Dwa Pacyfiki i coś ponadto

dwa pacifiki i coś ponadto

Urodzinowy wypad do multitapu musi obfitować w atrakcje. Tym razem zafundowałem sobie cztery, w tym dwóch białych braci, klasyka w wersji premium oraz zagraniczną gwiazdeczkę.

Wolne poniedziałkowe popołudnie to w moim przypadku doprawdy cud. Tak się jednak złożyło, że w dniu drugich urodzin bloga Jerry Brewery mogłem sobie pozwolić na wizytę w multitapie. Postawiłem – a jakże – na niezawodne Multi Qlti, które tym razem skusiło mnie testem porównawczym Artezanowych Pacifików, specjalną wersją Coffeelicious Piwnego Podziemia, a także karaibskim RISem z Hornbeer.

W tym miejscu chciałbym zwrócić uwagę na korzystanie przez piwne miejscówki z takich aplikacji, jak Ontap. W Krakowie używają jej raptem trzy lokalizacje, z czego tylko jedna to klasyczny multitap. Dla mnie – Klienta – to rewelacyjna opcja, bo już przed wyjściem z domu, albo w drodze do knajpy mogę podjąć decyzję co będzie pite. Propsuję i polecam innym miejscówkom. Nawet, jeśli na swoich stronach także udostępniają takie informacje.

PACIFIC
Artezan
Pale Ale
Cyferki: alkohol 5% obj., ekstrakt 12,5 Blg, 45 IBU

PODWÓJNY PACIFIC
Artezan
Strong Pale Ale
Cyferki: alkohol 7% obj., ekstrakt 16,8 Blg

Pacific Pale Ale i Podwojny Pacific

Degustację rozpocząłem od porównania dwóch wersji klasyka z browaru Artezan – Pacific. Klasycznego nie piłem chyba z rok! Za to podwójny to nowalijka, dostępna w sprzedaży dopiero od kilku dni.

Starszy Pacific to kwintesencja dobrego Pale Ale. Intensywna bomba chmielowa, przyprawiona zdecydowanie na słodko. Marakuja, mango, awokado, do tego grejpfrut i subtelna podbudowa słodowa. Mimo wspomnianej słodyczy aromat jest zdecydowanie rześki. Podobnie w smaku: miks tropikalnych owoców i lekkiej słodowości zwieńczony jest naprawdę solidną goryczką. Świetne piwo, kapitalna warka. [8]

Podwójny Pacific, przekornie nazywany nie IPA, a Strong Pale Ale, różni się od starszaka już od pierwszego wejrzenia: jest ciemniejszy, miedziany. Podstawą aromatu nie jest tutaj chmiel – choć nut melona i grejpfruta nie brakuje – a karmelowo-miodowa słodowość. W ustach koleżka jest oczywiście tęższy od brata, takoż słodszy, gdyż oprócz tropików mamy tu mocne słodowe akcenty. Za to goryczką może pochwalić się bardziej klasową, bo krótszą, niezalegającą. [7]

Obiektywnie patrząc Podwójny Pacific to całkiem dobre piwo, jednak według mnie jego marka kojarzy się z rześkością i niesamowitą pijalnością. Dlatego osobiście wolę pozostać przy podstawowej wersji.

COFFEELICIOUS SPECIAL
Piwne Podziemie
Chocolate Vanilla Coffee Stout
Cyferki: alkohol 6,4%obj., ekstrakt 15,8 Blg

Coffeelicious Special Piwne Podziemie

Pierwszy Coffeelicious zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Tym większe, że piłem go lanego z pompy. Możecie sobie tylko wyobrazić, jak genialnie smakował i jak cudowną, kremową miał teksturę. Późniejsze warki aż tak mnie nie porwały, być może dlatego, że poprzeczka została zawieszona kosmicznie wysoko.

Wtem w teku przede mną wylądowała specjalna edycja Coffelicious, leżakowana z – wnioskuję – laską wanilii i kakao. Efekt? Powalający! W aromacie otrzymujemy boską mieszankę tiramisu z pralinami. Doskonale zaparzona kawa, wanilia, czekoladowy likier – poezja!

Mimo że nie mamy do czynienia z piwem bardzo ekstraktywnym, jego słodycz i minimalne wysycenie podkręcają kremowość faktury. Także w tym wypadku przychodzi nam cieszyć się wiązanką kawy, czekolady i wanilii. Goryczka minimalna, ziołowa. Absolutny top polskich piw! [9]

CARIBBEAN RUMSTOUT
Hornbeer
Imperial Stout
Cyferki: alkohol 10% obj., 85 IBU

Caribbean Rumstout Hornbeer

Na sam koniec przyszło mi zdegustować RISa z duńskiego Hornbeera, produkt flagowy browaru: Caribbean Rumstout. Nie znalazłem potwierdzenia, ale wnoszę, że był leżakowany w beczce po wiadomym trunku.

Zresztą drewno czuć od pierwszego kontaktu nie tylko w postaci nut wanilii i rumu, ale właśnie specyficznych nut drzewnych (nie wiem, jak je inaczej nazwać). Nie brakuje gorzkiej czekolady, orzechów oraz kokosa.

W smaku przywodzi na myśl niezły Porter Bałtycki z uwagi na brak paloności oraz wyraźną śliwkową nutę, która dzielnie dotrzymuje kroku wanilii, czekoladzie i kawie. Dobre. [8]

Soundtrack: tytuł dzisiejszego tekstu wziąłem od niezawodnego Kaziury Staszewskiego, który 15 lat temu wydał płytę „Melodie Kurta Weill’a i coś ponadto”. Ten numer możecie kojarzyć z „30 Ton”:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *