PRACOWNIA PIWA: dni otwarte i premiery

dni-otwarte-pracowni-piwa-title

Dziewięć lat mieszka człowiek w Krakowie i ani razu nie był w Modlniczce. Okazja do nadrobienia geograficznych braków nadarzyła się w ostatni piątek, w czasie dni otwartych Pracowni Piwa.

Przedarcie się z centrum Krakowa do położonej rzut beretem od Business Parku Modlniczki (na zachód od miasta) w godzinach popołudniowych graniczy z cudem. O 17:00 lud pracujący w krakowskich firmach wraca do okolicznych miejscowości, przede wszystkim do Zabierzowa. Nawet Kokos, z którym jechałem na Dni Otwarte Pracowni Piwa, nie zdołał uniknąć korków, mimo że tę trasę zna na wylot. W końcu większość swojego życia spędził właśnie w Zabierzowie.

pracownia-piwa-dni-otwarte-2

W końcu, po powolnym minięciu Futura Parku i zjazdu na S7 udało nam się dowlec do pierwszego skrzyżowania, na którym trzeba skręcić w prawo i rach ciach ciach – jest się już praktycznie w browarze. Na co dzień nie ma opcji, by trafić do Pracowni Piwa bezbłędnie, o ile nie było się tam wcześniej. Budynek przy Kasztanowej 31 wygląda jak wszystkie wokół. Ot, duży dom ze sporym podwórkiem i „garażem”. Właśnie w takim – nie da się ukryć – przytulnym miejscu swoją siedzibę ma firma Tomka Rogaczewskiego i Marka Bakalarskiego. Ten drugi przyjeżdża do Modlniczki w dni pracujące i nocuje w przybrowarnianym domu (gdyż na co dzień mieszka w Tomaszowie Mazowieckim, o ile się nie mylę). Pierwszy ma łatwiej – do browaru dostaje się z Wieliczki. Pozostała cześć ekipy Pracowni (w sumie 8 osób) dojeżdża głównie z Krakowa.

pracownia-piwa-dni-otwarte-3

Marek masterem grilla!

DNI OTWARTE

Drugie dni otwarte Pracowni odbyły się w miniony weekend. Towarzystwo doszło do wniosku, że będzie zapraszało fanów i okolicznych mieszkańców do browaru, by grzecznie się przedstawić i pokazać, jak się warzy prawdziwe piwo, a także opowiedzieć co nieco o firmie. Ja wybrałem się na zwiedzanie w piątkowe popołudnie wraz ze wspomnianym Kokosem oraz jego dziołszką Magdą. Na miejscu zameldowaliśmy się tuż przed 18:00, a to właśnie o tej godzinie było zaplanowane zwiedzanie. Miałem więc jeszcze chwilę, by pozbijać piątki z załogą Pracowni, zamówić piwo u Kuby Rośka i trochę pogadać o planach na przyszłość bliższą i dalszą. Miałem smaki na kiełbaskę serwowaną przez Marka, ale że byłem jeszcze najedzony po obiedzie – odpuściłem.

pracownia-piwa-dni-otwarte-1

Rosiu wraca do barmańskich korzeni

O 18:00 Tomek zwołał gości na zwiedzanie. Na oko 20-25 osób weszło na teren browaru, ukryty w hali którą dwa akapity wyżej nazwałem garażem. Zdecydowana większość to nowicjusze, którzy nie dość, że najpewniej nigdy nie byli w browarze, to jeszcze nie wiedzą, jak wygląda proces powstawania piwa. Rogaś cierpliwie wyjaśnił czym jest słód, do czego używa się chmielu, jak pracują drożdże itd. Kto miał ochotę, mógł zobaczyć zesłodowane ziarenka i powąchać amerykańskich odmian zielonej przyprawy. Niektórym aż się oczka zaświeciły.

Później Tomek zabrał się za oprowadzanie. Najpierw śrutownia, później przejście do eleganckiej czteronaczyniowej warzelni, następnie rzut oka na fermentory. Wszystkie urządzenia znajdują się w jednym pomieszczeniu, co z pewnością ułatwia proces i umożliwia uwarzenie czterech warek w ciągu doby.

pracownia-piwa-dni-otwarte-8

Przewodnik Rogaś

Kolejnym przystankiem była linia rozlewnicza i etykieciarka. Faktycznie, jest coś w tym, że wlewanie piwa do butelki, a następnie kapslowanie to dla wielu sztuka tajemna, która zawsze będzie budziła podziw. W przypadku Pracowni jak najbardziej uzasadniony, gdyż spora część sprzętu została przygotowana według projektu Tomka i Marka.

Przy okazji zwiedzania browaru Rogaś kilkukrotnie podkreślał, że praca w swoim browarze – czyli jakby nie było realizacja pasji – ma nie tylko jasne strony. Trzeba bowiem pamiętać, że tak naprawdę 2-3 dni w tygodniu chłopaki muszą poświęcić na papierkową robotę, by zadowolić kilkanaście urzędów, które w – nieco wyolbrzymiając – są w stanie wpaść na kontrolę i zarządzić zatrzymanie produkcji.

PREMIERY I SZLAGIERY

Po zwiedzaniu browaru przyszła kolej na degustację. W Modlniczce Pracownia serwowała dwa piwa, których jeszcze nie miałem okazji spróbować. Śliwka Robaczywka (5% alko, 11 Blg) to Fruit Ale z dodatkiem śliwek, które trafiły do piwa na leżak. W gruncie rzeczy niemożliwym jest odróżnienie go od babcinego kompotu ze śliwek – takiego dobrego, niedosładzanego. Jedyna różnica polega na goryczkowym, ziołowym muśnięciu na finiszu. Targa mną wątpliwość czy to dobrze, czy źle. Tak czy owak – bardzo dobre piwo. [7,5]

sliwka-robaczywka-pracownia-piwa

Na drugą nóżkę poszło It’s A Trap (American Saison, 5,7% alko, 12 Blg), czyli piwo uwarzone na urodziny trójmiejskiej Pułapki. Trunek oferuje dokładnie to czego można spodziewać się po nazwie: miks fenoli (goździki, gałka muszkatołowa) z cytrusami od jankeskiego chmielu. Wysoką pełnię kontruje sympatyczna owocowa goryczka. Smakowało. [7]

its-a-trap-pracownia-piwa

Najważniejszą premierą wieczoru miało być jednak 600!, po które udałem się do Tap House w towarzystwie Maykela – Chmielobrodego i Miłosza, krakowskiego piwnego zioma. Na miejscu spotkaliśmy Piwologa oraz Mateusza Kapslolandu. Wszyscy zaordynowaliśmy sobie rzeczonego Imperial Saisona (8,2% alko i 18 Blg) i – szczerze mówiąc – trochę zawodzi. Nie to, że jest słaby, po prostu na tle pozostałych jubileuszowych warek Pracowni nie robi wrażenie. Ot, solidny Saison, wyraźnie pełniejszy i trochę słodszy od klasyki. Aromaty oddrożdżowe dają o sobie znać, szczególnie goździk, którego lekko pikantny posmak wyłapuję w ustach. Nie dostrzegłem natomiast obiecanych owoców tropikalnych. I to właśnie ich zabrakło do wyniesienia 600! na wyższy poziom. [6,5]

noa-pecan-mud-cake-stout-omnipollo

Szybko zapomniałem o tym drobnym rozczarowaniu, bowiem na sam koniec wieczoru grupowo zaserwowaliśmy sobie petardę Noa Pecan Mud Cake Stout Omnipollio. To słynny RIS (11% alkoholu, 60 IBU) z dodatkiem brazylijskich orzeszków pecan, które – jak dla mnie – są mocno zbliżone w smaku do orzecha włoskiego. No i właśnie: aromat Noa Pecan Mud Cake przypomina cudowny krem orzechowy. Aż chciałoby się rozsmarować to piwo na kanapce i zjeść. Genialna bomba orzechowa połączona z mleczną czekoladą! Trudno nazwać smak i aromat kompleksowym, ba, zaryzykuję twierdzenie, że jest mocno jednowymiarowy, jednak w swej „prostocie” genialny. Każdy łyk był jak orgazm, każdy węch – jak wizyta w fabryce Williego Wonki. Absolutny „must have”. [10]

***

Po tej degustacji rozeszliśmy się do domów – a było jeszcze grubo przed północą. Ale wiecie, dzień później mieliśmy jechać do Szczyrzyca warzyć The Blogger. Jednak tę historię już znacie. 😉

pracownia-piwa-dni-otwarte-13

Uwaga, spoiler!

pracownia-piwa-dni-otwarte-4 pracownia-piwa-dni-otwarte-5 pracownia-piwa-dni-otwarte-6 pracownia-piwa-dni-otwarte-7 pracownia-piwa-dni-otwarte-9 pracownia-piwa-dni-otwarte-10 pracownia-piwa-dni-otwarte-11 pracownia-piwa-dni-otwarte-12

4 komentarze na temat “PRACOWNIA PIWA: dni otwarte i premiery

  1. Ja byłem w sobotę i Powiem Ci, że plany jakie mają i premiery które się maja odbyć w Warszawie na WFP to petarda jeżeli chodzi o PP. Nic tylko jechać do Warszawy 🙂 na szczęście bilety na pendolino już kupione 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *