MARLON i BAWARKA – dwa szybkie z Bieszczad

Zdjęcia: JB i H.

Dieta dietą, górki górkami, ale dobrego piwa nigdy nie za dużo. Podczas ostatniego wypadu w Bieszczady przetestowałem dwie nowości z ostatnich miesięcy.

Łapię się na tym, że jakoś nie mam ostatnio parcia na nowości. Pomijając urlop w Rumunii, w lipcu i sierpniu sięgam głównie po sprawdzone pozycje. Głównie po Nachmieloną, ze względu na szalejące upały. 😉

Jednak jadąc z Dziewczęciem w moje ukochane Bieszczady (że przypomnę – nieaktualny na szczęście w niektórych punktach – tekst „Bieszczadoterapia„) stwierdziłem, że to dobry moment na degustację czegoś nowego. Mała dygresja: H. to błogosławieństwo od niebios, które nie lubi siedzieć w miejscu. Dzięki czemu i ja wreszcie ruszyłem dupę z czterech ścian. Efekty na pewno zobaczycie w ciągu najbliższych miesięcy.

W temacie nowalijek muszę przyznać, że serce mi się raduje, gdy wbijam do krośnieńskiego Inter Marche i znajduję półki pełne dobra, za co odpowiada – jeśli się nie mylę – rzeszowska hurtownia Świat Piw. Pełno tu Pinty i AleBrowaru, nie brakuje też Kormorana, Kingpina, Brokreacji, ostatnio pojawił się też Golem i Solipiwko. No gdzieżbym przypuszczał, że w moim rodzinnym mieście kupię piwo takich marek! I to nie tylko sprawdzone tytuły, ale także nowsze pozycje. Ja wybrałem dwie z nich.

SOLIPIWKO – Marlon
Oatmeal IPA
Alkohol 5,6% obj., ekstrakt 14 Blg, 68 IBU

Sięgnąłem po to piwo z dość nietypowego powodu. Otóż wiedziałem, że w pierwszy dzień naszej wyprawy Bieszczady uraczą nas mgłą. Szukałem więc trunku, który zapewni odpowiedni poziom „hazy” w szkle. Dobry wybór.

Aromat przypomniał mi o pierwszym kraftowym piwie, które zawróciło mi w głowie – Imperium Atakuje. Różana marmolada połączona z cytrusami i mango pięknie zagrała mi ze w sumie słodkim charakterem piwa i umiarkowaną goryczką oraz gładkością. Może nie jest to najbardziej rześkie piwo w historii, ani nie porywające milionem wrażeń, ale zaprawdę powiadam wam, po jakiś 5-6 godzinach marszruty robi robotę. [6,5]

PINTA – Bawarka
Weizen
Alkohol 6,1% obj., ekstrakt 13,1 Plato

Kiedyś IPA było punktem obowiązkowym portfolio kraftowców, ale już wkrótce – zapamiętajcie moje słowa – dołączy do niego Weizen. Konsumenci chcą dobrej pszenicy. To najlepszy entry level do piw innych niż Lager, więc nie dziwi mnie, że kolejne browary dorzucają go do oferty.

Ojcowie kraftu serwują pszenicę od maja. To dość nietypowe podejście do Weizena, bo relatywnie mocne – 6,1% alko. Na szczęście nie czuć tego w czasie degustacji. Wysokie odfermentowanie przekłada się na mocniejsze odczucie wytrawności, przełamane bananową słodyczą i chlebową pełnią. Nie brakuje także goździków w aromacie i kwaskowości w posmaku. Wszystko się zgadza, można brać bez obawień. [7,5]

**

Na koniec jeszcze kilka fociąt z Bieszczad.

Soundtrack: sporo piosenek towarzyszyło nam w samochodzie i na kempingu, ale ten numer z ostatniej płyty Slowdive utkwił mi w pamięci najmocniej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *