JOHN CHERRY: wiśniowy brunet wieczorową porą

Ząbki umyte, mordeczka ogolona, paszki nasączone perfumką – można zatem ruszać na podryw.

John Cherry – gdym go zobaczył, z miejsca przypomnieli mi się domorośli amanci, co to do zarywania sarenek (właśnie tak!) używają haseł typu: „Gdybyś była bułką z McDonalda, nazywałabyś się McPiękność”. Ten wąsik, to szalone spojrzenie koncentrujące się na wisience…

AleBrowar jak zawsze trafił z etykietą, która od razu rzuca się w oczy na półce. Znaczy się – rzucałaby się, gdyby nie to, że pierwsza partia wiśniowego sour ale zniknęła z niej w tempie doprawdy zawrotnym.

Wracając do etykiety – to drugie piwo od chłopaków z Lęborka z nadrukiem zamiast standardowego kartonika. Wspaniale i solidnie się to prezentuje, narzekać mogą jedynie kolekcjonerzy, którzy nijak jej nie włożą do segregatora. No chyba, że wepchną tam całą butelkę.

Jednak nie o wygląd w tym piwie chodzi, a o styl – sour ale, niezbyt często praktykowany w Polsce. A już zupełnie rzadko (nigdy?) piwowarzy nie leją doń soku wiśniowego, któren kwasotę jeszcze podbija. A AleBrowar leje – bo czemu miałby tego nie robić?

Musimy sobie jeszcze jasno powiedzieć, że nie jest to broń Boże lambic czy inny kriek, bowiem Johna Cherry’ego przefermentowały znane i lubiane US-05. Owszem, brzeczce zadano dzikie drożdże pobrane z kultowego piwa Cantillon Gueze, ale w ilości symbolicznej, choć – jak się miałem przekonać – wystarczającej, by nadać trunkowi dzikiego charakteru.

Zapach: po zdjęciu kapsla na dzień dobry wita się z nami wiśnia, ale po chwili atakują drożdże. Robi się troszeczkę stajennie (ale to stajnia naprawdę małego kucyka) i odrobinę przyprawowo. Gdy te wszystkie wpływy już się wymieszają, do noska trafiają mi nuty typowo szampańskie. Ale o jaki szampan chodzi, wyjaśnię przy smaku.

Piana: kremowa z czerwonym rzutem, gęsta i drobna. Nie trzyma się zbyt długo, choć cały tworzy krążek na brzegu płynu. Plus za ładny lacing.

Kolor:  niczym wiśniowe wino, klarowne.

Smak: Już wiecie o jaki szampan mi chodziło? Bingo – o Piccolo, bezalkoholową imitację libacji dla najmłodszych. Ochlałem się tego w życiu sporo na przeróżnych imprezach i łezka mi się kręci, gdy jego nuty znajduję w Johnie Cherry. Sour Ale z AleBrowaru ma podobne wysycenie, dość mocne, ale drobne. Kwaśne jest przeokrutnie, acz przecież właśnie o to chodziło. Wiśnie grasują tu w najlepsze w każdym akordzie, nie dając szans nawet chmielowi Cascade, który został tu użyty chyba tylko po to, by hasło Hop Heads Of Poland się zgadzało. I dobrze.

A oto kolejna cegiełka polskiego kraftu do budowli prezentującej całe bogactwo naszego ulubionego napoju. Tym ciekawsza, że o lata świetle odległa od tego, co przeciętny Kowalski wie na temat piwa. Już ostrzę sobie zęby na opcję bez soku wiśniowego, która zostanie zaprezentowana podczas Warszawskiego Festiwalu Piwa!

JOHN CHERRY
AleBrowar

Cherry Sour Ale
Skład: woda; słody pilzneński, pszeniczny, Cantillon Gueze; chmiel Cascade; drożdże US-05; sok z wiśni tłoczonych na zimno
Cyferki: alkohol 6,5% obj., ekstrakt 16 Plato, 15 IBU
Cena: 9,40 zł (Piwnica, Wrocław)

piwo8

Soundtrack: przyznam, że ostatnio w kółko słucham nowego Decapitated, ale żeby Was nie zanudzić, a przy okazji być w temacie wiśni, bardzo proszę – hicior sprzed lat. W wersji oryginalnej:

0 komentarzy na temat “JOHN CHERRY: wiśniowy brunet wieczorową porą

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *