Sześć sposobów na dobre etykiety

Szata człowieka nie zdobi, ale piwo i owszem.

Dlaczego sięgamy po piwa rzemieślnicze? My, świadomi piwosze cenimy sobie ich smak, zapach, użycie naturalnych składników, czy też poczucie ekskluzywności. Jednak nieco mniej doświadczeni fani (lub też i nie-fani) raczej nie zwrócą na te cechy uwagi. To, co ich w pierwszej kolejności przyciągnie, to nowoczesny i oryginalny wygląd.

Zdają sobie z tego sprawę praktycznie wszystkie browary, które wchodzą na rynek. Każdy walczy o to, by wyróżnić się jedyną w swoim rodzaju etykietą, która od razu rzuci się w oczy. Jednym wychodzi to lepiej (przykłady za chwilę), innym gorzej (lagery z Wąsosza) – wszystko zależy od pomysłowości, lekkości umysłu, ale i od kasy. Im masz jej więcej, tym na lepszego grafika możesz sobie pozwolić.

Wybrałem kilka polskich browarów, które – moim zdaniem – pozytywnie wyróżniają się na rynku etykiet. Mają na nie pomysł i profesjonalnie go realizują, tworząc produkt, po który chce się sięgnąć nie wiedząc nawet, jakie piwo czeka nas w butelce.

1. ALEBROWAR – zaufaj dobrej agencji

Dla mnie absolutny numer jeden i to z kilku powodów. Ekipa z Lęborka, wraz z agencją Ostex Creative, oparła linię swoich etykiet o charakterystyczne postaci, których imiona są też nazwami piw. AleBrowar stawia na grę słów, zabawne rysunki, opisy z przymrużeniem oka oraz szczegółowo rozpisany skład.

AleBrowar Hop Sasa

Co więcej, przy okazji współpracy z Nøgne Ø firma poszła o krok dalej i postawiła na etykietę nadrukowywaną na butelkę. Zabieg okazał się tak efektowny i oryginalny, że produkt trafił na prestiżową stronę The Dieline, która opisuje inspirujące wzornictwo z różnych dziedzin.

Ostatnio AleBrowar zapunktował współpracą ze znanymi designerami z Turbokolor, którzy przygotowali specjalną wersję etykiety Rowing Jacka:

AleBrowar Turbokolor

Właściwie jedynym failem są – według mnie – papierki na serię Ortodox. Kiepskie liternictwo, jakieś zwierzaki na froncie, brak podanego składu… To pewnie też grubsza idea i nawiązanie do starych etykiet, ale do mnie zupełnie nie trafia.

Niemniej i tak tercet z Pomorza pod względem estetycznym i marketingowym cenię sobie najbardziej w Polsce.

2. JAN OLBRACHT – postaw na znane nazwisko

Browar rzemieślniczy Jan Olbracht (nie mylić z restauracyjnym) wystartował w tym roku, wypuszczając na rynek serię „królewskich piw”. Sęk w tym, że etykieta każdego wyglądała tak samo. Niby schludna, ale bez polotu, w dodatku mogąca wprowadzić w błąd, o ile nabywca nie czyta jej zbyt dodkładnie.

Jak więc rozwiązano ten problem? Poproszono Andrzeja Mleczkę o narysowanie kilku humorystycznych obrazków specjalnie na potrzeby browaru. Efekt powala humorem i przyciąga oryginalnością. Moim ulubionym obrazkiem jest ten z Córy Koryntu:

Córa Koryntu

3. URSA MAIOR – kolor, krój, papier

Bieszczadzki browar ciągle nie może wstrzelić się ze swoimi piwami w moje (i chyba nie tylko moje) gusta, za to jego etykiety radują moje oczęta. Po pierwsze – są bardzo kolorowe, ale nie pstre, przez co mimo wielu wrażeń pozostają czytelne. Po drugie – posiadają oryginalny krój, jedyny taki w Polsce, który nadaje im charakteru. Po trzecie – są wykonane z wysokiej jakości papieru kredowego. Jedyny minus to brak podania pełnego składu (w sieci też go nie uświadczymy)…

Rzeźnik

4. DOCTOR BREW – elegancja i morskie opowieści

Etykiety od wrocławskich doktorów to świetny przykład minimalizmu i elegancji. Gustowna czerń, na niej biały napis i logo, którego kolor zmienia się w zależności od gatunku piwa. Do tego świetnie rozpisany skład i parametry na kontretykiecie.

Ciekawostką są też absurdalne opisy każdego z piwa, z pewnością pisane pod wpływem czegoś mocniejszego, niż trunek. Z jednej strony może i kontrastują z elegancją pozostałych części nalepki, z drugiej wprowadzają sporo luzu i czynią etykiety Doctora Brew jeszcze oryginalniejszymi:

Doctor Brew Australian Weizenbock

5. PRACOWNIA PIWA – dobry wzór na wagę złota

Dla jednym etykietki podkrakowskich rzemieślników są nudne jak flaki z olejem, dla innych to synonim ciągłości linii i klasy. Charakterystyczny rogacz z szyszkami chmielu w porożu, proste liternictwo i ładnie wypunktowane parametry, a na dodatek świetne nazwy, nawiązujące do Krakowa (Hey Now, Plan-T, Like On Nick) – no przecież mistrz!

Jednak absolutną królową jest etykietka ostatniego piwa Pracowni, uwarzonego specjalnie na Beer Geek Madness Dragon Fire:

6. …and the WINNER is

Happy Crack. Kolaboracyjny twór Pracowni Piwa i Pinty miażdży… No właśnie, czym? Prostotą? Bezczelnością (w pozytywnym tego słowa znaczeniu)? Pomysłowością? Pewnie wszystkim naraz. Przed Państwem moja ulubiona polska etykieta:

Happy Crack

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *