Beer Geek Madness 3: „Najlepszym prezentem są spotkania z ludźmi” – wywiad

daniel mielczarek beer geek madness

Daniel Mielczarek, fot. archiwum DM

Beer Geek Madness obchodzi pierwsze urodziny, ale zamiast świętować, organizatorzy ciężko pracują nad trzecią edycją imprezy. O nadchodzącym wydarzeniu, niemieckiej scenie kraftowej oraz przyszłości festiwalu rozmawiam z Danielem Mielczarkiem.

Beer Geek Madness 3, 12 września 2015 r., Zaklęte Rewiry, Wrocław

JERRY BREWERY: Nasza rozmowa ukazuje się dzień po pierwszych urodzinach Beer Geek Madness. Powiedz, jak zmieniło się Twoje i Magdy podejście do piwa w ciągu tego roku?
DANIEL MIELCZAREK:
Organizacja Beer Geek Madness i to, co działo się przez ostatni rok, bardzo zmieniła moje i Magdy podejście nie tylko do piwa, ale w ogóle do życia. Dla mnie 30 sierpnia jest szczególną datą, ponieważ nie tylko odbył się wtedy pierwszy BGM, ale też skończyła się moja praca w korporacji. Przekroczyłem wtedy pewną granicę, z czego ogromnie się dzisiaj cieszę.
Dwa lata temu wycieczki piwne, które zapoczątkowały ideę BGM, były wyłacznie spontaniczną wakacyjną przygodą. Byliśmy wtedy np. w Niemczech w Bambergu. Dziś jadę do tego miasta, po drodze zahaczając m.in. o Lipsk i Berlin, po piwo na kolejną edycję imprezy – jest to element mojej pracy. To dla mnie niesamowita sprawa!

Czy organizując pierwszą edycję Beer Geek Madness wiedzieliście, że to będzie coś więcej, niż tylko jednorazowy strzał?
Byliśmy tego pewni po zakończeniu „jedynki”. Jak pewnie pamiętasz, Beer Geek Madness początkowo miało być małą imprezą w jednej z wrocławskich knajp – kranoprzejęciem Mikkellera. Później zaczęło się to rozrastać, kolejne osoby i browary zainteresowały się naszym pomysłem, złapaliśmy kontakt z The Alchemist i innymi kultowymi browarami i wtedy podjęliśmy decyzję, że BGM będzie stałym elementem naszego życia.

Jak według Ciebie Beer Geek Madness wpływa na polski rynek piwowarstwa rzemieślniczego?
Moim zdaniem BGM ma bardzo duży wpływ na rozwój rynku w Polsce. W formule naszej imprezy nie ma żadnych ograniczeń – stymulujemy browary do tego, by przekraczały granice, na co one odpowiadają zupełnie wyjątkowymi piwami. Sok z oskoły (Pinta), pieprz indonezyjski (Pracownia Piwa) czy piwo Kraftwerku na BGM 3 z dodatkiem dwóch silnych afrodyzjaków (Catauba i liść Damiana) – to najlepsze przykłady tego, jak kreatywnie można podejść do warzenia zupełnie szalonych piw.
Wydaje mi się, że udało nam się też przybliżyć szerszej publiczności osoby stojące za piwną rewolucją. Na pewno pamiętasz ankiety, które Magda przeprowadziła przed drugą edycją Beer Geek Madness z piwowarami i blogerami. Pytaliśmy w nich nie tylko o sprawy związane z piwem, ale też te osobiste. Myślę, że pokazaliśmy tą akcją, że za piwem rzemieślniczym stoją konkretne osoby, ludzie z niezwykłą pasją i własnymi marzeniami.

WSPOMNIENIA Z KWIETNIA

Zanim przejdziemy do najnowszej odsłony, proszę Cię jeszcze o szybkie podsumowanie kwietniowej edycji Beer Geek Madness. Jak oceniasz ją z perspektywy czasu?
Uważam, że druga odsłona BGM była sporym sukcesem – przybyło mnóstwo ludzi, polskie browary uwarzyły bardzo dobre piwa, świetnie przyjęty został nasz gość specjalny, browar The Alchemist. Piwo jednego z polskich browarów – jeszcze nie mogę zdradzić, którego – trafiło po BGM 2 do beczek po whiskey Jameson, co również uważam za duże osiągnięcie.
Oczywiście popełniliśmy też kilka błędów, których nie da się uniknąć przy imprezie o takiej skali. Przede wszystkim nie spodziewaliśmy się, że aż tak dużo piwa zejdzie w czasie imprezy – to był główny zarzut. O 22 skończyły się pozycje z Ameryki. Mieliśmy przygotowane po jednej beczce każdego piwa, co przy poziomie dystrybucji w tamtym czasie, było i tak dużym sukcesem. Polskie browary uwarzyły, zgodnie z regulaminem, 8 beczek piwa premierowego i 4 beczki piwa „topowego”. Było więc tego całkiem sporo, ale jak się okazało – niewystarczająco.
Wydaje mi się, że swoje zrobił też czas, w którym impreza się odbyła. Beer Geek Madness praktycznie otwierał sezon festiwalowy i ludzie byli spragnieni dobrego piwa i festiwalu.
Aby uniknąć tych błędów, postanowiliśmy wyjść do osób zainteresowanych Beer Geek Madness i porozmawiać o ich oczekiwaniach. Ruszyliśmy w trasę po Polsce, byliśmy na kilku festiwalach, m.in. na WFDP we Wrocławiu, w Krakowie, Poznaniu czy ostatnio na Hevelce w Gdańsku i tam spotkaliśmy się z naszymi fanami. Zbieraliśmy także doświadczenia poprzez wyjazdy zagraniczne, m.in. na kranoprzejęcie Pracowni Piwa w dwóch lokalach Mikkellera, Copenhagen Beer Celebration czy Berlin Beer Week.

Najbardziej zauważalną zmianą w formule Beer Geek Madness jest wprowadzenie pakietów na piwo. Opowiedz o tym pomyśle.
Tak, zrezygnowaliśmy z żetonów oraz płatności za piwo gotówką i kartą. Te przydadzą się tylko w sklepiku festiwalowym (tam będą koszulki oraz piwa w butelkach i puszkach) oraz w strefie gastronomicznej. Osoby, które wybierają się na BGM, będą miały ze sobą pakiety, które albo kupiły przez internet, albo nabędą na miejscu. Jestem pewien, że dzięki temu kolejki będą znacznie krótsze. Do Zaklętych Rewirów tym razem wejdzie maksymalnie 2500 osób.
Na tę edycję zakontraktowaliśmy 300 beczek, czyli około 9000 litrów piwa, co daje prawie 4 litry piwa na osobę. Jedna porcja piwa będzie miała 150 ml, co przekłada się na średnio 24 piw a na osobę. Jeśli dodamy do tego dodatkowe beczki na dachu oraz koktajle, które na bazie Jamesona i piw premierowych przygotują najlepsi barmani w Polsce to uważam, że to wystarczająca ilość na całonocną degustację..

NIEMIECKI KRAFT

Głównym bohaterem trzeciej edycji będzie niemiecki kraft, który – nie oszukujmy się – wśród przeciętnego zjadacza piwnej rewolucji uchodzi za mało odkrywczy. Jeśli dobrze kombinuję chcesz zmienić ten obraz.
Nie sztuką jest podać na tacy najlepszych, sztuką jest pokazać, że świat piwa rzemieślniczego to także mniejsze rynki, uczące się, młodsze od nas. One również są w stanie zaoferować coś ciekawego i atrakcyjneg . W naszym świecie nie ma granic. Liczą się ludzie i to co ich łączy pod każdą szerokością geograficzną, czyli fascynacja dobrym piwem rzemieślniczym. Mówimy różnymi językami, lecz przy piwie rzemieślniczym rozumiemy się bez słów. Dlatego tak łatwo jest nam przekroczyć niejedną granicę.
W grudniu zeszłego roku natknąłem się na blogu Tomka Kopyry na dwa gościnne wpisy Piotra Pokory – to były wywiady z Thomasem Wachno z Hopfenstopfera oraz Alexandrem Himburgiem z BrauKunstKeller. Była to dla mnie niezwykle inspirująca lektura ze względu na pasję, z jaką ci piwowarzy opowiadali o warzeniu piwa i zmaganiach z niemiecką rzeczywistością piwną. Napisałem więc do Piotra z propozycją zaproszenia tych browarów na Beer Geek Madness, a on podchwycił temat. Alex szybko zgodził się na przyjazd, natomiast Thomas niestety nie mógł być z nami – rozbudowuje obecnie browar. Później do akcji włączyła się Magda, która nawiązała korespondencję z Christianem Hansem Mullerem z Hanscraft & Co. Początkowo Hans nie zrozumiał idei BGM, a konkretnie wystraszył się naszego „szaleństwa”. Jak wiesz, warzenie zakręconych piw nie jest w Niemczech codziennością. Ostatecznie przekonała go nasza wizyta w jego browarze w Aschaffenburgu. Później dołączyły do nas jeszcze kolejne firmy z Niemiec: Schoppe Brau, Sebastian Sauer z Freigeist, Schoenramer i Camba Bavaria. Udało nam się także pozyskać jedno z najlepszych Gose na świecie, czyli Ritterguts Gose. W ten sposób zebraliśmy pokaźną niemiecką ekipę.

Jak zatem Ty osobiście oceniasz niemiecką scenę piwowarską?
Na pewno rzemieślnicy z Niemiec mają trudniej od naszych, ponieważ przebić się tam jest niezwykle ciężko. Niemcy z powodów ekonomicznych wybierają tańsze piwa. Mają świetne pilsy, weizeny, regionalne style, amerykańskie chmiele nie są tam tak popularne, stąd też warzenie piw rewolucyjnych jest dla Alexa czy Hansa trudne i czeka ich jeszcze sporo pracy, by osiągnąć taki status jaki w Polsce ma choćby Pinta. Jednak ich determinacja już sprawiła, że niemiecka scena kraftowa jest niezwykle interesująca – przykładem są piwa leżakowane w beczkach po whisky, czerwonym winie, tequilli czy rumie. Mam nadzieję, że Alex jedną z takich beczek, w której leży RIS, przywiezie do Wrocławia.
Ale warto też podkreślić, że małe browary z Niemiec warzą nie tylko piwa nowofalowe, ale też w stylach zabitych przez Reinheitsgebot. Wspomniany Sebastian Sauer przywiezie np. zupełnie unikatowy gatunek Adambier, czyli Imperialnego Dortmundzkiego Alta.

POLSKIE BROWARY

Przejdźmy teraz do polskich browarów, które wezmą udział w Beer Geek Madness. Czym kierowałeś się ustalając skład wrześniowej edycji? W końcu mamy na niej nie tylko starych wyjadaczy, lecz także bardzo młode firmy.
W Zaklętych Rewirach, przy przyjętej przez nas formule, jest miejsce dla 12 polskich browarów – tej liczby nie chcemy przekraczać ze względu na ograniczenia przestrzenne. Na trzecią edycję zaprosiliśmy w pierwszej kolejności browary, które wzięły udział w odsłonie kwietniowej, jednak z udziału zrezygnowały tym razem dwa browary: Pracownia Piwa i Widawa. Pracownia w czasie BGM będzie gościć u siebie browar Amager, z którym będzie podróżować po Polsce i być może odwiedzi także Wrocław i BGM. Wojtek z Widawy ma plany urlopowe, które uniemożliwiają mu wziąć udział w BGM.
W miejsce tych browarów postanowiliśmy zaprosić na imprezę dwa młode, ale naszym zdaniem bardzo kreatywne browary – BroKreację i Hopium. Świetnie wystartowały i myślę, że na BGM potwierdzą swoją klasę. Udało się też ściągnąć Piwne Podziemie, na którym bardzo mi zależało oraz Nepomucena, który – mimo, że administracyjnie leży w Wielkopolsce – mocno związany jest z Wrocławiem.

Muszę zadać to pytanie, ponieważ ono często pada w prywatnych rozmowach, także z Czytelnikami. Dlaczego znów zabraknie AleBrowaru?
(śmiech) Jakoś nie możemy się dograć. Poprzednim razem, jak pamiętasz, przyczyną było nieudane piwo, które niestety zamiast trafić na Beer Geek Madness, zasiliło kanalizację.  Co do tej edycji to też jestem zaskoczony ich nieobecnością. Na początku roku, w czasie live streamu z fanami, Bartek i Michał zapowiadali, że chcą się pojawić na obu tegorocznych edycjach Beer Geek Madness. Mnie poinformowali, że na razie chcą się skupić na dużych festiwalach. Chcę jednak podkreślić, że drzwi dla AleBrowaru będą zawsze otwarte i jeśli zdecydują się pojawić w czasie kolejnych edycji, to z chęcią ich ugościmy.

jameson beer geek madness

fot. archiwum DM

DODATKOWE ATRAKCJE

Podczas poprzedniej edycji Beer Geek Madness równie wielkim zainteresowaniem, co piwa, cieszyły się koncerty i część Beer Is Art. Jakie atrakcje przygotowaliście tym razem?
Mamy już dopiętą scenę alternatywną, na której wystąpią takie zespoły, jak Dintojra, Heroes Get Remembered, HeadUp i Dizel – ich koncerty odbędą się na dole, w galerii Stukotów. Co do górnej sceny, to cały czas ją dogrywamy. Na pewno będzie jazz i blues. Na dachu, który tym razem będzie otwarty od samego początku imprezy, będzie królowała muzyka elektroniczna. Wystąpią DJ-e z Polski i z Berlina.

A co ze strefą Beer Is Art?
Organizację tej przestrzeni oddaliśmy Małgorzacie Bańkowskiej, występującej pod pseudonimem Miladelic. Poznaliśmy ją w czasie Kustom Konwentu, który współorganizowaliśmy. To niezwykła artystka  z Warszawy, która rzeźbi, maluje, ręcznie zdobi koszulki – jest bardzo wszechstronna. Na pewno zobaczymy wernisaż jej prac, a także kilka akcji multimedialnych i performerskich, które póki co owiane są tajemnicą.
Dodatkowo chłopaki z ekipy Lego przygotowują dla nas mnóstwo oryginalnych budowli, nie tylko browary, lecz także np. kolejki – wszystko utrzymane w niemieckim klimacie. Pojawi się także po raz kolejny stoisko barberskie – Petit Pati, a rzemieślniczą kawę zaparzą chłopaki z Czarnego Deszczu.

Ważnym elementem festiwalu jest także strefa kulinarna. Jak będzie tym razem?
III edycja  BGM będzie także sceną wyjątkowego, międzynarodowego projektu kulinarnego. Trzech szefów kuchni z Polski i Niemiec udowodni, że w dziedzinie gastronomii pomiędzy sąsiadami z obu brzegów Odry też nie ma żadnych granic. W tym niecodziennym projekcie polską stronę będzie reprezentowała Justyna Słupska-Kartaczowska, na co dzień Chef kuchni w hotelu Monopol we Wrocławiu i Patrizio Pastorello – Lead Chef w warszawskim lokalu Hoppiness Beer & Food. Z kolei zza Odry do Wrocławia przyjedzie Michael Amrhein, który prowadzi  własną restaurację Mein Leben w Haibah.

Wspomniałeś, że dach będzie otwarty przez całą imprezę. Opowiedz, co wydarzy się w tym miejscu?
Ta edycja stoi pod hasłem przekraczania granic, więc postanowiliśmy zorganizować coś niezwykłego. Na dachu spotka się sześciu najlepszych barmanów z Polski , którzy będą uczestniczyć w Beerson Coctail Challenge, czyli konkursie organizowanym we współpracy z Jamesonem (producent whisky – przyp. jg). Każdy z barmanów będzie miał za zadanie wybrać jedno z premierowych piw z polskich browarów. Na bazie tych piw i Jamesona przygotuje koktajl lub drink według autorskiej receptury. Na najlepszy publiczność będzie głosowała tak, jak w przypadku Beer Geek Choice. Zwycięzca otrzyma nagrodę ufundowaną przez Jamesona. Próbkę tego, co nas czeka, mieliśmy przy okazji Beer Geek Summer, gdy jeden z barmanów przygotował koktail na bazie Salamander Pale Ale z Browaru Stu Mostów.

BEER GEEK SUMMER

Skoro padło hasło Beer Geek Summer, opowiedz jak doszło do powstania tej imprezy.
To była zupełnie spontaniczna inicjatywa i odpowiedź na panujące ostatnio upały. Ludzie szukali miejsca, gdzie mogą się schronić i napić dobrego piwa. Zaklęte Rewiry z basenem na dachu, doskonale spełniły te oczekiwania.. Pierwsza edycja okazała się sukcesem – przyszło ponad 300 osób, dlatego zdecydowaliśmy się na organizację kolejnej. Po drodze zgłosił się do nas Doctor Brew, który akurat wypuszczał nowe piwo, więc połączyliśmy drugą odsłonę BGS z premierą Little Molly. Tym razem ugościliśmy ponad 400 osób. Te liczby najlepiej świadczą o tym, że ludzie potrzebują takich imprez, szukają miejsc z dobrym piwem. Sądzę więc, że Beer Geek Summer na stałe wpisze się w kalendarz imprez piwnych – w czasie kolejnych wakacji mamy zaplanowane trzy edycje: w czerwcu, lipcu i sierpniu.

Pozostał Wam jeszcze do zagospodarowania czas pomiędzy edycją jesienną a wiosenną. Czy i tutaj macie jakieś plany imprezowe?
Obserwujemy, że we Wrocławiu jest miejsce na takie imprezy. Ludzie nie chcą czekać aż pół roku na kolejne Beer Geek Madness, chcą się częściej spotykać i pić dobre piwa. Zaklęte Rewiry doskonale nadają się na tego typu wydarzenia, na które może przychodzić po 200-300 osób. Jest więc szansa, że zorganizujemy coś jeszcze jesienią czy zimą.

PRZYSZŁOŚĆ

Wspomniałeś już jakiś czas temu, że chcesz, by gościem czwartej edycji Beer Geek Madness był Stone. Czy już możesz potwierdzić ten wybór?
Raczej tak. Rozmawialiśmy już z przedstawicielami Stone wiele razy, a podczas Berlin Beer Week po raz kolejny zadeklarowali gotowość przyjazdu. Mam jednak pewne obawy, ponieważ na zakończenie Beer Geek Madness 3, wzorem poprzedniej edycji, chcieliśmy zaserwować uczestnikom piwa z browaru, który będzie gościem kolejnej edycji. Na dzień dzisiejszy nie mamy tych piw. Co prawda w Polsce pojawiły się ostatnio w dystrybucji  piwa Stone’a, ale nie są one zbyt wysokiej jakości – zazwyczaj są bliskie osiągnięcia daty przydatności. My nie możemy sobie pozwolić na podanie takich piw, dlatego najpewniej zdecydujemy się na beczki z  innych uznanych browarów zagranicznych – na pewno zaskakujące dla uczestników BGM.
Przyglądamy się więc sytuacji z budową browaru przez Stone w Berlinie – mam nadzieję, że wszystko przebiegnie zgodnie z planem i Greg Koch ze swoją ekipą  odwiedzą nas  w kwietniu 2016 podczas Beer Geek Madness 4.

A czy macie jakiś plan awaryjny na wypadek, gdyby Stone nie wypalił?
Tak, mamy taki plan, ale na razie nie chcę go zdradzać. Liczymy na to, że Stone upora się z budową browaru w Berlinie i przyjedzie do nas na wiosnę.

Przy okazji poprzedniego wywiadu wspomniałeś, że jeśli Beer Geek Madness miałby ruszyć gdzieś poza Wrocław, to raczej byłby to kierunek na zachód Europy, niż w Polskę. Czy te plany jakoś się skonkretyzowały?
Nawiązaliśmy bardzo ścisłą współpracę z Berlinem. Na tej edycji BGM pojawi się wielu gości z tego miasta, wśród nich organizatorzy Berlin Beer Week, blogerzy, a także właściciele multitapów i sklepów, którzy są zainteresowani tym, co dzieje się na polskiej scenie. Liczę na to, że nasza współpraca się zacieśni i jeśli tylko znajdzie się odpowiednia przestrzeń w Berlinie, to zorganizujemy tam jedną z edycji BGM.

Na koniec wywiadu, który zaczął się od tematu urodzin, musi paść obowiązkowe pytanie: czego sobie z ich okazji życzysz?
Beer Geek Madness już przerosło moje marzenia i oczekiwania. Gdy rok temu odchodziłem z korporacji i trafiłem na świat piw rzemieślniczych, nie spodziewałem się, że w 12 miesięcy można tak wiele  osiągnąć. Ja tak naprawdę prezenty zbierałem przez ten cały czas, a największymi były spotkania z ludźmi podczas innych festiwali: w Warszawie, Krakowie, Gdańsku czy Poznaniu. To wspaniałe uczucie, gdy widzisz osoby w koszulkach Beer Geek Madnees, podchodzących z naszym szkłem  i  mówiących: robicie kawał dobrej roboty. Życzę sobie, by to trwało jak najdłużej. By na kolejnych edycjach Beer Geek Madness pojawiało się jeszcze więcej ludzi i by dostęp do dobrych piw w Polsce był coraz szerszy.

Jeden komentarz na temat “Beer Geek Madness 3: „Najlepszym prezentem są spotkania z ludźmi” – wywiad

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *