DOCTOR BREW AIPA: W kolejce do specjalisty

Doctor Brew American IPA

W kolejce do specjalisty

„Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie” – tako rzecze Pismo. Skoro panowie z Doctor Brew nawarzyli sobie i nam świetnego debiutanckiego piwa, wymagania co do drugiego wzrosły do niezwykle wysokiego poziomu. Czy podołali?

Tą wrocławską inicjatywą zainteresowałem się już u zarania jej dziejów, o czym zresztą pisałem przy okazji recenzji jej pierwszego dzieła, niezwykle udanego Sunny Ale. Cieszy mnie każdy nowy punkt na piwnej mapie Polski, lubię wszelkie ale warzone z dodatkiem amerykańskich chmielów, a gdy do tego okazało się, że twórcy ukończyli tę samą uczelnię, na której obecnie studiuje Kobieta, moja sympatia do Doctora Brew wzrosła jeszcze bardziej.

Browarniczy lekarze mają mocarstwowe plany: chcą uwarzyć i przebadać tak wiele gatunków, że pewnie w najbliższych miesiącach nie będą robili niczego innego, jeno bawili się z piwem. Obecnie w kolejce do specjalisty stoi Cascade Ale (premiera 4 kwietnia), a z gabinetu tyle co wyszedł American Ale. Proszę nie dać się zwieść nazwie, gdyż w składzie znalazły się także chmiele z Australii i Nowej Zelandii. Ja wiem, to wszystko są pochodne amerykańskich wynalazków, ale tak sobie myślę, że skoro tytułujemy produkt mianem „American”, to należałoby dochować wierności krajowi Wujka Sama.

Zostawmy za sobą te marketingowe rozkminy i skupmy się na najistotniejszym. Odpalam kapselek i przelewam Doctora Brew AIPA do pokalu. Naczynie wypełnia się mało przejrzystym miedzianym płynem, o rubinowych przebłyskach. Na wierzchu tworzy się dość niska biała piana, utrzymująca się na szycie piwka przez całą konsumpcję. Lacing – klasa. Wszystko ładnie, zgodnie z oczekiwaniami.

Doctor Brew AIPA szkło

Nie mam się do czego przyczepić jeśli chodzi o zapach – jest przebogaty! Wyczujemy i owoce (limonka, grejpfrut), i kwiaty, i aromat sosnowego igliwia. Jednak gdy przystępuję do konsumpcji, daleko mi do takiej radości, jaka towarzyszyła mi spożywaniu Sunny Ale. Dlaczego? Bo brakuje mi tu takiej pełni i balansu, jaki charakteryzował nie tylko poprzednika, ale i konkurentów w rodzaju Ataku Chmielu czy Rowing Jacka. Owszem, doświadczam potężnej goryczki, która towarzyszy nam od pierwszego akordu do finiszu. Czuję smak skórki cytryny, kwiatów, nutkę słodowości, ale brakuje tu takiego „wow”, jakie pojawiło się kilka tygodni temu. I jakiego oczekuję od każdego AIPA. Może większej pijalności, której brakuje ze względu na bardzo niską słodycz? Może jakiegoś tajnego, zaskakującego składnika, który wywróciłby mój świat do góry nogami?

Wiecie, narzekam sobie trochę, bo wiem, co panowie z Doctor Brew potrafią – udowodnili to swoim debiutanckim trunkiem. Zapewniam jednak, że American IPA to naprawdę dobre piwo, które z pewnością posmakuje wielu miłośnikom najlepszego napoju na świecie.

DOCTOR BREW AMERICAN IPA
Doctor Brew

American India Pale Ale
Skład: słody pale ale, pszeniczny, karmleowy; chmiele Cascade, Galaxy, Magnum, Motueka, drożdże US-05, woda
Cyferki: 6,2% alkoholu, 16% ekstraktu, 90 IBU
Cena: 8,49 zł (Skład Piwa i Alkoholi, Kraków)

piwo7

0 komentarzy na temat “DOCTOR BREW AIPA: W kolejce do specjalisty

  1. Pingback: Krakowski Festiwal Piwa: piwo (jeszcze) w cieniu | Jerry Brewery

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *