Węgierski Kraft – przegląd piw z multitapów

Wegierski kraft

Węgrzy wina robią świetne, ale czy potrafią w piwo rzemieślnicze? W czasie podróży do Budapesztu znalazłem odpowiedź na to pytanie.

U naszych bratanków rewolucja wystartowała mniej więcej w tym samym czasie, co w Polsce. Tak przynajmniej twierdzą spotkani w knajpach i sklepach Węgrzy, choć żaden z nich nie potrafi wskazać tak wiekopomnego wydarzenia, jak Pintowe warzenie Ataku Chmielu. Ot, ktoś nagle wymyślił sobie, że zrobi piwo z dodatkiem amerykańskiego chmielu, temat podchwyciły kolejne osoby i tak oto kraft opanował Węgry.

PIWNA MAPA BUDAPESZTU – ZOBACZ

Choć z tym „opanował” powinienem być ostrożny. Co prawda Ratebeer twierdzi, że nad Dunajem działa już 109 browarów (część z nich to oczywiście piwa z firmy A, produkowane pod marką B), jednak większość rzemieślników zatrzymała się na poziomie IPA i APA. Dość powiedzieć, że wchodząc do największego multitapu w Budapeszcie na 20 kranów 17 było okupowane przez te właśnie gatunki.

Węgrzy powoli odkrywają dla siebie Witbiery i Saisony, a szczytem ekstrawagancji jest Stout z dodatkiem ostryg. W knajpie nie do dostania, gdyż tam większość piw jest jasna. Ciemne królują w sklepach, dlatego tego koleżkę przywiozłem sobie w wersji butelkowej. W multitapach zaś próbowałem co popadnie, raczej nie skupiając się na browarach, choć miałem zanotowane, by koniecznie spróbować wywarów RothBeer, Distric 7, Legendy Csupora. Udało się – oto wrażenia.

Skyland The Blackening Brew Your Mind Love Session

SKYLAND – The Blackening
American Stout – alkohol 6,5% obj.,

Piwo zainspirowane płytą Machine Head jest na szczęście lepsze od swojej muzy. Kawa i ciemne owoce królują w zapachu – ciekawe jak na użycie amerykańskich chmieli. Może to kwestia estrów? The Blackening jest bardzo gładkie, owocowo-kwaśne (jeżyny, borówki), z nutą kawy w posmaku. [6]

BREW YOUR MIND – Love Session #1
Session IPA – alkohol 5% obj.,

Może to i trochę za mocna Session IPA, ale z pewnością smaczna i aromatyczna. Do nosa wdzierają mi się mandarynki, ananasy i żywica. Owoce dominują także w smaku, czyniąc piwo łudząco słodkim, choć nie pozbawionym przyjemnej goryczki. [7]

Csupor Bunny Hop

CSUPOR – Bunny Hop
American Pale Ale – alkohol 4,5% obj., 48 IBU

Tak chwalony „Czupor” zawiód moje oczekiwania. To podobno jego popisowa APA, ale zarazem zupełnie nijaka. Szczypta ameryki w zapachu objawiająca się mango i morelami, nie przykrywa mokrego zboża i zielonego jabłka w aromacie. Jabłko trafia także do ust, z lekka upstrzone przyprawami (coś tu jest nie halo z fermentacją). Minus za zbyt niskie wysycenie. [4,5]

Csupor PEARmanent Monyo Brewing Invisible Bikini

CSUPOR – PEARmanent
Fruit Ale – alkohol 4,5% obj., 20 IBU

Twarz ekipa z Budapesztu (w jakiś sposób powiazana z Legendą, choć moja znajomość węgierskiego nie pozwala mi ustalić jak) odzyskuje za sprawą Fruit Ale, na tablicy w Eleszto oznaczonym jak Witbier. I ku temu drugiemu bardziej się skłaniam, gdyż od pierwszego wdechu czuję kolendrę, kwiaty a la rumianek oraz sporo pomarańczy. Gruszki nie czuję ani trochę, za to totalną pełnię i słodycz: a i owszem. Pomarańcza wygrywa smak, co pasuje mi jak ulał. [7,5]

MONYO – Invisible Bikini
Porter – alkohol 5,5% obj., 28 IBU

Dawno nie piłem tak jednoznacznie orzechowego piwa! Orzechy włoskie ślicznie pachną i zachęcają do zanurzenia gębuli w szklance. Do tego kawa i czekolada, które prześlizgują się także do smaku. Invisible Bikini jest mega wytrawne, choć obecność czekolady i orzechów nadaje mu zaskakującej pełni. [7]

Erjesztok Kraken RothBeer Tavoli Galaxis

ERJESZTOK – Kraken
American Porter – alkohol 6,5% obj., 40 IBU

Wnioskując po wysokich ocenach w sieci chyba musiałem trafić na jakąś wadliwą warkę. Już aromat zdradza, że do piwa przedostała się jakaś bakteria, która je skwasiła, acz w połączeniu z kawą idzie to jakoś przeżyć. Do czasu, aż weźmie się Krakena do ust. Nieprzyjemna kwaśność zabija i nawet amerykańskie chmiele nie są w stanie uratować pozytywnego wrażenia. Jednak – jako żem krakowski centuś – wypiłem do końca. Nie mam w zwyczaju wylewać piwa. 😉 [2]

ROTHBEER – Tavoli Galaxis
American IPA – alkohol 6,1% obj., 70 IBU

Najlepsze piwo, jakie piłem w Budapeszcie! Cudowna, kosmicznie nachmielona IPA, świetnie zbalansowana. Cytryna, mango, melon, liczi – aż chce się pić. Ujmująca rześkość, pyszna owocowość i klasowa goryczka potwierdzają, że RothBeer potrafi warzyć. Polujcie koniecznie na jego piwa! [8,5]

Balkezes Peeping Tom

BALKEZES – Peeping Tom
American Pale Ale – alkohol 5,3%, 37 IBU

Mam takie widzimisię, że lubię, gdy piwo pachnie niczym sok przecierowy. Z miejsca polubiłem więc Peeping Toma za jego pomarańczowo-marchewkowy charakter, przynoszący gigantyczną słodycz i pełnię. Kwaskowe cytrusy i goryczka nieco ją kontrują, zgrabnie kolorując dziecko Balkezes. [7]

Kalteneker Chopper IPA Distric 7 Natural Finish

KALTENECKER – Chopper IPA
American IPA – alkohol 6,6% obj.

Tak, wiem, że to piwo słowackie. To znaczy – dowiedziałem się dopiero po przyjeździe do Polski. Barman uparcie twierdził, że to wyrób węgierski, więc wziąłem sobie szklaneczkę i ustawiłem do zdjęcia. No to chwilę się nad nim poznęcam. Cholernie słabe IPA, mówię wam. W aromacie zero amerykańskiego chmielu, za to karmel – i owszem. Nie dzieje się tu praktycznie nic, może poza melanoidynowymi wtrętami w smaku i jakąś tam goryczką. Ić pan fhui. [3]

DISTRICT 7 – Finish IPA
American IPA – alkohol 6,6% obj.

Ten sam barman odkupił winy polecając to cudo – bardzo aromatyczne, rześkie APA, tym razem w pełni węgierskie. Białe owoce, pomarańcza, kwasek cytrynowy i pieprz stanowią ciekawą mieszankę zapachową, zaskakująco słodką w smaku. To skądinąd dość osobliwe, że Węgrzy większość AIPA/APA zacierają na słodko, nieprawdaż? [7]

Legenda Game Over

LEGENDA – Game Over
Strong Ale – alkohol 12% obj.

Nawiedzając knajpę zasłużonego kraftowca postawiłem na najmocniejsze piwo w ofercie, gdyż w karcie napisali, że jest to „Bourbon Ale”. Pani barmanka nie była w stanie powiedzieć czy leżakowało w beczce, czy też do szczęścia wystarczyły mu dębowe płatki. Ale faktycznie – dębinę wyczuwam wyraźnie w postaci wanilii. Do tego dochodzą winne akcenty jak na Strong Ale przystało oraz zaskakująca nuta banana, jakby Game Over przefermentowały drożdże do Weizena. Ciekawe i zdradzieckie, bo tych 12% absolutnie nie czuć. [7]

Hubris Dr Bela

HUBRIS – Dr. Bela
Witbier – alkohol 4,33% obj., 19 IBU

Całkiem zacny Witek, choć sprawia wrażenie jakby piwowar pomylił pomarańczę z cytryną i to właśnie skórką żółtej koleżanki doprawił brzeczkę w czasie warzenia. No i spoko, nie mam nic przeciwko, tym bardziej gdy towarzyszy jej solidna dawka kolendry. Podoba mi się też wytrawny charakter Dr. Beli – takie Wity lubię w szczególności. [7]

Reketye Monolith IPA

REKETYE – Monolith IPA
American IPA – alkohol 5% obj.

Tuż przed wyjazdem zaordynowałem sobie jeszcze jedno IPA – szkoda, że tak lipne. Karmel, mokry słód, może odrobina pomarańczy – to wszystko, co oferuje to piwo w aromacie. W smaku jest trochę lepiej, głównie ze względu na przyjemną cytrusową goryczkę i odrobinę melona. Minus za przypalony karmel. [3,5]

Czytając swoje przemyślenia i oceny węgierskich piw widzę obraz polskiego kraftu sprzed dwóch-trzech lat. Coś czuję, że bratankowie nigdy nie pobiją nas jeśli chodzi o kreatywność, ale liczę na to, że za kilka lat poziom ich piw się wyrówna. No i że najlepsze będziemy mogli spokojnie spróbować w Polsce.

Soundtrack: hostel, w którym spałem, położony jest niedaleko placu Blaha Lujza, dlatego dzisiejszemu tekstowi towarzyszy song bardzo popularnej w węgierskim offowym światku grupy Blahalouisiana. Proszę zwrócić uwagę na urodziwą wokalistkę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *