THE BOX: parkiet lepszy od boiska

Najnowsze piwo browaru Spirifer po raz kolejny nakłoniło mnie do podjęcia dyskusji na temat „co jest lepsze: piłka nożna czy koszykówka? I dlaczego basket?”.

Szczylem będąc bardzo mocno interesowałem się piłką kopaną. Znałem wyniki wszystkich spotkań, składy drużyn, a także sporo czytałem o historii piłki zarówno światowej, jak i polskiej. Wszystkich ziomeczków-piłkarzyków z podwórka byłem w stanie zagiąć pytaniami w stylu: „który zawodnik strzelił najwięcej bramek w czasie jednego turnieju Mistrzostw Świata?”. Albo „W jakim jedynym meczu Kazimierz Górski zagrał w reprezentacji Polski jako piłkarz?”.

W czasie moich historycznych poszukiwań nie znalazłem odpowiedzi tylko na jedno pytanie: dlaczego piłka nożna jest tak cholernie popularna? Że mówi się na nią „to najważniejsza z rzeczy nieważnych”? I że za jej sprawą idąc po Krakowie możesz dostać kosę w plecy, jeśli kibicujesz nie tej drużynie, co trzeba.

Strzelam, że pewnie chodzi o łatwość rozgrywania zawodów. Wystarczy kawałek szmaty zwiniętej w kulę, dwa pachołki i pyk – można grać. A jeśli coś jest łatwe, to i powszechne. A jak powszechne – budzi skrajne emocje.

Obecnie po stokroć wolę koszykówkę. Grę bardziej dynamiczną, wyrafinowaną technicznie, wszechstronną, wymagającą jeszcze doskonalszej taktyki. W baskecie podoba mi się to, że wśród najlepszych koszykarzy nie ma pajaców pokroju Krystyny Ronaldo oraz Neymara, na których wystarczy dmuchnąć, by się wywalili. Na takie coś w NBA mówią „flopper” – jeśli zauważy to sędzia, daje ci przewinienie, a liga nakłada karę finansową.

Dlatego dziś chętniej oglądam koszykówkę, głównie powtórki NBA i – gdy jestem na miejscu – domowe mecze drużyny MOSiRu Krosno (lider I. ligi w Polsce). Co czwartek grywam ze znajomkami w kosza i choć jestem najmniejszy w składzie, to walczę jak umiem. Pozostała mi za to miłość do śledzenia piłkarskich wyników, dlatego co weekend uważnie przeczesuję LiveScore, by być na bieżąco.

No dobra, ale co to ma wspólnego z piwem? Ano, praktycznie nic oprócz tego, że najnowszy wywar browaru Spirifer jest w jakimś sensie dedykowany najpopularniejszej grze na świecie. The Box – West Coast IPA z nazwy – to wyraz umiłowania piłki kopanej, którym darzą ją chłopaki z mazowieckiego składu, obecnie warzącego w Szczyrzycu. Sprawdźmy zatem, jak ta miłość przekłada się na jakość trunku.

ZAPACH: Od pierwszego zaciągnięcia coś mi tu nie gra. Niby jest sporo cytrusów (przede wszystkim cytryny i pomarańczy), mango oraz delikatnej pieprzności (stawiam na Galenę), ale nad całością góruje karmel, taki diacetylowy. Karmel w West Coast IPA? No chyba jednak nie. 😉

Spirifer The Box West Coast IPA

PIANA: biała, zbudowana ze średnich i drobnych pęcherzy. Niezbyt obfita, ale trwała. Lacing spoko.

KOLOR: ciemny bursztyn zmętniony.

SMAK: dla przypomnienia: jeśli AIPA ma być tą z Zachodniego Wybrzeża, powinno być piwem wytrawnym, o minimalnej roli słodowości, za to zdominowanym przez nowofalowy chmiel. The Box z pewnością do tej odmiany nie należy – jest jednoznacznie słodkie, co jest pokłosiem raz, że zasypu, dwa – mamienia zmysłów przez chmiele. Piwo jest dość oleiste od żyta. Pojawia się maślany posmaczek, niestety. Za to goryczkę uznaję za bardzo przyjemną: krótką, wyrazistą, charakterną.

The Box chyba nie wyszło tak, jak chcieliby jego autorzy. Jest zdecydowanie za słodkie jak na AIPA z Zachodu, a w dodatku fruwa po nim diacety. Do poprawki. No i do zmiany nazwy na bardziej koszykarską. 😉

THE BOX
Spirifer

West Coast AIPA
Warka: 25.03.2016
Skład: woda; słody Pale Ale, Carapils, pszeniczny, żytni; chmiele Centennial, Chinook, Equinox, Galena, Simcoe; drożdże US-05
Cyferki: alkohol 6,9% obj., ekstrakt 16%, 65 IBU
Cena: 8,50 zł (Regionalne Alkohole, Kraków)

piwo5

Soundtrack: poza tematem – wypada mi uczcić wokalistę, który – niestety, dość spodziewanie – zakończył niedawno ziemską wędrówkę. Scott Weiland. Oto jedna z najlepszych  piosenek, w jakich zaśpiewał w XXI wieku:

4 komentarze na temat “THE BOX: parkiet lepszy od boiska

  1. Heh, jakbym czytał o sobie ;]

    Popraw tylko „floater” na „flopper”.

    PS The Box też testowałem jako ostatnia szansa Spirifera (wszak zmienili po raz kolejny browar) i wyszło mi, że nie ma sensu już tracić na ich piwa czasu i pieniędzy. Jedyna różnica, w porównaniu do ich poprzednich piw (poza Agatem, który był bardzo dobry), to brak charakterystycznego masełka znanego z warek w poprzednich browarach (u mnie przynajmniej nie było).

    • Sure – pewnie, że „flopper”! W czasie pisania oglądałem sobie najlepsze „floatery” i o – zonk. 😉
      Dzięki za czujność!

  2. A nie macie w czwartki jakiegoś wolnego miejsca jeszcze ? ja gram w poniedziałki ale się zapuściłem przez ostatni czas i przydałoby się coś poruszać więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *