ŻYWIEC APA: wynurzenie z przeciętności

Żywiec APA

„Dla chcącego nic trudnego” głosi babcine powiedzenie. W Żywcu chyba właśnie sobie o nim przypomnieli.

Odkąd trzy lata temu rewolucja z buta wyważyła drzwi do świata dobrego piwa, wśród freaków żyje ogólny hejt na koncerny. Za jakość piwa, za marketing, za głupoty pieprzone w filmach i na portalach promocyjnych, które mają utrzymać zwykłego konsumenta przy sprawdzonych markach. A to, że otwarte kadzie to cudowny wynalazek, a to że w Ameryce nie ma dobrego piwa…

Należę do tej grupy hejterów, jednak nie mogę nie zauważyć, że jeden z graczy na rynku, grupa Żywiec, próbuje podejść do problemu nieco inaczej. Zamiast kopać się z koniem, próbuje się z nim zaprzyjaźnić. Dowody? Ot, choćby znakomity festiwal Birofilia, czy regularne wypuszczanie Grand Championa konkursu piwowarskiego odbywającego się przy tej okazji.

Ten rok Żywiec rozpoczął od wypuszczenia trzech nowych piw – och, ach! Białego (witbier), marcowego i koźlaka. Umówmy się – ani to szałowe style, ani wykonanie dobre. Jednak towarzystwo nie załamało rąk, tylko zabrał się za kolejny produkt.

Po cichutku w warzelniach należących do grupy powstały dwa piwa – American India Pale Ale oraz American Pale Ale. Oba w należącym do Grupy Żywiec browarze w Cieszynie. Niewtajemniczonych informuję, że owe style różnią się od siebie przede wszystkim ekstraktem, a co za tym idzie zawartością alkoholu. AIPA jest mocniejsze, bywa też solidniej nachmielone na goryczkę.

Nie wiem, jak smakowało AIPA i czy kiedyś zostanie uwarzone na krajową skalę, ale faktem jest, że koniec końców najpierw do knajp, a później do sklepów trafiło APA. Oczywiście brać piwna dyskutowała na temat jego ceny, przewidywanej jakości i wpływu na rewolucję. Swoje zdanie wyraziłem tutaj.

Zostawmy już jednak rozkminy nad powodami i skutkami działań Grupy. Skupmy się na walorach samego piwa.

Zapach: no brawo! Okazuje się, że APA nie jest trunkiem półśrodków i że do kotła warzelnego autentycznie wrzucono sporo chmielu na aromat. Już po odkapslowaniu butelki Żywiec APA daje o sobie znać cytrusami (dominuje grejpfrut i limonka), sosnowym igliwiem oraz przyjemną nutą żywicy. Przez moment miałem wrażenie, że gdzieś tam może pałęta się DMS, ale ostatecznie nie potwierdzam.

Zywiec APA płyn

Piana: tu z kolei – bez rewelacji. Niska biało-kremowa powłoka, niby drobnopęcherzykowa, ale niezbyt trwała. Szybko zjechała do poziomu obwódki. Lacing przeciętny.

Kolor: stare złoto, zamglone.

Smak: pierwsze, na co zwracam uwagę, to wysycenie – trochę zbyt duże, choć drobne. Lekko szczypie mnie w podniebienie. Zaskakuje mnie też poziom słodyczy (to akurat na plus), który mimo niskiego odfermentowania, nie przytłacza. Ba, APA nazwałbym raczej wytrawnym. Pierwszy akord jest dość wodnisty i nijaki. Drugi zaś już całkiem spoko – owocowy (grejpfrut i brzoskwinia). Na finiszu pierwsze skrzypce gra sosnowe igliwie, które wspomaga przyjemną, ziołową goryczkę.

Okej, piłem w życiu wiele lepszych American Pale Ale’ów. Jednak Grupie Żywiec wreszcie udało się stworzyć piwo „jakieś”, które obok Żywca Porteru stanie się dumą koncernu (o serii Grand Champion nie wspomnę). Proponuję więc marketerom browaru odkupić od Tatry hasło „moc z charakterem”. Teraz będzie miało pokrycie w rzeczywistości.

ŻYWIEC APA
Żywiec

American Pale Ale
Skład: woda; słody jęczmienny, monachijski, pszeniczny, karmelowy; chmiele Chinook, Citra, Amarillo, Magnum, Centennial; drożdże.
Cyferki: alkohol 5,4% obj., ekstrakt 12,5%
Cena: 4,59 zł (Feniks, Wrocław)

piwo7

Soundtrack: skoro jesteśmy w temacie zaskoczeń – pamiętacie jaką sensację wzbudziła cztery lata temu Monika Brodka (pochodzi skądinąd z okolic browaru) rewelacyjną płytą „Granda”?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *