BEER CITY: „czas na zmiany w życiu” – wywiad

Beer City

Nowa krakowska inicjatywa piwna startuje z grubej rury: od warzenia piw nierewolucyjnych. O przyczynach tej decyzji, debiutanckim piwie oraz planach na przyszłość opowiada Marcin Wnuk – człowiek odpowiedzialny za marketing Beer City.

JERRY BREWERY: Zacznijmy od przedstawienia ekipy. Kim jesteście?
MARCIN WNUK: Jesteśmy trójką kumpli ze studiów – studiowaliśmy historię. Nigdy nie pracowaliśmy jednak w zawodzie. Jesteśmy w takim wieku, w którym przychodzi czas na zmiany w życiu. Któregoś dnia usiedliśmy wspólnie i zadaliśmy sobie pytanie: „co robimy? A może piwo?”. W końcu od dawna warzyliśmy je w domu, umiemy to robić, więc dlaczego by nie spróbować na większą skalę?

Poświęciliście się piwu w całości, czy też pracujecie jeszcze gdzieś indziej?
Tak, każdy z nas ma pracę, ale z każdym dniem cierpi ona coraz bardziej. Niedługo trzeba będzie podjąć decyzję, w którą stronę idziemy. Wszystko będzie zależało od reakcji odbiorców. Jeśli stwierdzą, że tylko „może być, choć nie musi”, to wtedy zostaniemy przy warzeniu domowym, dla siebie. Jeśli jednak okaże się, że ludziom posmakują nasze piwa, wtedy wejdziemy w to na całość.

Przejdźmy zatem do samego piwa. Gdzie warzycie?
Jeśli chodzi o piwowarstwo domowe, na małą skalę, warzymy w krakowskich Dębnikach – jest tam idealna woda do produkcji piwa. Nasze pierwsze piwo jako duży browar, Krak I, uwarzyliśmy w Kłodawie, natomiast drugie, altbier, powstał w Wąsoszu.

Ile piwa powstało?
Zarówno w Wąsoszu, jak i w Kłodawie mają wybicie 70 hekto. Jedna czwarta z jednej warki, po odliczeniu strat przy produkcji, trafiła do kegów, a pozostała część do butelek.

Pytanie, które samo nasuwa się w przypadku Beer City brzmi: dlaczego zdecydowaliście się warzyć style „nierewolucyjne”?
Właśnie dlatego, że są nierewolucyjne. (śmiech) Wiesz, sami jesteśmy wielkimi fanami piwa, lubimy poznawać nowe smaki, spotykamy się w tym celu, ale gdzie tylko się ruszymy, trafiamy na rewolucję. Wchodzisz do multitapu, a tam na 20 kranów, z 17 leją się piwa rewolucyjne. Równowaga została mocno zachwiana. Zadaliśmy sobie pytanie: jak mamy się wyróżnić spośród innych browarów? Postanowiliśmy pójść tą drogą, licząc na to, że znajdą się osoby, które myślą tak jak my i chcieliby spróbować czegoś innego. Ale nie dziwolągów, tylko czegoś właśnie zwykłego. Przecież dokąd możemy przesuwać granicę dodatków?

Ale chyba nie rezygnujecie definitywne z nowofalowych piw?
Nigdy nie mów nigdy. (śmiech) Tutaj mamy angielskie IPA, w poniedziałek rozlewamy alta, a później zastanowimy się co dalej warzymy. Póki co zostaniemy przy stylach tradycyjnych.

Opowiedz teraz o waszych etykietach. Kto jest ich autorem?
Ten facet (Marcin wskazuje na Andrzeja Najdera). Też historyk, ale przyuczony do zawodu grafika. Andrzej jest wybitnym – i nie mówię tego jako jego kolega – specjalistą od obróbki zdjęć. Nawet ze złego, zrobi bardzo dobre.

Słówko o nazewnictwie. Co oznacza „jedynka” po Kraku? Planujecie serię piw nazwanych w ten sposób?
To jest oznaczenie warki. Sam wiem z doświadczenia, że kupując to samo piwo po kilku miesiącach mam wrażenie, że smakuje inaczej. To kwestia zmiany składu, czy choćby nawet ludzkiego błędu. Dlatego chcemy dać kupującym wyraźnie znać, którą warkę piją.

O ile nazwa Krak jest dla wszystkich oczywista, o tyle Wit nie każdy skojarzy ze Stwoszem. Będzie w tym piwie szukał nie altbiera, a raczej witbiera. Nie obawiacie się takich pomyłek?
Sprawdzimy to na żywym organizmie. Jeśli ludzie będą się gubić i zwracać na to uwagę, no to wtedy po prostu zmienimy nazwę, to dla nas żaden problem. (śmiech) Nam chodzi przede wszystkim o to, by piwo było jak najlepsze – etykieta jest wtórna.

Jasne, ale wiesz – marketing przy dzisiejszym rozwoju rynku jest też bardzo ważny. Musisz wyróżnić się na półce.
Zgadza się – nie uciekamy od tego. Nie chcemy też robić z siebie najmądrzejszych – wszystko trzeba przetestować. Nauczyłem się, że zawsze warto zrobić model, który ocenią ludzie. Tak było z naszymi etykietami. Projektując je przygotowaliśmy 35 projektów, które wydrukowaliśmy i okleiliśmy nimi butelki. Później prosiliśmy znajomych, by wskazali tę butelkę, którą wybraliby w sklepie. Dlaczego wygrała właśnie ta? Nie wiem – to jest decyzja ludzi.

Tym, co rzuca się w oczy, jest wasza obecność w mediach – pojawił się o was tekst choćby na Interii. Czy jest to tylko i wyłącznie akcja marketingowa, czy może macie też misję edukacyjną?
(Marcin pokazuje mi książeczkę „Życie codzienne w cechy piwowarów krakowskich w XVII wieku”, którą zdobią grafiki związane z Beer City) Dla nas piwo to nie jest tylko napój z proszku, który pijesz tylko po to, by się nawalić. On niesie ze sobą także wartość intelektualną, w końcu każdą warkę ktoś musi opracować i przygotować. Dlaczego więc nie dowiedzieć się o piwie czegoś więcej? Ja na przykład nie wiedziałem – a przypominam: jestem historykiem – że w Krakowie w XVII wieku każdy mógł warzyć piwo i każdy mógł wstąpić do cechu. W połowie XVIII wieku cech zamknięto, przez co nasze piwowarstwo się posypało.

Niezłe! Chętnie zapoznam się z całością. Opowiedz w takim razie, jaki odzew wywołały artykuły, o których mówimy.
Coraz więcej osób się do nas zgłasza, ale mówiąc szczerze nie wiem, jak do nas trafiają: czy przez Facebooka, czy przez artykuł na Interii, czy inne teksty. Nie jest to dla nas istotne. Cieszy nas odzew i spore zainteresowanie piwem. Ludzie pytają kiedy się pojawi i gdzie będą mogli go spróbować. Nie brakuje też birofilów, którzy są zainteresowani etykietami. Kręci się, z czego bardzo się cieszymy.


I ja także cieszę się, że Polacy zainteresowali się piwami z Krakowa. Zobaczmy zatem, jak smakuje pierwsze z nich.

Beer City Krak I

KRAK I
Beer City
English IPA
Cyferki: alkohol 6,2% obj., ekstrakt 13 Blg, 40 IBU

ZAPACH: kto oczekiwał tradycyjnego angielskiego buchnięcia karmelem, ten się zawiedzie. Ja za to niesamowicie się cieszę, że chłopaki postawili na takie nachmielenie piwa, by od pierwszego niuchnięcia czuć było kwiaty i zioła. Oczywiście karmelu także nie brakuje, ale jest on integralnym, a nie dominującym elementem całości. W tle – niestety – majaczy nutka diacetylu, na szczęście niezbyt intensywna.

PIANA: kapitalna biała piana o drobnych pęcherzach. Bardzo zbita i świetnie lepiąca się do szkła.

KOLOR: herbata z dwóch torebek, zmętniona.

SMAK: w tej materii Beer City także nie zapomniało o chmielu – czuć go zarówno przez pierwsze akordy (kwiaty), jak i w solidnej ziołowej goryczce. Całość spięta jest solidną karmelową klamrą – English to English, nie? Masełko także gdzieś majaczy w tle, ale na poziomie zdecydowanie akceptowalnym. Ogólnie rzecz biorąc: bardzo dobre piwo!

piwo7

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *