THROWBACK THURSDAY: Artezan – Preparat

Artezan Preparat throwback thursday

Rok temu wersja beczkowa zrywała czapki z głów. A jak radzi sobie Artezanowy Preparat w butelce? Postanowiłem to sprawdzić w ramach mojego powrotu do przeszłości.

Pamiętam, jakby to było wczoraj. Pierwsza edycja Warszawskiego Festiwalu Piwa. Przyjeżdżam do hali położonej rzut beretem od Mordoru i Galerii Mokotów, na miejscu jeszcze pusto, jeszcze nie tak gwarno. Mam tylko jeden cel: udać się na stoisko Artezana i wypróbować Preparat.

Nie przepadam za Barley Wine, wtedy jeszcze nie do końca kumam fenomen wędzonek, ale na Facebooku czytam tyle pozytywnych opinii na temat tego trunku, że postanawiam go spróbować za wszelką cenę. Co prawda taktyka rozpoczynania festiwalu od takiego mocarza może okazać się zgubna (i tak się w rzeczywistości później dzieje), ale skoro pozostało go mniej, niż pół beczki, no to przecież nie mam wyjścia!

O tak, Preparat rozłożył mnie na łopatki. Połączenie słodyczy, szynki oraz goryczy po prostu kopało w zad. Gdy tylko dowiedziałem się, że to wybitne piwo powróci na rynek, ślina zalała podłogę w moim pokoju . Miałem je na szczycie listy trunków do wypicia w czasie niedawnego WFP. Niestety, choroba nie pozwoliła mi jechać do Warszawy… Co robić, co robić?!

Artezan sprawił mi prezent – Smoked Barley Wine trafiło do butelek i w dniu największej balangi w stolicy zawitało też do sklepów w innych miastach, w tym do Krakowa. Pognałem co sił, kaszląc i smarkając, byleby tylko go złowić. Czy warto było się żyłować?

PREPARAT
Artezan
Smoked Barley Wine
Warka: 2
Cena: 9,50 zł (Pod Wiaduktem, Kraków)

Pytanie! Oczywiście, że warto! Druga warka Preparatu w niczym nie ustępuje jedynce, z tą różnicą, że nie oferuje już efektu „wow”. Po prostu spodziewasz się tego, jak będzie smakowało i pachniało oraz, że cię zachwyci – o ile kumasz takie klimaty. Jeśli nie kumasz to nie mam cię za głupszego. Po prostu współczuję, że nie możesz się jarać tym piwem.

W gruncie rzeczy chodzi tu o to doskonale pomyślane połączenie: zawiesistość, ciężar Barley Wine zespolony z wędzonką szynkowo-oscypkową. Zazwyczaj nie brakuje mi słów, by opisać pewne zjawiska czy odczucia, ale tym razem nie jestem w stanie – tego po prostu trzeba spróbować, by samemu zrozumieć prostotę i zarazem fenomen owej koneksji. Czujesz tu i śliwki, i figi, i odrobinę miodu, i zapach Krupówek. To wszystko podrasowane zostaje jeszcze solidną goryczką, którą i tak przykrywa słodycz.

Podtrzymuję zdanie, że Artezanowi udało się stworzyć piwo wybitne. I – co rzadkie w polskim krafcie – utrzymać poziom. Czapki z głów.

Soundtrack: w ramach czwartkowych wspomnień warto sięgnąć po coś starego i może nieco zapomnianego – a niesłusznie. Slint, płyta „Spiderland” – od nich zaczął się post-rock…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *