THE GRAVEDIGGER: Artefakt Brokreacji

Artefakt Cafe Brokreacja title

RISowa nawałnica trwa w najlepsze. W ostatnią sobotę czarnym złotem wykopanym z grobu uraczyła mnie Brokreacja.

Od pewnego czasu z zadowoleniem obserwuję dwa trendy na rynku polskiego piwowarstwa kraftowego. Pierwszy to wspomniany atak RISów. Okej, wiele z nich jest jeszcze niedoskonałych, niedopracowanych albo nieodpowiednio przełożonych z domowego sprzętu na dużą warzelnię. I choć gardzę wypuszczaniem półproduktów na rynek, to jednak obecne doświadczenia traktuję jako poligon, który przyniesie piękne owoce w przyszłości.

The Gravedigger nalewanie

0,33 polewki czarnej

Drugim trendem jest zakładanie knajp przez browary lub chociażby patronowanie multitapom. Wystarczy wspomnieć o lokalach (już otwartych, bądź dopiero szykujących się do premiery) Artezana, Pinty, Pracowni Piwa, Doctora Brew, AleBrowaru czy Innych Beczek. Brokreacja postanowiła usmażyć dwie pieczenie na jednym ogniu i w ubiegłą sobotę zaprezentowała klub patronacki – Artefakt Cafe, a przy okazji zaserwowała Imperial Stouta o nazwie The Gravedigger.

Ponieważ Mateusz Górski, piwowar Brokreacji, już jakiś czas temu dawał mi znać, że piwo będzie dostępne w ilościach homeopatycznych (jakieś 700l na cały kraj), stwierdziłem, że muszę się pojawić premierowego wieczora na krakowskim Kazimierzu, gdzie mieści się wspomniany Artefakt. Rzut beretem od przystanku tramwajowego Miodowa, w bliskim sąsiedztwie Muzeum Inżynierii Miejskiej (gorąco polecam!) i jeszcze kilku miejscówek znaczących z punktu widzenia fana piwa. Czyż można wyobrazić sobie lepszą lokalizację?

Artefakt Brokreacja

Rzut oka na Artefakt

Warto przy tej okazji wspomnieć, że Artefakt nie jest miejscem przypadkowym. Knajpa – jeśli dobrze liczę – ma już 5 lat i od początku swojej działalności przyciąga uwagę fanów piwa. Za czasów „pierwotnej” rewolucji oferowała dobre czeskie napitki, a od pewnego czasu w ofercie miała też polskie rzemiosło. Dodajmy do tego wyjątkowy klimat, który zapewniają stare meble i książki rozstawione na wielgaśnym regale, by skutecznie przyciągnąć uwagę nie tylko kraftopijcy.

Wybór tego miejsca na lokal patronacki jest więc, moim zdaniem, ze wszech miar słuszną decyzją Brokreacji, która już od dłuższego czasu myślała nad takim miejscem. Pierwotnie współpraca miała ruszyć już w grudniu, przy okazji premiery Nafciarza Dukielskiego, ale na przeszkodzie stanęły kwestie organizacyjne. Tym razem obyło się bez problemów.

The Miner Brokreacja

The Miner

Na miejscu pojawiłem się tuż przed godziną 20:00, na którą wyznaczono początek imprezy. Zamówiłem The Minera, Black IPA z Brokreacji, którego jak dotąd nie próbowałem (strasznie zimny był ów koleżka, więc nie podejmuję się obiektywnej oceny) i przysiadłem się na chwilę do piwnych znajomych, którzy licznie pojawili się w Artefakcie. Nie brakło m.in. znanego wszem i wobec Miniaka, który wystawił pierwszą recenzję Gravediggerowi. „Chujowy” – brzmiał werdykt, co w przełożeniu na nasze znaczy: „jest dobrze”. 😉

Brokreacja premiera

Obowiązkowa przemowa 😉

Zanim RIS polał się z kranów nastąpiło jeszcze oficjalne otwarcie: uściski dłoni, przemowy, zdjęcia, podnoszenie napięcia, by wreszcie odpalić pierwszą (z dwóch) beczkę i uraczyć towarzystwo czarnym jak noc napojem. Oczywiście wepchałem się ze swoim aparatem (całkowicie przyziemnym, zupełnie nie latającym) na sam początek kolejki, dzięki czemu otrzymałem Grabarza jako pierwszy.

Ponieważ trunek był tylko nieco cieplejszy od przywołanego The Minera, usiadłem przy stoliku z ziomem Czupą, któren także przyfrunął na premierę, potrzymałem szkło w łapkach, by po kilku minutach wlać pierwsze krople Imperialnego Stoutu do gardzieli. Ale najpierw zapach. Pierwsze skojarzenie to: najlepsze warki Żywca Porteru. I proszę traktować to jako komplement. Dominuje mocno palona kawa, podbita gorzką czekoladą, śliwką i odrobiną wiśni. Ba, moje nozdrza sugerują, że gdzieś w tle pałęta się marcepan. Całkiem mi to pasuje.

The Gravedigger Brokreacja

A oto Grabarz w całej okazałości

Ciało i smak Gravediggera zostały ciekawie pomyślane. Zaczyna się od gęstej jak smoła czekolady i kawy, w drugim akordzie dochodzą do nich ciemne owoce, by nagle na finiszu dać się przykryć mocarną goryczką (100 IBU), która podkręca pijalność do granic możliwości RISa. Pomysł wart dyskusji i kombinowania, acz mnie osobiście bardziej odpowiadają zawiesiste Imperialne Stouty, bez tak wyraźnie wyczuwalnej goryczki. Tym niemniej – jestem na tak. [7,5]

Z tego, co udało mi się dowiedzieć, w Szczyrzycu drożdże pracują właśnie nad drugą warką The Gravediggera, nieco mniej goryczkową i zatartą w inny (słodszy) sposób. Myślę, że to jest właście to, na co czekam!

THE GRAVEDIGGER
Brokreacja

RIS
Cyferki: alkohol 10,3% obj., ekstrakt 24 Plato, 100 IBU

Soundtrack: Cmentarz to jedyne słuszne miejsce dla Grabarza, dlatego do Gravediggera zapodaję Graveyard:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *