STARE ALE JARE: Twoje stare

CAM00164

Starych to ty szanuj! I stare piwo też.

Po wczorajszym obżarstwie pozostał mi jedynie kac moralny, że znów zbyt mocno zadbałem o linię (by była jeszcze bardziej wyraźna). Jednakże oprócz – może i niepotrzebnych – wyrzutów sumienia, w głowie mam smak udanego wyrobu browaru Pinta, Stare Ale Jare, którym przepijałem pochłaniany w ilościach hurtowych chrust. Część z was na pewno zna to piwko, ale skoro miałem go w łapach, to stwierdziłem, że warto je przypomnieć.

O gatunku, do jakiego zalicza się Stare Ale Jare należałoby pewnie zrobić osobny artykuł, więc może pokrótce: sticke altbier. To odmiana warzonego w Düsseldorfie alta, którą tamtejsi browarnicy oddają do użytku dwa razy do roku: w trzeci wtorek stycznia i trzeci wtorek października. Przyznam, że nie zgłębiałem się w sens takowej zagrywki, podejrzewam, że jest to bardziej kwestia przyzwyczajenia, niż na ten przykład warunków technicznych, tak jak przypuśćmy w piwie marcowym.

Altbier ma to do siebie, że owszem – ważony jest przy użyciu drożdży górnej fermentacji, ale w temperaturze leżakowania identycznej jak lagery, stąd jego wyjątkowość. Dobra, dość już mądrzenia się i pisania o rzeczach, które przeciętnego konsumenta nie muszą interesować. Ważne, że odmiana sticke – oprócz wspomnianego faktu serwowania raptem w dwóch terminach – różni się wyższym woltażem. W przypadku Starego Ale Jarego mamy do czynienia z 5% alkoholu i 14% ekstraktu. Takie proporcje, plus bardzo solidne, sięgające górnej granicy stylu IBU 48 (oględnie mówiąc: poziom goryczki) zwiastowałyby bardzo treściwe piwo, którym przecież altbier nie jest.

Teraz odpowiedzmy sobie na pytanie: za co kochamy naszych starych? Przepraszam, rodziców! Ano między innymi za to, że są przewidywalni w swojej dobroci dla nas, choć zawsze w zanadrzu mają jakąś niespodziankę. To z miłości, jestem pewien. Takie jest też piwo z Pinty: wszystko ma na swoim miejscu, ale też i kryje pewne zaskoczenie.

Niespodzianka owa według norm BJCP (stowarzyszenia sędziów piwowarskich, o którym jeszcze napiszę) jest błędem, ale mnie nad wyraz pasuje. Otóż Stare Ale Jare uwarzone jest z udziałem karmelowego słodu Wayermann, który jest wyraźnie wyczuwalny w zapachu, a być nie powinien. Używać go można bowiem – według wspomnianych norm – wyłącznie do nadania koloru napojowi. A w nosie mam te normy, gdyż aromat omawianego piwa, w którym wyczujemy także – to już zgodnie ze sztuką – pochodzące od estrów delikatne nuty owocowe (wiśnia) oraz słynną już „skórkę od chleba”, czyli melanoidy, nad wyraz mi się podoba.

Podoba mi się także przepiękny kolor trunku, przejrzysty brązowy z rubinowymi refleksami. Wraz z cudowną kremową w barwie pianą, relatywnie wysoką, dobrze oblepiającą ścianki i długo utrzymującą się, Stare Ale Jare to niemal ideał jeśli chodzi o wygląd.

smaku aż takiego szału nie robi, ale nie oszukujmy się – altbiery do najbardziej ekscytujących piw pod tym względem nigdy nie należały. Mimo przywołanych 14% ekstraktu zamienionych na zaledwie 5% alkoholu, nie rozkłada na łopatki pełnią treściwości. Owszem, wyraźnie wyczuwamy tu charakterystyczne melanoidy (znowu one!), a słodowość nieźle miesza się z chmielowymi naleciałościami, co nadaje nieco lagerowy charakter piwa, to jednak nie ma tu bogactwa, którego po danych z butelki moglibyśmy oczekiwać. Tym niemniej mamy do czynienia ze świetnie pijalnym piwem, nad wyraz ciekawym jak na gatunek.

Tak więc Stare Ale Jare to browarek nie tylko od święta, ale napój, na którego możemy zawsze liczyć w potrzebie. Tak jak na sta… na rodziców!

piwo8

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *