XX Krakowska Giełda Birofiliów: do szczytowania jeden krok

Szkło

Gdy część z was siadała przed telewizorami, by kibicować Justynie Kowalczyk w biegu na 30 km, ja chwyciłem za swój Magiczny Plecak i ruszyłem do Domu Studenckiego Krakus, by doznać piwnego orgazmu.

Kraków nie dorobił się jak dotąd solidnego festiwalu piwnego (to się wkrótce zmieni, o czym za chwilę), za to miejscowa giełda ma już dwudziestoletnią tradycję. Nie jest to oczywiście najważniejsze wydarzenie w mieście, próżno szukać jakichkolwiek plakatów czy informacji na stronach internetowych poświęconych stolicy Małopolski. O nim się po prostu albo wie, albo nie ma pojęcia. Może to i dobrze, bo pomieszczenie, w którym się odbywa ma wielkość szkolnej sali, gdyby więc przy Reymonta 15 stawiło się więcej widzów, nie byłoby czym oddychać i gdzie nogi postawić.

22 lutego, pomiędzy 7:00 a 12:00 w przyjaznych murach budynku przy miasteczku studenckim AGH zgromadziło się nieco ponad 20 fanatyków piwa, którzy postanowili zaprezentować i spieniężyć swoje zbiory: kapsle, etykiety, podkładki pod kufle, szkło wszelakie, a nawet… bilety komunikacji miejskiej. Swoją drogą zastanawia mnie, dlaczego ktoś decyduje się na sprzedaż kolekcji. Chyba nie po to zbierasz latami piwne artefakty, by za jednym zamachem, za kilkadziesiąt, a nawet kilkaset złotych je sprzedać… Ja bym w każdym razie prędzej się poryczał, niż oddał – jak jedna pani – 81 podkładek (każda inna!) za 150 zł.
Poza tym wydaje mi się, że największą frajdę daje osobiste zebranie takiego zestawu, gdzie z każdym okazem ma się jakieś wspomnienie. Jeśli nie miejsca i osób, to przynajmniej smaku piwa. Dlatego też ja od pewnego czasu kolekcjonuję kapsle i ani mi przez myśl nie przechodzi, by nabyć od kogoś klaser. Choć nie powiem, gdy widzi się takie kolekcje, jak poniższa, to ręce aż świerzbią.

Kapsle

Co innego handel piwem: na jednym ze stoisk można było wyłowić specjały ze świata (dominowały piwa czeskie), na innym swoje wyroby oferował Stary Browar Rzeszowski (zgadnijcie skąd), a w jeszcze innym miejscu – Smoked Cracow z podkrakowskiej Modlniczki. Z tego pierwszego nabyłem Ciemne Piwo (recenzję napiszę na pewno w tym tygodniu, bowiem jego termin przydatności mija w czwartek), z drugiego produkt sztandarowy – orzeźwiający Grodziszcz (tekst o nim – wkrótce). Moje zakupy uzupełnił zgrabny snifter, którego brakowało w mojej szklanej kolekcji.

Na koniec rzecz, o której napomknąłem wcześniej. Podczas Giełdy reklamowali się organizatorzy PIERWSZEGO Krakowskiego Festiwalu Piwa, który odbędzie się w dniach 23-25 maja w… Zabierzowie. Wiadomo, że „Kraków” brzmi lepiej… Szkoda, że nikt z rozdających plakaty i ulotki nie był mi w stanie odpowiedzieć, na pytanie jakie konkursy przewidziano podczas imprezy oraz cóż to za rekord świata (o którym informowała nas reklama) będzie bity. Na szczęście wszelkie szczegóły znalazłem na stronie festiwalu i pewnie wkrótce szerzej o nich napiszę.

Zanim to nastąpi, udam się na konsumpcję moich dzisiejszych zakupów. Jednak bardziej od nich cieszy mnie fakt, że w Polsce żyje tylu fanatyków piwa, że tworzą tak przyjazną społeczność i że z uśmiechem na ustach realizują Piwny Styl Życia. Coraz bardziej mi się on podoba!

Etykiety

Historyczne etykiety piwne

0 komentarzy na temat “XX Krakowska Giełda Birofiliów: do szczytowania jeden krok

  1. Pingback: Stary nowy Rzeszów | Jerry Brewery

  2. Pingback: Krakowski Festiwal Piwa: co nas czeka? | Jerry Brewery

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *