BRACKIE IMPERIAL IPA: słodycz na start

brackie-imperial-ipa (1)

Wielki Mistrz Birofiliów 2013 po raz kolejny wzlatuje nad Polskę, by porwać serca piwowarską brać. Czy faktycznie jest się czym podniecać?

O tym, że powstanie kolejna warka Grand Championa mówiło się od jakiegoś czasu. Gdy więc Internety podpowiedziały mi, że w pobliskim sklepie są już butelczyny z trunkiem zaprojektowanym przez Czesława Dziełaka, a uwarzonym w należącym do Grupy Żywiec browarze Cieszyn, co prędzej pognałem, by kupić jedną z nich. Inne piwo przywołanego piwowara, Grand Prix (brandowane przez Ciechana), uznałem jakiś czas temu jednym z najlepszych polskich i zdanie podtrzymuję, więc tym chętniej sięgnąłem po Brackie Imperial IPA. Udałem się na stary pas startowy krakowskiego lotniska na Czyżynach, by tam, z pięknie zachodzącym słońcem w tle, delektować się napojem.

Po nalaniu piwa do teku od razu stwierdziłem, że coś musiało ulec zmianie w procesie produkcji, bowiem z totalnie przejrzystego, płyn stał się bardzo mętny – co mi oczywiście nie przeszkadza, wszak zbliża go wyglądem do likieru. A przecież imperialne India Pale Ale z tym alkoholem może się kojarzyć. Pomarańczowa barwa przypomina mi nieco Vibovit (Państwo pamiętają?), podobnie jak kolor piany: złoto-biały. Czapa prezentuje się okazale, składa się z drobnych pęcherzy (przypominam: im drobniejsze, tym pianę uznajemy za lepszą), jest dość gęsta i charakteryzuje się świetnym lacingiem.

Aromat cytrusów i białych owoców bucha spod kapsla niezwykle intensywnie. Na szczęście jest nie tylko słodki pomarańczą i mango, ale też świeżymi ziołami. Mam jednak wrażenie, że wyczuwalny jest bardzo, bardzo delikatny DMS (gotowane brokuły). U kolegów po fachu czytałem, że wyczuwali utlenienie (mokry karton) – coś więc jest na rzeczy jeśli chodzi o prawidłowość procesu warzenia.

Brackie Imperial IPA płyn

Największy problem mam ze smakiem. Teoretycznie, jak już wspomniałem, imperialne IPA może przypominać w smaku i swej gęstości słodziutki likier, ale powinno też czarować konkretną ziołową goryczką. W składzie Brackiego znajduje się cukier – może to więc jest przyczyna wszechogarniającej słodyczy, która towarzyszy mi przy każdym łyku? Czuję się wręcz, jakbym pił Tymbark pomarańczowy, piwo bowiem ma problem z balansem. Gorzka kontra niby istnieje, ale jest ukryta pod nawałem cytrusowo-tropikalnej słodyczy. Ta uwaga tyczyła się także Grand Prix, stąd zwracam uwagę pana Czesława na to, by następnym razem pomyślał o podkręceniu tego parametru.

Nie zmienia to faktu, że Brackie Imperial IPA pije się bardzo przyjemnie. To piwo typowo degustacyjne – gdy je odpalisz, będziesz sączył przez godzinę, z każdym łykiem osiągając satysfakcję, ale też dozując liczbę połknięć na minutę. Mnie to pasuje.

BRACKIE IMPERIAL IPA
Browar Zamkowy w Cieszynie/Grupa Żywiec

Imperial IPA
Skład: słody pilzneński, pszeniczny jasny, monachijski i cara gold; chmiele Magnum, Zeus, Simcoe, Citra, Centennial, Ahtanum, Amarillo; drożdże; woda
Cyferki: alkohol 8,5% obj., 18,5% ekstraktu
Cena: 7,80 zł (Pod Wiaduktem, Kraków)

piwo8

0 komentarzy na temat “BRACKIE IMPERIAL IPA: słodycz na start

  1. Pingback: Birofilia 2014 – dlaczego warto pojechać do Żywca? | Jerry Brewery

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *