Piwowary 2016: multirecenzja piw

Piwowary recenzja piw

Niby nie było najpopularniejszych browarów, ale to nie wpłynęło na jakość piw. W czasie łódzkich Piwowarów zdegustowałem kilka naprawdę dobrych trunków.

Sezon festiwalowy z każdym rokiem robi się coraz bardziej zapchany, przez co wielu kraftowców musi selekcjonowac imprezy, na których się pojawi. Wobec Beer Geek Madness oraz – przede wszystkim – Warszawskiego Festiwalu Piwa wiele ekip musiała odpuścić łódzkie Piwowary. Nie ma jednak co narzekać! Browary obecne na Targach także przygotowały sporo dobra. Oto, jakie piwa trafiły do mojego gardziołka w trakcie i po imprezie.

PIWOWARY

RAISA Maryensztadt

Teoretycznie przyzwoitość nakazuje pozostawienie RISa na sam koniec serii degustacji, ale rzeczywistość często zmusza festiwalowicza, by właśnie od reprezentanta tego gatunku zaczął dzień. Dlaczego? Ponieważ zazwyczaj jest go najmniej. Z tego powodu zabawę rozpocząłem od RaISYy (RIS, 9,4% alko, 22 Blg) z browaru Maryensztadt. Naczytałem się wielu uwag na temat butelkowej wersji – że nijaka, że bez charakteru. Po degustacji z beczki zgłaszam sprzeciw. Wywar pięknie pachnie waflami w czekoladzie oraz zbożową kawą, zaś smakuje głównie mleczną czekoladą, espresso i śliwką. Całość wieńczy przyjemny goryczkowy finisz. Not bad. [7]

Skydiver Trzy Korony

Po chwili przeniosłem się na stoisko Trzech Koron na pierwsze spotkanie z ich piwem – padło na Skydiver Puławska IPA (Polish IPA, 7% alko, 15,5 Blg, 70 IBU), czyli klasyka rewolucji na polskich chmielach. Te widocznie użyto w dość ostrożnej ilości, bowiem w zapachu najpierw wyłazi karmel, a dopiero po chwili dają o sobie znać kwiaty, zioła i – z lekka – cytrusy. W smaku piwo prezentuje się lepiej. Gładkość polskich czerwonych jabłek przeplata się z kwiatami, cytrusami i karmelem. Goryczka subtelna. [6]

AntyLopa AntyBrowar

AntyBrowarem miałem do czynienia tylko raz i było to spotkanie nad wyraz przyjemne (Smoked Stout Antykwariat). Ostrzyłem sobie zęby na kolejne i nie zawiodłem się. W Łodzi miejscowy browar zaproponował paletę piw, z których ja zdecydowałem się na AntyLopę (Imperial IPA, 8,6% alko, 20 Blg, 80 IBU). I muszę wam powiedzieć, że to jedno z lepszych Imperialnych IPA, jakie miałem okazję pić w ciągu ostatnich kilku miesięcy! Zapach powala bardzo intensywną chmielowością pod postacią cytryn, grejpfrutów i pomarańczy. Smak za to wystarczy opisać jednym słowem: balans. Słodowe akcenty przyjemnie łączą się tutaj ze słodkimi owocami od chmielu. Do tego pyszna, klasowa goryczka na finiszu. Ach, przypomniały mi się najlepsze czasy Imperium Atakuje… [9]

Beer City Machina

Kolejnym przystankiem było stoisko Beer City, tym razem wyłącznie w wersji butelkowej. Ja skusiłem się na Machinę (APA, 5% alko, 12 Blg, 35 IBU) i był to dobry wybór. Pierwsze w pełni nowofalowe piwo chłopaków kusi intensywnie cytrusowym aromatem, podbitym naftą od Mosaika. Muszę się za to przyczepić do nagazowania, moim zdaniem zbyt niskiego jak na APA. Za to inne wskaźniki badane przez usta są już na miejscu: przyjemna delikatna gorycz oraz umiejętnie wyważony balans pomiędzy zbożowymi, a chmielowymi akcentami robią robotę. [7]

Bednary Grodziskie

Jako że za chwil kilka miałem stanąć z Rafałem Łopusińskim na jednej scenie, uderzyłem na stoisko jego browaru, czyli Bednar, by spróbować kooperacyjnego Grodzisza (z browarem domowym Latający Rosomak Marcina Kwila) – Gorgeous (Grodziskie, 3,8% alko, 11 Blg). A jeśli padło nazwisko Kwil, to wiadomo, że będzie słód wędzony torfem. I to właśnie aromaty i smaki, które zawdzięcza się jego obecności, rządzą i dzielą w tym piwie. Spalone kable i pokłady kolejowe są uzupełnione przez ogniskową wędzonkę. Gigantyczna pijalność to zasługa wytrawności i akcentów wędzonych, tutaj już nieco bardziej stonowanych. Jedyne, co bym poprawił, to wysycenie – IMO zbyt niskie. [7]

Violetta Vanillas Hopium

Przerwa na piwo ciemne. Sięgnąłem po raz kolejny po zdecydowanie najlepszy trunek Hopium, czyli Violettę Vanillas (Milk Stout, 5% alko, 15 Blg, 20 IBU) – nie wiem jak to się stało, ale dotąd nie recenzowałem go na blogu. A przecież to znakomite piwo, pachnące budyniem czekoladowo-waniliowym i takoż smakującym. Ekipie z Nowego Drzewicza udaje się jednak utrzymać słodycz w ryzach, przez co piwo nie zamula, a cieszy przyjemną, czekoladową słodyczą. [8]

90 Minut Reden

Wracamy do wysokiej chmielowości. 90 Minut Na Godz. (IPA, 5,8% alko, 14 Blg, 60 IBU) z browaru Reden to owoc eksperymentu, który polegał na nieustannym dodawaniu chmielu w czasie gotowania. Nos jest z tego zabiegu bardzo zadowolony. Piękny miks żywicy, sosny, cytryny i odrobiny karmelu gwarantuje wspaniałe doznania. Taka ilość chmielu wpływa oczywiście na rześkość piwa i na jego owocowość, jednak przekłada się także na intensyfikację goryczki – topornej i trochę męczącej. [6]

Marcowe Bierhalle Lodz

Na koniec dnia udałem się na stoisko Bierhalle, by – zachęcony przez Krzyśka Zawlika – spróbować Marcowego (5,2% alko). Jak nie przepadam za tym stylem, tak muszę oddać honor piwowarowi, który przygotował naprawdę dobrego reprezentanta. Kwiaty i zioła mieszają się tu z orzechami i chlebem. Podobnie rzecz ma się w smaku, lecz tutaj warto podkreślić także charakterną, choć nie za wysoką goryczkę. [7]

AFTERPARTY

I'm So Horny Pinta

Z Targów Expo udałem się „na miasto” ze znajomymi. Byłem ograniczony czasem, więc nie miałem czasu na porządne knajposzwędanie. Najpierw w Spółdzielni wziąłem sobie buteleczkę kolejne warki I’m So Horny (Espresso Lager, 6,7% alko, 18 Blg) od Pinty. Cóż ja mogę wam jeszcze napisać? Świetne jest to piwo po prostu, a kawowość perfekcyjnie łączy się tutaj z lagerową słodyczą. Jeden z najcelniejszych strzałów chłopaków w zeszłym roku. [8]

Piwo z sokiem Pracownia Piwa

Ostatni akord łódzkiej przygody to wizyta w pubie Z Innej Beczki i degustacja Piwa z Sokiem (Pale Ale, 4,3% alko, 14 Blg, 45 IBU) od Pracowni Piwa. Coś mi w tym piwie ewidentnie nie leży i nie chodzi tu o dodanie zmiksowanego kiwi i soku z mandarynki. Te bonusy, wbrew pozorom, nie dosładzają piwa. Są raczej wytrawne i czynią je bardziej pijalnym, choć może trochę zbyt wodnistym. Bardziej martwi mnie nieprzyjemny, a la siarkowy aromat w tle. I w ogóle ów wywar nie ma w sobie „tego czegoś”, co pozwoliłby się nim zachwycić. [5]

Co nie zmienia faktu, że wyjazd do Łodzi pod względem piwnym i ludzkim uważam za w pełni udany. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *