AMERICAN BLACK: wielka gwiazda i siła marki

Pinta American Black

Ile znaczy moc marki przekonałem się po raz kolejny w czasie niedawnych zakupów.

Ostatni raz trampki na nogach miałem – bo ja wiem? – na pierwszym roku studiów. Później z obuwiem owym jakoś nie było mi po drodze, wolałem nosić się w wyrobach vanso- i adidasopodobnych. Aż kilka tygodni temu naszło mnie na kupno granatowych „butów halowych” (jak głosił kiedyś napis na szybie jednego ze sklepów w Krośnie). Cholera wie, czemu. Impuls – nie poradzisz.

Pomyślałem: jak szaleć, to szaleć – kupuję Conversy (takowych jeszcze nigdy nie miałem). Uradowany podrałowałem do galerii handlowej, by poszukać granatowych trampek z charakterystyczną gwiazdką. Po dogłębnej lustracji kilku sklepów w końcu znalazłem pasujący model, numer 41. Leżały jak ulał, były mega wygodne. Zaistniał tylko jeden problem: cena. 290 ziko.

Nie bieduję i teoretycznie mógłbym sobie na nie pozwolić, tyle że tuż obok zauważyłem firmowy sklep Big Stara z wystawką trampek na czele. Włażę, znajduję granatowe (ha, też mają gwiazdkę!), mierzę – tak samo wygodne, równie schludne, gwarantujące identyczny gumowy zapach stóp po dniu noszenia. Różnica? Kosztowały 80 zł. Lol.

Tak, mili Państwo, działa dobry brand, w którym „modnie się jest pokazać”. Jestem przekonany, że wyprodukowanie jednej pary butów kosztuje Amerykanów pewnie nawet mniej niż polską firmę. Tyle że ze względu na popkulturowe znaczenie mogą pozwolić sobie na ponad trzykrotną przebitkę cenową…

Mocny brand daje też inne przywileje. Popatrzmy na Pintę. Pionierzy piwnej rewolucji do tej pory nie mieli amerykańskiego Stoutu w swoim portfolio, a gdy wreszcie po pięciu latach działalności ogłosili jego wypuszczenie na rynek, gawiedź płonęła z zachwytu, w czasie gdy inne nowe ASy przeszły bez większego echa. A niesłusznie – taki Farorz od Hajera to kawał dobrego piwa.

Na szczęście za nazwą Pinta idzie nie tylko fejm, lecz także realna obietnica wysokiej jakości oferowanego produktu, co niniejsza degustacja ma za zadanie udowodnić.

American Black Pinta

ZAPACH: wącham American Black i czuję się, jakbym leżał w lesie świerkowym, otoczony przez drzewa wypuszczające żywicę i przegryzał pieczone paluszki. W termosie obok mam zaś kawę zbożową, a w plecaku leży czekolada. Kilka metrów za sobą zostawiłem zaś skórkę cytryny. Taki ze mnie gagatek.

PIANA: beżowa, drobna, trwała. Ładnie oblepia szkło.

KOLOR: ciemno brunatny, nieprzejrzysty.

SMAK: American Black oferuje to niezwykle przyjemne połączenie pełni (relatywnej) z pozorną wytrawnością (dobrze dobrane chmiele robią swoje). Pierwszy akord to uderzenie paloności i owoców, w drugim pojawia się gorzka czekolada, zaś na finiszu otrzymujemy wyraźną świerkową goryczkę.

Pinta serwuje nam kolejne klasowe, stylowe piwo, które pije się z przyjemnością. Oto dobra marka, potwierdzona wysoką jakością.

AMERICAN BLACK
Pinta

American Stout
Warka: 10 11 2016
Skład: woda; słody Pale Ale, Carafa Special II, palony jęczmień, płatki żytnie i pszeniczne; chmiele Citra, Columbus, Cascade, Crystal; drożdże S-04
Cyferki: alkohol 4,7% obj., ekstrakt 12 Blg, 45 IBU
Cena: 7 zł (Strefa Piwa, Kraków)

piwo7

Soundtrack: z gwiazdą nieodłącznie kojarzy mi się jeden kawałek. Kiedyś jarałem się nim jak ognisko w noc świętojańską:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *