Szybki przegląd włoskiego kraftu

Po co piwny blogger jedzie do Rzymu? Pozachwycać się antykiem to raz, ale przede wszystkim po to, by dać wam znać, jak tam z formą u południowych liderów kraftu.

Od początku piwnej rewolucji polscy geecy, jak i browarnicy, zapatrzeni są w to, co dzieje się we Włoszech. I całkiem słusznie, ponieważ kraj z Półwyspu Apenińskiego bryluje jeśli chodzi o rozwój, pojmowanie trendów i przy okazji liczbę browarów. Model tamtego rynku zakłada stawianie na raczej niewielką, lokalną produkcję, niemniej ci najlepsi są ogólnie dostępni. Coraz częściej także poza granicami swojego matecznika.

Na liście degustowanych przeze mnie piw znajdziecie więc browary, które z pewnością są wam znane, niemniej sądzę, że pojawią się i takie, o których istnieniu dotąd nie mieliście pojęcia. Co ciekawe, najlepsze piwa pochodzą właśnie z tych drugich. 😉

Birra Moretti – Moretti IPA
American IPA

Zaczynam jednak nie od kraftu, a od koncernu. Birra Moretti to taki włoski Okocim, szeroko dostępny w sklepach, w tym także na lotnisku. Przedsiębiorstwu zamarzyło się wypuszczenie IPA – winszuję idei, wykonania już niekoniecznie. Po pierwsze: skoro mamy do czynienia z klasycznym podejściem, skąd ta mętność? Być może chodzi o załapanie się na najnowsze trendy, ale umówmy się: najpierw wypadałoby się nauczyć robić dobrze płyn w wersji klarownej. 😉
Zapach to piękny przykład przepasteryzowania (dużo landryny, mało chmielu), doprawiony nutką masełka. Zdecydowanie lepiej jest w smaku, bo po buzi smagnie cytrus, a w gardle wyczuje się goryczkę. Przeszkadza za wysokie, typowo koncernowe wysycenie. Startu do kraftu to nie ma żadnego, acz totalną porażką też nie można tego piwa nazwać. [3,5]

Birra Baladin – Roxa
Amber Ale

Bardzo dawno nie piłem Amber Ale, więc stwierdziłem, że w firmowej knajpie Baladina wypróbuję, jak z tym stylem radzą sobie cenieni Włosi. Tym bardziej, że nic ciekawszego z ich portfolio nie udało mi się znaleźć na kranie.
Niezłe jest to piwo – gdyby patrzeć na stylowość. Mnóstwo tu aromatów tostowych, karmelowych, biszkoptowych. Brakuje mi za to owocowych wtrętów, czy to od fermentacji, czy od chmielu. Zaskakuje też dość wysoka wytrawność, acz nie poczytuję tego za minus, bowiem dzięki temu łatwiej się to piwo pije. [6]’

2 Di Picche – Menaresta
Black IPA

Untappd podpowiada, że to jedno z najlepiej ocenianych włoskich Black IPA. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego. Prawda jest bowiem taka, że w formie, w której je otrzymałem, smakowało bardziej jak American Stout, niż IPA. Dominuje tu strona słodowa, przede wszystkim czekolada. Wyczuwam rzucik słonecznika, wyłapuję iglaki i żywicę, niemniej jednak nie są one na pierwszym miejscu w tym szeregu. Przydałoby się też więcej goryczki. Reasumując: nie jest to piwo złe, ale żeby się nim zachwycać? No nie bardzo… [5,5]

Birrificio Lambrate – Quarantott
Imperial IPA

Znani i cenieni w Polsce Włosi tym razem się nie popisali. Pal licho utlenienie, bo to może być problem pojedynczego kega. Bardziej doskwiera mi nieokiełznanie Mosaika. Jak dla mnie ten chmiel świetnie sprawdza się jako uzupełnienie palety aromatów, ale gdy wybija się na pierwszy plan pod postacią nut nafty, wchodzących wręcz w kocie siuśki, to nijak nie czerpię z tego przyjemności. Szczególnie gdy ten zapach zbija piątkę z czymś na modłę ogórka. Znacząco lepszy jest smak. Tutaj królują cytrusy i owoce tropikalne. Plus za wyraźną, konkretną goryczkę. Niemniej to by było na tyle. [5,5]

Porta Bruciata – Larkin Street
Imperial IPA

Było marudzenie, pora na zachwyty. Oto Imperial IPA, któremu wypust Lambrate może buty czyścić. Porta Bruciata – młody, trzyletni browar o niezbyt imponującej liczbie check-inów – zdecydowanie umie w chmiel i fermentację górniakami. Ekipa stworzyła soczyste, intensywne piwo, w którym pierwsze skrzycpe grają cytrusy, ananasy i melon. Larkin Street autentycznie pije się jak sok wyciśnięty z owoców, dla niepoznaki przełamany chmielową goryczką. Zgadza się tu wszystko: od wyglądu, przez fakturę i nagazowanie, po odczucie w ustach. Takie imperialne IPA to mógłbym pić codziennie. [8]

CRAK – Take Me Home (Cocoa)
Imperial Stout

Jeśli kiedykolwiek wydawało wam się, że piwo smakuje jak rozpuszczona czekolada, to macie rację: wydawało wam się. Take Me Home bije bowiem na łeb absolutnie wszystko w tym temacie. Pijąc to piwo miałem wrażenie, że chłopaki z CRAKa wymieszali tabliczkę czekolady z Nutellą (bo jednak jakieś orzechowe akcenty się tu znajdą), a całość rozcieńczyli, by choć trochę przypominało to piwo. Serio! Gęsty płyn pachnie i smakuje jak dobra płynna czekolada. Nie ma tu grama goryczy, ni estrowych akcentów. Jedyne, co zdradza to piwo, to szumienie w głowie po jego wypiciu. Procenty się zgadzają.
Mam problem w ocenie Take Me Home, ponieważ mam wrażenie, że rządzą tu aromaty. To wprost niewyobrażalne, by takie efekty wycisnąć w piwie z samych słodów, kakao i laktozy. Ale co mi tam – daję wysoką notę, ponieważ piłem z najdzikszą przyjemnością. [9]

Bonavena – So Clinch
Lichtenhainer

Lubię wędzonki, lubię kwasy, jednak połączenie tych dwóch światów nigdy do końca mi nie grało. Piwo Bonavena Brewing Company, która właśnie kończy rok, nie zmieni tego stanu rzeczy, acz trzeba mu przyznać, że zostało wykonane pięknie, zgodnie ze sztuką. Aromat zdominowany jest przez wędzoną stronę stylu, smak – przez kwaśność. Fun fact: kompozycja tego trunku jest tak ciekawa, że w efekcie wyczuwam tu posmak a la żurek. Tym bardziej, że pszeniczna gładkość się zgadza. Plusuję przyjemne wysycenie. [7]

Rebels – Black Viking
Russian Imperial Stout

O ile w Polsce próżno obecnie szukać klasycznego RISa wysokiej jakości, o tyle Włosi nie szczypią się w tańcu. Jednym z browarów, który obecnie mruga do nas takowym piwem jest rzymskie Rebels. Mamy tu do czynienia z europejską odsłoną stylu, stojącą po słodszej stronie skali, ale przełamaną zauważalną goryczką. Jako dominantę wskazuję czekoladę, choć nie brak tu także nut kawowych, orzechowych oraz odrobiny przyjemnie grzejącego alkoholu. Bardzo udane piwo. [7,5]

Oddysey Brew – Latte Export
Imperial Milk Stout

Powiem wam, że dawno nie piłem takiego Milk Stouta, który ma ten drugi wyraz jako największy wyróżnik. W piwie Oddysey Brew (tym razem Brytyjczycy – wziąłem to piwo z powodu błędu barmana) jest on tak mocno zaakcentowany, że po pierwszy zaciągnięciu się pomyślałem, że to piwo wędzone! Na szczęście paloność jest królową tylko w zapachu, a w ustach nie przekłada się na zbyt dużą kwaskowość czy goryczkę. Wręcz przeciwnie: Latte Export okazuje się być piwem nad wyraz słodkim, kremowym, smukłym niczym cappuccino. I jeszcze posmak orzechów na finiszu. Mniam, mniam. [8]

MC77 – Velvet Suit
New England IPA

Mimo że na tablicy jak wół stało, że to NE IPA, dla mnie Velvet Suit to coś pośrodku drogi pomiędzy klasycznym New Englandem a Brut IPA. Dość wytrawne, ale wciąż soczyste, z wyraźną bazą słodową i sporą dawką owoców od pracy drożdży. Podobnie jak w piwie Lambrate dominuje to Mosaic, ale podany jest w sposób przyjemny, ładnie połączony z cytrusami. Aha, to kolejne piwo w stylu, które nie jest gryzące. Śmiem więc zaryzykować twierdzenie, iż świat nauczył się wreszcie robić mętne, chmielowe piwa, które nie wykrzywiają ryja w trakcie degustacji. [7,5]

(Visited 252 times, 3 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *