BIROFILIA 2014: multirecenzja piw

Recenzja title

Emocje po najsmaczniejszym festiwalu w Polsce opadły, pora wyciągnąć notatki i podzielić się z wami wrażeniami z degustacji boskiego napoju, jakie zaliczyłem w Żywcu.

623 – tyle piw anonsowali organizatorzy Birofilów w przewodniku, który otrzymałem przy wejściu na imprezę. Na co się zdecydować? Jak rozłożyć energię? Przeglądnąłem zapowiedzi, zwiedziłem Aleję Piw Świata (przy okazji dowiedziałem się, że część smakołyków już niestety nie jest dostępna) i ruszyłem po browarki.

PRZECZYTAJ RELACJĘ Z BIROFILIÓW 2014

Posmakowałem kilkanaście propozycji, ochoczo notując wrażenia towarzyszące degustacji. Żadnych wpadek nie zaliczyłem, za to jedno wybitne piwo i owszem. Żeby nie przedłużać: przed wami sześć piw, które piło mi się z największą przyjemnością.

CALL ME SIMON
Pinta/Simon Martin
Imperial Irish Red Ale
Cyferki: alkohol 6,9% obj., 19,1% ekstraktu, 78 IBU

Call Me Simon

Najbardziej oczekiwane polskie piwo Birofiliów 2014. To znaczy nie do końca polskie – jego współautorami są bowiem browar Pinta i Simon Martin, czyli sympatyczny videobloger z Wysp Brytyjskich, który wizytował nasz kraj na początku maja. Wtedy to błogosławiona przez Tomka Kopyrę kooperacja uwarzyła Imperial Irish Red Ale.  O ile zwykła, słodowa wersja IRA nie robi na mnie wrażenia, o tyle opcja z podkręconymi parametrami i amerykańskim chmielem działa znakomicie!
Call Me Simon szczyci się ciemnobrązowym kolorem i żółtą trwałą pianą. W aromacie owszem, dominują cechy słodowe (melanoidy, trochę karmelu), ale nie brak mu nut owoców tropikalnych. To piwo bardzo pełne, w początkowych akordach bardzo słodkie, z wyraźnym posmakiem mango. Na finiszu rządzi potężna ziołowa goryczka, która sprawia, że Call Me Simon jest świetnie zbalansowane.
Ocena: 8

SPECYFIK
Artezan

Imperial India Pale Ale

Cyferki: alkohol 9% obj., 19,6% ekstraktu, 100 IBU

Specyfik

Nowości z Artezana jeszcze nie miałem okazji próbować, a chrapkę miałem wielką – w końcu początek czerwca w Polsce należał do imperialnego IPA. Na rynku pojawiły się jeszcze Crazy Mike z AleBrowaru i Zeus z Olimpu. Z tej trójki specyfik prezentuje się najlepiej.
Dlaczego? Ponieważ jest najlepiej zbalansowany. To z jednej strony piwo cholernie gorzkie, z drugiej przyjemnie słodkie, ale nie jakimś podłym cukrem, a po prostu za sprawą ekstraktu. Do tego nad całością unosi się przyjemna cytrusowa (grejpfrut) i tropikalna (mango) aura. Pokusiłbym się o najwyższą ocenę, gdyby nie delikatny, kapuściany DMS.
Ocena:
9

RHINO
Browar Kopyra & Browar Widawa
Smoked Amercian Pale Ale
Cyferki: alkohol 4,5% obj., 11,6% ekstraktu

Rhino

Z Rhino, owocem współpracy Tomka Kopyry i browaru Widawa także nie miałem wcześniej przyjemności, więc nie mogłem sobie odmówić przyjemności jego spróbowania. Skąd ta chęć? Odpowiedź jest prosta: lekkie, amerykańskie pale ale kolaboranci podsypali wędzonym słodem jęczmiennym. O ile sprawdza się on w leciutkim grodziskim, o tyle obawiałem się, że może ukręcić tę zwiewność Pale Ale.
Na szczęście nie jest źle, co prawda wędzony aromat determinuje odbiór Rhino, ale kontrują go owoce tropikalne i cytrusy. W smaku ognisko także daje o sobie znać, a oprócz niego w gardle goszczą wpływy zbożowe i… kwaskowość (porque?). Ucieszyła mnie za to mocna, jak na styl, goryczka.
Ocena:
7

YEAST SERIES 2.0 BRETTANOMYCES LAMBICUS
Mikkeller
Sour/Wild Ale
Cyferki: alkohol 6,4% obj.

Mikkeller Yeast Series 2.0 Brettanomyces Lambicus

Na początku zeszłego roku duński Mikkeller powtórzył swój oryginalny koncept sprzed lat. Opracował jeden zasyp i chmielenie dla sześciu piw, w każdym zmieniając jedynie drożdże. Jedna z opcji fermentowała przy użyciu belgijskiego dzikiego szczepu Brettanomyces Lambicus.
Owa dzikość objawia się tu fenolowymi aromatami przypraw i korzeni i – odrobiny – stajni. Drugi znak rozpoznawczy użytych drożdży to kwaśny smak. Oczywiście nie spodziewajcie się tu soku z cytryny, niemniej delikatna cierpkość się tu pojawia. Oprócz niej sporo tu owoców, od cytrusów i tropików, a fidze skończywszy.
Podsumowując: to piwo niczego wam nie urwie, ale w końcu nie po to zostało uwarzone. Tu chodzi o eksperyment, moim zdaniem udany.
Ocena:
7

OLD WORLD RUSSIAN IMPERIAL STOUT
Brew Dog
Russian Imperial Stout
Cyferki: alkohol 9,5% obj.

Old World RIS

Różnie piwna brać ocenia serię Old World browaru Brew Dog, która ma za zadanie prezentować klasykę stylów (coś jak Ortodox AleBrowaru). Dla jednych to nic szczególnego, ot zabawa zasłużonych piwowarów. Dla innych to mistrzostwo świata. Po wypiciu RISa skłaniam się przy drugiej opcji.
Dziełem sztuki jest już sama oprawa graficzna, rysowana tuszem przez zaprzyjaźnioną z Brew Dogiem artyskę. Jednak to napój stanowi kwintesencję programu, czarny, gęsty (ale nie ulepkowaty), z gęstą, trwałą brązową pianą. Old World RIS kusi intensywnym czekoladowym aromatem, wspartym kawą śliwką i wiśnią. Każdy łyk tego piwa to prawdziwa orgia smaku, cudownie czekoladowa i bardzo owocowa. Wiśnie, śliwki, rodzynki – to wszystko tu jest. Finisz miesza wpływy słodowe (kawa) oraz chmielowo-alkoholową goryczkę. Klasa!
Ocena:
10

ST. LOUIS KRIEK LAMBIC
Van Honsebrouck
Lambic
Cyrerki: alkohol 6,5% obj.

Kriek Lambic

Na koniec zostawiłem sobie propozycję dla wszystkich, którzy za nic w świecie nie uwierzą, że piwo można pić jak kompot. Spróbujcie zatem Lambica z browaru Van Honsebrouck, a zmienicie zdanie. To bowiem gatunek piwa, do którego warzenia dodaje się wiśnie.
Te smaczne owoce rządzą i dzielą w St. Louis Kriek Lambic. Toż to istny kompot wiśniowy połączony z lekko nagazowanym szampanem! Owszem, goryczka i alkoholowość także się pojawiają, ale tylko symbolicznie.
Po propozycję belgijskiego browaru powinni sięgnąć także wszyscy ci, którzy chcą przekonać się, jakie aromaty może przynieść użycie dzikich drożdży. „Końska derka” to nie ściema – wyraźne amoniakowe aromaty dziarsko wydobywają się z kufla i bynajmniej nie jest to zapach nieprzyjemny. Szczególnie w towarzystwie wiśni.
Ocena:
8

(Visited 48 times, 1 visits today)

0 komentarzy na temat “BIROFILIA 2014: multirecenzja piw

  1. Pingback: BIROFILIA 2014: skąpani w piwie i słońcu | Jerry Brewery

  2. Pingback: Viva La Pinta: nowe życie piwnego Krakowa | Jerry Brewery

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *