NIEDOBITY: release the Pinta!

Pinta-Niedobity

Pinta uwolniła bestię! Potwór ów jest jednak na tyle sprytny, że nawet po kilku spotkaniach nie jestem w stanie poznać jego imienia.

Ziemek, Marek i Grzesiek zaskoczyli wszystkich. O ile w dzisiejszym polskim krafcie jeśli tylko przygotowujesz jakieś wyjątkowe, oryginalne piwo, to informujesz o procesie jego powstawania właściwie od wrzucenia słodów do zacierania, o tyle Pintowy tercet trzymał swój wynalazek na uwięzi.

Jeśli wierzyć morskim opowieściom wypisanym na etykiecie Niedobitego, panowie z rozmysłem nie ujawniali tożsamości przygotowanego w Zarzeczu potwora, próbując okiełznać go chyba wszystkimi dostępnymi pod ręką składnikami oraz belgijskimi drożdżami Fermentis Abbaye, które gotowe są przeżreć każdą ilość cukrów. Wreszcie po pół roku leżakowania udało im się go okiełzać (choć nie do końca) i zabutelkować. Tak oto ów demon trafia w nasze ręce.

Faktycznie, już wspomniany skład robi wrażenie – dziewięć rodzajów słodu, w tym rzadko stosowany przez naszych rzemieślników Chit (wpływa glównie na pienistość – co akurat w przypadku tego piwa się nie potwierdziło, o czym za chwilę), cukier kandyzowany, imbir (by nadać charakterystycznej dla obu ostrości), skórki pomarańczy, drewno dębu, cztery odmiany chmielu. Wygląda na to, że chłopaki po prostu chcieli opróżnić magazyny, heh.

Co w efekcie powstało? Pinta określa ten gatunek jako „underground”, czyli – cholera wie co. Ja długo dumałem nad prawidłową odpowiedzią – choć nie jestem stylowym zamordystą, to jednak lubię mieć wszystko ładnie opisane. Jednego wskazania nie znalazłem, ale jeśli już miałbym w coś celować, byłby to Quadrupel albo Old Ale. Przejdźmy zatem do szczegółów.

ZAPACH: o panie, ile tu wanilii! Pochodzący z dębowego drewna aromat wprost powala (ajkbym jadł budyń!), a dzielnie pomagają mu w tym akcenty „kandyzowane” i imbirowe. Nie brakuje też delikatnego muśnięcia korzennością Beglii oraz zapachu mokrego drewna, bliższego Old Ale, niż Niderlandom.

PIANA: Niedobity miał być wpieniony, ale coś mu nie wyszło. Na jego szczycie spoczywa niewielka kremowa, drobnopęcherzykowa piana, niezyt trwała i o praktycznie zerowym lacingu.

KOLOR: rubinowy, mocno zamglony.

SMAK: Niedobity ma sporo ciała oraz średnie wysycenie, wyczuwalne na języku. Te cechy w połączeniu ze sporą alkohowolością, która objawia się w goryczce, czynią z Pintowej nowości piwo wybitnie degustacyjne. Od pierwszego akordu wypust sprawia wrażenie słodkiego, głównie za sprawą sporej roli ciemnych owoców (figi, śliwi, może odrobina jeżyn). W drugim dają o sobie znać akcenty dębu: drewno oraz wanilia. Finał to z kolei muśnięcie alkoholem, który rozpala się w przełyku.

Sporo się dzieje w tym piwie, co czyni go niezwykle intrygującym. Zapewniam was jednak, że nia ma czego się bać – nie taki Niedobity straszny, jak go malują. Pijcie, póki dostępny!

Niedobity-Pinta

NIEDOBITY
Pinta

Quardupel/Old Ale/cholera wie co
Warka: 01 12 2015
Skład: woda; słody pilzneński, pale ale, wiedeński, Caraamber, Caramunich 2, Carafa 3, Carabelge, Caraaroma, Chit; cukier kandyzowany brązowy; ekstrakt słodowy; imbir; skórki pomarańczy; dębina; chmiele Cascade, Simcoe, Columbus, Fantasia; drożdże Fermentis Abbaye
Cyferki: alkohol 9,0% obj., ekstrakt 19,1 Plato; 33 IBU
Cena: 7,80 zł (Strefa Piwa, Kraków)

piwo8

Soundtrack: „scenarzystą” Niedobitego jest Stefan Król – chyba nie muszę Wam tłumaczyć, kim jest on w rzeczywistości. Jeśli jednak nie wiecie o kogo chodzi, mała podpowiedź muzyczna:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *