MULTITAP CRAWL: dwie premiery i desery

Multitap Crawl Dwie premiery i desery

Nie ma festiwali, są za to imprezy na mieście. Lipiec to wbrew pozorom przyjemny miesiąc dla fana piwa.

Ot, na przykład w ostatni piątek w Krakowie mieliśmy dwie oficjalne premiery od rzemieślników na co dzień mieszkających w Krakowie, a warzących w Szczyrzycu. Mowa o Brokreacji Tattooed Beer. Zdaję sobie sprawę, że mieszkańcy stolicy tylko uśmiechają się słysząc liczbę „dwa”, wszak w Warszawie takich eventów jest pewnie kilka razy więcej. Ale nie narzekam – biorę, co mam.

Z nowym piwem od Brokreacji, Tour De Beer wiąże się ciekawa historia. Otóż jest to wywar dedykowany Helmutowi, czyli Bossowi patronackiej knajpy ekipy – Artefakt Cafe. 17 lipca startuje w Tour De Pologne amatorów. Jeśli dobrze zrozumiałem, jego zadaniem (i pozostałych uczestników zmagań) jest przejechanie pętli z metą w Bukowinie Tatrzańskiej, na której później będą ścigać się zawodowcy.

Co ciekawe, jest to najtrudniejszy technicznie odcinek całego wyścigu, więc byle paź nawet nie ma co próbować go pokonać. Helmut ostro trenuje od kilku miesięcy, by poradzić sobie ze stromym podjazdem w Gliczarowie i jeszcze bardziej karkołomnym zjazdem. Wypada mu tylko życzyć, by nie padało – na śliskiej nawierzchni nawet najlepsi kolarze mogą mieć problemy z utrzymaniem równowagi.

Na mecie będzie na Helmuta czekała nie tylko grupa dopingujących znajomych, lecz także szklaneczka zimnego Summer Ale, w którego powstaniu maczał palce.

Brokreacja – Tour De Beer

Tour De Beer Brokreacja

Na wstępie zła wiadomość: trunku powstało chyba tylko 500 litrów i prawdopodobnie będzie dostępny wyłącznie w Artefakt Cafe. Także niestety, ale większość z was musi obejść się smakiem. Czy macie czego żałować? Powiem tak: Summer Ale to nie jest gatunek piwa, o który warto sie zabijać, tym niemniej Tour De Beer to bardzo ciekawy reprezentant stylu.

W wywarze znalazło się miejsce dla zestu z cytryn, pomarańczy i limonek, trawy cytrynowej oraz bazylii. Dwa ostatnie dodatki zostały najbardziej uwypuklone w aromacie. Szczególnie dobre wrażenie robi ziołowo-przyprawowa bazylia, która – w moim odczuciu – podkręca aromatyczne wrażenie pijalności.

Tour De Beer to propozycja niezwykle lekka i sesyjna, bardzo rześka, a za sprawą ważnej roli zestu, trochę bardziej goryczkowa, niż zdradzają to cyferki (25 IBU). Po przejechaniu królewskiego etapu TdP Helmut będzie miał czym się poratować. 😉 [7]

Tattooed Beer – Rocker Chick

Rocker Chick Tattooed Beer

W sąsiadującej z Artefaktem Craftowni swoje najnowsze piwo zaprezentował Nergal, czyli Łukasz Kubicki z Tattooed Beer (to ten browar od zarekwirowanej etykiety z zakonnicą). Trzeba wam wiedzieć, że Nergal to chyba najbardziej wychillowany piwowar polskiego kraftu i człowiek „no problem”. Jednak do swoich piw podchodzi bardzo poważnie, wypuszczając praktycznie same udane wywary.

Rockerka to India Pale Lager z żytem w zasypie. Nergalowi udało się wyciągnąć wszystkie atuty użytych składników. „Lagerowość” oznacza w jego wypadku czystość. „Rye” – zmyślnie podbitą pełnię piwa. Z kolei „India Pale” – spory udział nowofalowych chmieli. Przyznam że nie dopytałem, jakich użył, ale zakładam, że wśród nich jest Simcoe. Genialny żywiczno-sosnowy aromat, z lekka podkolorowany cytryną. Do tego pyszna, klasowa goryczka. Naprawdę, nie dało się tego piwa zrobić lepiej. Chwalę i polecam. [8,5]

Cracow Beer Academy – Forest Damp

Forest Damp Cracow Beer Academy

A właśnie! Jeszcze zanim wybrałem się do Artefaktu, wbiłem do chłopaków z Brokreacji na magazyn. Cel mieliśmy jeden: osuszyć buteleczki z domowym piwem Wiktora Staszewskiego, przywiezione z Annopola. Wybaczcie, że nie robiłem zdjęć ani notatek – nie będzie z tego osobnego wpisu. Dodam jedynie, że spośród kilku naprawdę dobrych piw (w tym RISów i Barley Winów o jakimś chorym Blg), największe wrażenie zrobił na nas… poczciwy Koźlak.

W czasie tej degustacji sięgnęliśmy także po Forest Damp, czyli kolejne piwo powstałe w ramach Cracow Beer Academy. To AIPA z dodatkiem pędów sosny, przygotowane przy udziale piwowarów browaru domowego Grabie. Oj tak, sosna robi tu niesamowite rzeczy. Jest tak intensywna, że moje skojarzenia z miejsca biegną w kierunku syropu Pini. To również zasługa wyrazistej słodowej podbudowy. Brawa za opanowanie goryczki, która wbrew moim obawom nie zalega. Owszem, jest mocna, ale szlachetna. [7,5]

Pinta – Grodziskie 5.0

Grodziskie 5.0 Pinta

W ramach dogrywki po premierach zaordynowałem sobie degustację najnowszej odsłony Grodziskiego z Pinty. I przyznam, że nie mam pojęcia czym się różni od poprzednika. Z danych na stronie Pinty wynika, że metodą klarowania, przez co piwo ma być bardziej przejrzyste, ale bo ja wiem? Nie widzę tu wielkiej rewolucji.

Smak i aromat to zaś same dobro, dokładnie takie, jak lubię. Mnóstwo wędzonki ogniskowej, upstrzonej ziołową nutką Lubelskiego. W ustach prezentuje się bardzo lekko, ale nie pusto – wędzenie w miły sposób opływa mą paszczę. [7,5]

Lambiki Konrada

I dosłownie na sam koniec wieczoru miałem okazję spróbować dwa domowe wyroby Konrada Kurka z Craftowni: Kriek Cassis. Niestety, nie zanotowałem swoich wrażeń, ale dokładnie pamiętam świetną kwaskowość i bardzo dobre ułożenie piwa, z wyraźnie zaznaczoną rolą owoców. Wersja z wiśniami smakowała mi zdecydowanie bardziej, być może dlatego, że nie jestem wielkim fanem czarnej porzeczki.

Konrad Kurek Kriek Konrad Kurek Cassis

**

Po tej degustacji zabrałem się do domu, wszak w sobotę czekała mnie kolejna impreza. Ale o niej przeczytacie jutro. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *