwiększono produkcję i umożliwiono redystrybucję, choć też na ograniczoną skalę. Efekt? Westvleteren XII możemy kupić sobie w internetowym sklepie Smakpiwa.pl, tyle że musimy szykować się na wydatek rzędu… 80 zł.

Od czego jednak ma się znajomych! Mój kumpel z czasów studenckich mieszka i pracuje obecnie w Strasburgu, skąd rzut beretem do Vleteren. Okazało się, że ze swoimi współpracownikami wybiera się na wycieczkę do omawianego browaru i że może kupić mi jakiś specjał tam produkowany. Ślina pociekła, tym bardziej, gdy usłyszałem cenę: 3 euro?! Poważnie?! No pewnie, że chcę!

I oto dzierżę Westvleteren XII. Na dzień dobry zaskakuje mnie brak etykiety – okazuje się, że trapiści od św. Sykstusa drukują je tylko wtedy, gdy wysyłają trunek na eksport. W przypadku butelek sprzedawanych w opactwie wszystkie dane zawarte są na kapslu – taka sytuacja.

Westvleteren XII (2)

Dobra, całą otoczkę już znamy, pora więc odpowiedzieć sobie na pytanie kluczowe: czy „dwunastka” z Westvleteren warta jest swoich wszystkich ochów i achów? Leję napój do szkła i już wiem, że tak. Wielką urodą grzeszy biało-słomkowa piana: wysoka, gęsta, trwała, klasowo zdobiąca szkło. Bardzo ładnie prezentuje się też sam płyn koloru miedzi zdominowanej przez rubinowe przebłyski. Trochę mogą przeszkadzać drobiny drożdży pływające w piwie, ale taka to już uroda produktów refermentowanych.

Bogaty aromat „dwunastki” atakuje mnie już w chwili odkapslowania. I cóż my tu mamy? Właściwie wszystko, co tylko można sobie wymarzyć, gdy myślimy o quadruplu: zapach skórki od chleba ze słodów, szlachetną, winną alkoholowość (najlepsze francuskie trunki by się nie powstydziły), a także potężną owocowość: figi, winogrona, wiśnie – to ich estry wciągamy obcując z Westvleteren XII.

I najważniejsze: smak. Może zacznę od jedynej wady, jaką tu odnajduję: zbyt duże wysycenie, które troszeczkę szczypie mnie po podniebieniu. A na co to? A komu to potrzebne? Reszta – nie mam pytań. „Dwunastka” w swej słodyczy zbliża się do dobrego wina – to za sprawą bogatych nut owocowych, od wiśni, przez winogrono, po śliwki, acz w ostatnim akordzie pojawia się rumowa alkoholowość, która miło grzeje gardziel. Dodajmy do tego delikatny posmak toffi – nic więcej do szczęścia nie potrzeba.

Podejrzewam, że nie wypiję już wielu piw, które zrobią na mnie takie wrażenie, jak Westvleteren 12. Cenię je tym bardziej, że przecież quadrupel nie jest moim ulubionym stylem. Nie waham się ani chwili i stawiam pierwszą na tym blogu „dyszkę”.

WESTVLETEREN XII
Westvleteren

Quadrupel
Skład: słody, chmiele, drożdże, woda
Cyferki: 10,2% obj. Alkoholu
Cena: 3 Euro (bezpośrednio w browarze)

piwo10

0 komentarzy na temat “Westvleteren XII: w imię ojca i syna

  1. Pingback: WESTVLETEREN BLOND: zakonnicy i babcia | Jerry Brewery

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *