NUTA DO PIWA #27: trzech na trzech

Nuta do piwa 27

Trzy płyty z ładnymi piosenkami i trzy gitarowe ciosy. Ciekawe, które spodobają wam się bardziej.

BRODKA
„Clashes”

Brodka

Polski muzyczny internet nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Gdy wychodziła „Granda”, wszyscy (WSZYSCY) kochali Monikę Brodkę, wysławiali doskonałość płyty, odwrócenie się od idolowej przeszłości i świeże podejście do popu. Teraz nagle dziewczyna jest passe – a bo ją Trójka promuje (a Trójka – musicie wiedzieć – nie jest już fajna), a bo lansuje się na wielką niezależną artystkę, a przecież to wciąż poperka. Ja, jak zwykle, stoję pośrodku tej całej zawieruchy. Ciągle cenię kozactwo Brodki, acz jej nowa płyta zupełnie do mnie nie trafia. Monika postawiła na wymuskaną produkcję, oryginalne brzmienie, mnóstwo aranżacyjnych smaczków, jednak jakby zapomniała o dobrych piosenkach. Jedne konie wiosny nie czynią.

„Horses”

JAMES BLAKE
„The Colour In Anything”

james blake

Nadworny płaczek elektroniki wraca z trzecią płytą, na której jęczy jeszcze częściej i donioślej. W dodatku w onirycznej, niezwykle spokojnej atmosferze. Za grosz tu parkietowych przebojów, więcej przytulanek oraz songów do grupowego spalenia zioła. Czy to źle? A skądże znowu! Blake na „The Colour In Anything” jawi się jako elektroniczny bard, który sypie świetnymi kawałkami jak z rękawa. Ciekawe tylko, czy młode dziewczęta nadal będą za nim szalały, skoro juz sobie z nim nie poszaleją…

„Radio Silence”

NOTHING
„Tired Of Tomorrow”

Nothing

Łapię się na tym, że dziwny ze mnie chłopiec. Z jednej strony uwielbiam rzeźnię, od której pękają bębenki w uszach moich i współmieszkańców. Z drugiej – pasjami słucham onirycznej muzyki dla romatycznych smutasów. Nothing to koledzy, którzy tę część mojej duszy eksplorują przy pomocy shoegaze. na gitarze? Jest. Powolna gra sekcji? A i owszem. Senny, schowany za efektami wokal? Obecny. Ale przede wszystkim na „Tired Of Tomorrow” Amerykanie pokazują, że są świetnymi kompozytorami. PS: Ostrzegam – nie słuchajcie tego w czasie jazdy samochodem.

„Vertigo Flowers”

KVELERTAK
„Nattesferd”

kvelertak

Hasłem „połączenie black metalu z rock’n’rollem” kupili mnie już 5 lat temu. Poprawili genialnym koncertem na Rock In Summer, gdzie – mimo występu w pełnym słońcu – urządzili widowni prawdziwy sabat. Chłopaki z Kvelertak mają moją uwagę aż do grobowej deski, a trzecim krążkiem „Nattesferd” tylko potwierdzają moje zachwyty. Nie zmieniło się praktycznie nic, może poza bardziej surowym, bardziej organicznym brzmieniem. Pod tym względem Norwegowie poszli w stronę blacku. Jednak riffy nadal orbitują bliżej ciężkiego rocka. Jak dla mnie to perfekcyjna fuzja.

„Nattersferd”

VEKTOR
„Terminal Redux”

Vektor

Thrash metal to mnie proszę Państwa ostatnimi czasy w ogóle nie rusza. Ziewałem przy „Repentless” Slayera, mam w dupie nowy krążek Mety, nawet udane wydawnictwo Megadeth pokręciło się w odtwarzaczu może ze trzy razy. Wtem nadszedł Vektor i trzyma mnie za ryj. A powód jest prosty – „Terminal Redux” toż to jawne nawiązanie do „Symbolic” Death, płyty, która pomogła mi zrozumieć muzykę ekstremalną. Skrzeczący wokal, rozbudowane kompozycje, szaleńsze galopady poprzecinane klimatycznymi wstawkami. I – to w mocnej muzyce lubię szczególnie – basowe niuanse, pasaże, które ucho wyłapuje dopiero po kilku spotkaniach z krążkiem. Obczajcie koniecznie!

„Ultimate Artificer”

HATEBREED
„The Concrete Confessional”

Hardcore’u słucham ostatnimi czasy bardzo wybiórczo, przede wszystkim dlatego, by się nie sugerować żadnymi tekstami i patentami. A to wszystko z powodu Selfburst, które z hardocre (może nawet nieświadomie) także sporo czerpie, choć w sumie zdecydowanie bliżej nam do groove metalu. Jednak nowego krążka Hatebreed odmówić sobie nie mogłem. Po pierwsze: wiedziałem, że chłopaki nagrają dokładnie taką samą płytę jak sześć poprzednich. Czytaj: mocarny cios piątką w ryj i złość wykrzyczana tak doniośle, że ślina Jameya Jasta trafia mnie w twarz przez głośnik. Po drugie: miałem przyjemność balować z tą ekipą na Metal Feście w Jaworznie i zaprawdę powiadam wam – takiego melanżu me oczy jeszcze nigdy nie widziały.

„A.D.”

(Visited 147 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *