PIWOWAROWNIA: o dwie klasy lepiej

piwowarownia

Rzuć wszystko i skup się na piwie – powiedział do siebie w kwietniu Łukasz Gustkiewicz, właściciel Piwowarowni. Na pozytywne skutki tej decyzji nie trzeba było długo czekać.

Wiele polskich browarów kontraktowych cierpi z powodu rozdwojenia jaźni swoich członków, dla których warzenie piwa jest tylko dodatkiem do innej pracy zawodowej. Jasne, decyzja o porzuceniu dotychczasowej pracy i skupieniu się na piwie jest na pewno trudna i wymaga poświęceń, sęk w tym, że tylko wtedy browar ma szansę odnieść prawdziwy sukces.

Popularny Gustek, czyli Łukasz Gustkiewicz zdał sobie z tego sprawę na początku roku. Ciepłą posadkę w jednej z korporacji postanowił zamienić na działalność na pełen etat w Piwowarowni. Ryzyko się opłaciło, ponieważ firma już zarabia na siebie i swojego właściciela. Nie są to kokosy, ale temat udaje się Łukaszowi spiąć na tyle dobrze, że ani przez moment nie żałuje podjętej decyzji.

Zaangażowanie to jednak tylko pierwszy krok do sukcesu. Najważniejszym jest jakościowy skok wyrobów Piwowarowni. Umówmy się, start browaru był średnio udany. Przeciętne piwa nie wyróżniały się niczym szczególnym, a pierwsza warka RISa była może i smaczna, ale też bardzo wodnista. Odkąd Gustek ma możliwość bywać częściej w browarze, jego piwa zyskały na smaku i aromacie.

Po raz kolejny miałem okazję przekonać się o tym w ostatni piątek. Łukasz zaprosił mnie i jeszcze kilku znajomych na blind test jego piw, które w szranki stanęły z „rywalami” z innych browarów, w tym z Mikkellera czy Brew Doga. Nie prowadziłem notatek ani nie robiłem zdjęć w czasie tej degustacji, ale musicie mi wierzyć na słowo – Piwowarownia nie ma się czego wstydzić.

Do domu zabrałem trzy piwa, które Łukasz wysyła na Konkurs Piw Rzemieślniczych do Poznania. Oto moje wrażenia.

PORA NA CHMIELESFORA
AIPA
Warka: 30042017
Cyferki: alkohol 6% obj., ekstrakt 14 Blg, 70 IBU
Skład: woda; słody jęczmienne i pszeniczne; chmiel Sorachi Ace; drożdże US-05

pora-na-chmielesfora-piwowarownia

Sorachi Ace. Słowo klucz, które jednych rzuca na kolanach, a u innych powoduje wymioty. Ja jak zwykle stoję gdzieś pośrodku, bowiem ten amerykański chmiel o japońskim rodowodzie w jednym piwie potrafi pachnieć pięknie, by w innym odrzucać. Inna rzecz, że to roślinka cholernie niestabilna, a każdy kolejny zbiór różni się od poprzedniego.

Na szczęście Gustek do nowej warki Pory Na Chmielesfora (dawniej Kameleona) użył chmielu prawdopodobnie z najnowszego rozdania, gdyż zamiast tępego koperku jego AIPA jest jednoznacznie kokosowa w aromacie i smaku. Jak za najlepszych lat SA wnosi też mandarynki, natomiast nowością jest dla mnie miętowy rzucik, którego do tej pory z tym gatunkiem nie kojarzyłem. Subtelna słodowa podbudowa uzupełnia każdy łyk, z kolei mocna, ale szlachetna goryczka wieńczy degustację. [7,5]

KAWKO I MLEKOSZ
Coffee Milk Stout
Warka: 30042017
Cyferki: alkohol 4,5% obj., ekstrakt 16 Blg, 35 IBU
Skład: woda; słody jęczmienne, pszeniczne, żytnie; chmiel Magnum; wanilia, kawa, laktoza; drożdże US-05

kawko-i-mlekosz-piwowarownia

A to było tak: Gustek postawił na stole cztery piwa – Beer Geek Breafast Oatmeal Coffee Stout z Mikkellera, Jet Black Heart od BrewDoga i dwie warki Kawko i Mlekosza: drugą (degustowałem ją w Warszawie) i świeżutko rozlaną trzecią (z dodatkiem wanilii). Wącham. Cmokam. Dwa piwa są ewidentnie słabe – jedno utlenione, inne nieprzyjemnie estrowe. Nieee, przecież to nie mogą być nasi idole! Dwa pozostałe pachną pięknie: jeden intensywnie kawowo, drugi nieco bardziej waniliowo. I to właśnie te dwa piwa okazały się dziełami Łukasza, a te dwie słabizny kolejnymi warkami poważanych klasyków…

Przyglądnijmy się bliżej trzeciej warce Kawko i Mlekosza, jako się rzekło – z dodatkiem wanilii. Aromat to świeżo zmielona kawa, wygładzona mlekiem. Wanilia majaczy w tle, ale skromnie, bez szaleństw. Co ciekawe – w próbce piątkowej przyprawa dawała o sobie znać zdecydowanie intensywniej.

Bardzo fajnie „działa” tu kawa. To ona rozpoczyna każdy akord, by po chwili oddać miejsce laktozowej słodyczy. Później do gry wchodzi wanilia i odrobina czekolady. Finisz jest zaś przyjemnie palony, znów wyraziście kawowy. To zdecydowanie moje ulubione piwo Piwowarowni! [8,5]

POŻEGNANIE KORPORACJI
RIS
Warka: 122017
Cyferki: alkohol 10,3% obj., ekstrakt 24 Blg, 75 IBU
Skład: woda, słody jęczmienne, pszeniczne; chmiel Magnum

pozegnianie-korporacji

Niezwykle miło mi słyszeć, że to piwo zaliczyło taki skok jakościowy także dzięki moim uwagom. Skrytykowałem Pożegnanie a zbyt wodnisty charakter, który wypłukiwał je z charakteru. W efekcie kolejne warki Gustek zatarł w wyższych temperaturach i już niemal wszystko się zgadza.

Niemal – że zacznę od wady – bo detektor aldehydu Jerry wyczuwa w nim odrobinę zielonego jabłka. Co ciekawe, w kontekście kawy i czekolady nie ma w nim czego nieprzyjemnego, ale przemilczeć nie można.

To teraz pogadajmy o pozytywach, których w Pożegnaniu jest zdecydowanie więcej. Przyjemna czekolada, podbita kawą, do tego odrobina śliwki zachęcają do wzięcia łyka. Do gardła spływa gęsta kawowa maź, raczej słodka, ale z miłą goryczką na finiszu. O takie Pożegnanie walczyłem! [7]

Skupienie na piwie wyszło Łukaszowi Gustkiewiczowi na dobre. Dzięki wyciąganiu wniosków z własnych błędów i tytanicznej pracy Piwowarownia oferuje nam coraz lepsze piwa. Oby tak dalej!

Soundtrack: przed wizytą w Piwowarowni odwiedziłem Empik, by kupić nowe wydawnictwo Riverside. „Eye Of The Soundscape” to z jednej strony kompilacja ambientowych prac zespołu, z drugiej – kilka nowych kawałków poświęconych pamięci nieodżałowanego Piotrka Grudzińskiego. Oto jedna z nowości:

4 komentarze na temat “PIWOWAROWNIA: o dwie klasy lepiej

  1. Tak się poprawili? Fajnie, bo po jakichś tam pierwszych piwach trafili na moją listę browarów „raczej nie, dziękuję” i dawno nic od nich nie próbowałem. Zweryfikuję, jak będzie okazja.

  2. Soraczi to przecież niebo w gębie. Fakt, że piwa na tym chmielu różnią się od siebie drastycznie, ale każde jakie piłem jest po prostu świetne. Przynajmniej nie na „jedno kopyto” jak wszystkie „amerykańce”.

    • Zależy, którą warkę piłeś. Ja nie mam nic do zarzucenia w kwestii nagazowania, zwłaszcza, że w takim piwie im mniejsze, tym lepsze.
      Porównanie z wyżej wymienionymi (blind test!) pokazało, że Mikkeller i Brew Dog też wypuszczają kiepskie piwa. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *