Dobra nuta w piwie

Iron Maiden

Iron Maiden na tle Troopera, fot. wikipedia

Muzyczni marketingowcy nie śpią. Skoro świat coraz świadomiej kocha piwo, trzeba to wykorzystać.

Każdy, kto choć trochę bardziej interesuje się muzyką zdaje sobie sprawę, że popularne zespoły to prawdziwe instytucje, handlujące czym się da. Wcale mnie to nie dziwi – popatrzcie na statystyki. Niedawno ukazał się raport, który pokazuje, że statystyczny Polak wydał w pierwszym półroczu 2014 roku na muzykę (płyty/koncerty itd.) uwaga – około 2 zł. Jeśli duża kapela chce się utrzymać, no to nie ma zmiłuj, musi szukać innych źródeł dochodów. Gadżetów.

Wystarczy pójść na dowolny koncert, by zauważyć tę prostą prawidłowość. Przykładowo, gdy w zeszłym roku byłem na gigu Bring Me The Horizon w Krakowie, krążek „Sempiternal” kosztował 40 zł. T-shirt90 zł.

Jednak żeby biznes hulał, potrzebna jest oryginalność, dlatego muzycy i ich managerowie decydują się na piwa sygnowane swoją nazwą/nazwiskiem. W końcu skoro Slayer może mieć swoje wino, a Mogwai whisky, to dlaczego by nie uwarzyć piwa i nadać mu stosowny tytuł?

Tu dochodzimy do problemu, o którym mówi wielu piwoszy. Niestety, większość z muzycznych piw to produkty wyróżniające się tylko etykietą, natomiast gwóźdź programu, sam napój, jest po prostu piwem warzonym w danym browarze pod inną nazwą. Tak, niestety, prezentują się polskie „piwa muzyczne” – produkowana w Witnicy Alkopoligamia Tego Typa Mesa to nic innego jak Lubusz z inną naklejką i kapslem, a piwko KSU Bies & Czad & Rock & Roll to po prostu Raciborskie. Pół biedy, gdyby to były dobre trunki… Chwalić nie ma się czym także AC/DC – napój im dedykowany to nic innego jak pils z browaru Karlsberg (nie mylić z Carlsbergiem).

Zdecydowanie ambitniej do tematu podeszli panowie z Iron Maiden, które do spółki z Robinsons Brewery uwarzyli piwko The Trooper. Do browaru przyjechał imć Bruce Dickinson, osobiście wybrał chmiele (kierował się zapachem) i z wielkim weselem przyniósł światu niezłego, brzoskwiniowego extra strong bittera.

Zresztą Brytyjczycy w tej materii nie ida ustępstwa, tylko warzą z ambicją oryginalne trunki. Super Fury Animals, którzy zakumplowali się z walijskim Celt Experience Brewery proponują piwko o nazwie Fuzzy, nazwane od ich debiutanckiego krążka „Fuzzy Logic”, w stylu (kto to ogarnie?) – cytuję – psychedelic Wild Welsh saison. Co więcej, muzycy grupy nie mają ochoty zdradzać receptury piwa, więc kupujecie na własne ryzyko.

Na okoliczność wydania swojego nowego albumu kapela Maximo Park, wypuściła amber ale (w wersji brytyjskiej) Maxïmo No. 5, które powstało w Newcastel Mordue Brewery. Podobno bez szaleństw, ale za to według oryginalnej receptury.

Na rynku piw muzycznych wyróżnia się browar Dogfish z Milton w stanie Delaware, który regularnie współpracuje z artystami i wypuszcza dedykowane im piwa. W 2011 roku powstało Faithfull Ale, zadedykowane zespołowi Pearl Jam, obchodzącemu wtedy 20-lecie istnienia.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=FBL5iN-gm2w&w=560&h=315]

W zeszłym roku razem z Dogfish piwo warzył Bonnie „Prince” Billy (Sixty One – India pale ale), a w tym Julianna Barwick (Rosab – imperial pale ale z dodatkiem wasabi). Swojego piwa doczekała się też kapela Status Quo, która ma swoich fanów wśród piwowarów z Wychwood Brewery. Piledrivera zrecenzował niedawno Tomek Kopyra.

Mam więc nadzieję, że i nasi muzycy pójdą śladem kolegów z zachodu i zaczną warzyć oryginalne piwa, a nie tylko przeklejać etykiety.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *