Spadł czy urósł? – słów kilka o poziomie polskiego kraftu

Czy polski kraft w ciągu ostatnich lat zaliczył skok jakościowy, czy może ostatnie wpadki to pokaz słabości naszych browarów?

Temat jakości polskich piw wraca jak bumerang średnio kilka razy do roku. W okresie wakacyjnym głośno o nim było przede wszystkim ze względu na gushingi (potwierdzone) i eksplozje (raczej niepotwierdzone) kilku(nastu?) tytułów, w tym części od renomowanych producentów. Z kolei jakiś tydzień temu sporo pisało się o – ujmę to eufemistycznie – niekoniecznie powalających polskich piwach na One More Beer Festival, szczególnie w kontekście sztosów z zagranicy. Od razu zaznaczę – nie dane mi było uczestniczyć w tej imprezie, pozwalam więc sobie przywołać wrażenia moich znajomych.

A contrario mogę podać naszą wizytę w Holandii, gdzie piwa Brokreacji okazały się być najpopularniejszymi (beczka Imperialnego Nafciarza zeszła w… 15 minut) i najlepiej ocenianymi. Podkreślę, że na Van Moll Fest obok stały takie marki, jak choćby Kernel, Founders, To Ol czy Buxton.

Jak to jest więc z tym polskim kraftem? Jest dobry czy nie jest? Jego poziom rośnie czy spada?

Gdyby popatrzeć na oceny…

Szczerze? Nie ma jednej poprawnej odpowiedzi na to pytanie. Gdyby za wyznacznik przyjąć oceny na Ratebeer czy Untappd, byłbym skłonny zaryzykować stwierdzenie, że jeśli nawet nie spadł, to na pewno nie ruszył z miejsca. Uważnie obserwuję to, jak oceniacie/oceniamy rodzime piwa od kilku lat i choć nie jestem wam w stanie od zaraz wyłożyć konkretnych statystyk, to zauważam wyraźny odwrót od wysokich ocen. Stabilizację w miarę zapewniają noty z zagranicy, tudzież przyznawane niejako z urzędu kolejnym warkom dobrze znanych i lubianych piw.

Aaaaaleeee!

Czy aby na pewno wspomniane wyżej noty są całkowicie bezapelacyjnym wskaźnikiem tego, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku lat na polskim rynku? Moim zdaniem absolutnie nie i mam na to kilka argumentów.

1. Bezsprzeczna jest zmiana naszego podejścia do piwa, wynikająca z większego doświadczenia (pewnie większość z czytających te słowa wypiła przynajmniej ze 100 przedstawicieli stylu AIPA i z 50 RIS). Lepiej rozpoznajemy smaki, aromaty, podszkoliliśmy się w wykrywaniu i nazywaniu wad.

Zmienia się też punkt odniesienia – łatwiej nam dostać piwa zagraniczne (importerzy, aktywne grupy wymian) i to w coraz lepszej kondycji.

W związku z tym nasze wymagania rosną nieproporcjonalnie szybciej do jakości polskich piw, którym – według moich obserwacji i degustacji – coraz mniej brakuje do światowej klasy.

2. Naturalną konsekwencją powyższego jest fakt, że coraz mniej piw jest nas w stanie zaskoczyć, bo przecież już wszystko piliśmy. Ergo trudniej uznać nam jakiś wywar za wybitny, wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju. Trzy czy cztery lata temu perełkami byliśmy gotowi okrzyknąć co drugie piwo (koloryzuję), dziś bliżej nam „dobre, ale niczego nie urywa”.

3. Na „rynek oceniaczy” trafił też całkiem pokaźny narybek randomów, którzy z kolei o piwie wiedzą niewiele. Obserwuję tendencję, w ramach której pojedyncze egzemplarze userów wręcz maniakalnie szukają wady w piwie, by – nie wiem co: zabłysnąć przed znajomymi? Poczuć się lepiej? Mało ma to wspólnego z prostym czerpaniem przyjemności z piwa.

4. Widzę też, że ocenianie piwa czasami traktujemy po łebkach. Lecę na festiwal, piję 50 próbek i na podstawie każdej już wydaję ocenę. Tak, wiem – każdy ma do tego prawo i nie ma co czynić z wciśnięcia gwiazdek na UT czy RB bożka, od którego wszystko zależy. Nie ma też co się zżymać na szybkie degustacje, wszak świetne piwo obroni się także w takich okolicznościach. Niemniej rysowanie sobie w głowie na tej podstawie ogólnego obrazu rynku i poziomu wyrobów made in Poland jest, mówić oględnie, niezbyt miarodajne.

Jak jest według mnie

Jak to więc wygląda w mojej opinii? Uważam, że poziom się nie obniżył, acz spadła przy okazji liczba piw wybitnych. Krótko mówiąc powiem, że poziom się uśrednił. Wnioskuję to po następujących kwestiach;

1. Mówcie, co chcecie, ale obecnie w polskich piwach jest zdecydowanie mniej wad (a jeśli są, to na niższym poziomie) niż kiedyś. Diacetyl, DMS, kanaliza, kwas masłowy – nie powiem, że się nie zdarzają, ale ich występowanie naprawdę mocno się ograniczyło. Jasne, chciałbym, by nie było ich w ogóle, no ale się nie da (o tym na koniec).

2. Uważam również – i spodziewam się, że ten punkt podniesie największe larmo – że wzrosła stabilizacja warek. Kiedyś kupowanie kolejnej warki często powtarzanych tytułów to było loterią. Dziś oczywiście także ze świecą szukać dwóch identycznych wywarów (to nie miejsce i czas, by tłumaczyć, dlaczego tak jest), ale szczerze zachęcam was, do bardziej dogłębnego prześledzenia regularności często powtarzanych piw.

3. A propos „powtarzanych piw” – o wzroście jakości na rynku świadczy także fakt, że jest ich coraz więcej. Naturalnie to nowości ciągną sprzedaż (przynajmniej jeśli chodzi o odbiorców stricte kraftowych), ale jeśli coraz więcej browarów dysponuje stałym portfolio to znak, że przekonały one konsumentów do smaku swych wyrobów i wciąż jest na nie zapotrzebowanie. To znaczący skok w porównaniu do roku na ten przykład 2015.

4. Uważam też, że w Polsce powstaje coraz więcej piw po prostu dobrych. Nie wybitnych, ale smacznych. Zdaję sobie sprawę, że ta smaczność dziś już nie wystarcza do tego, by piać z zachwytu nad danym tytułem, niemniej choćby fakt, że wchodząc do sklepu specjalistycznego w ciemno biorę nowość z browaru X i nie boję się o swoje kubki smakowe, należy policzyć na wielki plus.

5. Warto jeszcze podkreślić rosnącą jakość debiutów. O ile nawet jeszcze 1,5 roku temu do sporej grupy nowych graczy podchodziliśmy jak pies do jeża (często słusznie), o tyle dziś większość „młodzieży” potrafi spokojnie znaleźć swoich amatorów. Nie tylko ze względu na umiejętności handlowe. 😉

A co z granatami, przepasteryzowaniem?!

Powyższa wyliczanka nie ma na celu odwrócenia uwagi od problemów, o których regularnie dyskutujemy, czyli choćby akcji z granatami czy na ten przykład z przepasteryzowaniem. Jednemu i drugiemu tematowi wypadałoby poświęcić osobne wpisy, wspomnę więc tylko o jednym aspekcie: rosnąca produkcja. Przywołane wady to po części także efekt skali, odrobiny pośpiechu (jak się człowiek śpieszy, to się diabeł cieszy…), czy też niedokładności, które nie wynikają z chęci zrobienia was w bambuko, a raczej z próby nadążenia za popytem.

Przykładowo: w wielu browarach maszyna do etykietowania ustawiona jest zaraz za pasteryzatorem tunelowym. Spasteryzowane piwo wjeżdża na kolejną taśmę, tam trafia na linię do etykietowania, a później do kartonów. Wystarczy, by taka etykieciarka się zacięła w chwili, gdy w pasteryzatorze stoją butelki i klops gotowy. Ktoś może powiedzieć: czemu tego nie przewidzieliście? Odpowiem: przewidzieliśmy. Mamy (mówię o ogóle rzemieślników) bufor, mamy obliczoną wydajność obu maszyn, ale gdy danego dnia do pasteryzacji przygotowane są np. trzy warki różnych piw (i nie ma bata, by je przełożyć na kolejny dzień), to możliwość przypału jest nie do przeskoczenia. Napiszę kiedyś o tym szerzej.

Nikt nie chce was zrobić w konia

Oczywiście wiem, że powyższe czynniki mają prawo was – konsumentów – gówno obchodzić. Płacicie 10 zł za butelkę piwa i chcecie dostać produkt najwyższej jakości. Absolutnie to rozumiem, bo sam jestem konsumentem i marzy mi się, by każde jedno piwo, które piję, było przynajmniej bardzo dobre. I w większości takie rzeczywiście jest.

Niemniej działalność na małą (niby rosnącą, ale nadal mikroskopijną w skali koncernu) skalę, opartą głównie na pracy ręcznej, jedynie wspomaganej maszynami, niesie za sobą ryzyko, że nie wszystko pójdzie tak, jak trzeba. Że koledzy drożdże będą fermentowały nieco inaczej, niż poprzednio. Że pan chmiel z danej partii odda mniej, niż się spodziewamy. Że, kurka wodna, część partii kegów zostanie za mocno nabita CO2, albo że ruszy w nich fermentacja, bo postały chwilę na słońcu, a w środku rodzina drożdży nie zaspokoiła swojego apetytu.

Takie są uroki rzemiosła. I nie wiem, jak wy, ale ja właśnie za nie kocham je najbardziej.

(Visited 633 times, 26 visits today)

8 komentarzy na temat “Spadł czy urósł? – słów kilka o poziomie polskiego kraftu

  1. Co do ogólnego wydźwięku całego artykułu to zgoda. Większość browarów daje radę, choć są oczywiście lepsze i gorsze. Ja z polskim craftem mam inny problem i może mi pomożesz zrozumieć w czym rzecz. Otóż pijąc przywołane Buxtony, Kernele czy inne Anchory piję po prostu dobre piwo. Niczego nie urywa i mnie to cieszy. Oczywiście taki Export Indie Porter z Kernela to u nas za sztosa robiłby, ale to jest po prostu pyszny, zbalansowany trunek. Po wypiciu jakiejś setki AIPA z polskiego kraftu zdarzyło mi się ostatnio zdegustować legendę – Stone IPA ( z Carrefoura, w puszeczce, z Berlina, świeżutkie!). Nic nie urwało! Balans idealny. Pyszne po prostu. Nasi rzemieślnicy by się obruszyli, że przecież nic ciekawego, że trzeba dodać jakieś liście, zwiększyć IBU do co najmniej 150, przefiltrować przez błonę ze skrzydła nietoperza czy cóś. Nie honor dla nas takie prostactwo warzyć! Na poważnie – trudno mi czasami, takiemu przeciętnie oblatanemu konsumentowi ocenić piwa z polskiich browarów, bo są tak zakręcone, że już chyba same nie wiedzą, czym mają być. Na tym poziomie kreatywności to ja się już poddaję! Wydaje mi się, że uwarzenie takiej Stone IP-y jest jednak trudniejsze nieco. Dlatego nie do końca zgadzam się z tezą, że poziom polskich piw rzemieślniczych rośnie. raczej rośnie w nich ilość solonych śledzi, limonki caffir i innych wynalazków maskujących słabość. Oczywiście są wyjątki.

    • Hmmm, nie mam wrażenia, by w Polsce ciągle trwał wyścig o to, kto sypnie więcej chmielu na goryczkę – to się skończyło jakieś dwa lata temu. Teraz w modzie raczej jest, by tego IBU było jak najmniej.
      Myślę, że w Polsce mamy sporo regularnie ukazujących się IPA, które piję zawsze z przyjemnością (że wspomnę Juicy Melody z Rockmilla, Białe IPA z Artezana, AIPA ze 100 Mostów, Califia z Trzech Kumpli czy nawet – nieskromnie dodam – The Alchemist z Brokreacji). Nie mogę tego powiedzieć o Stone IPA, bo co na nią trafiam, to jest marna. 😉

      • Się IBU akurat uczepiłeś! Raczej problemem jest dla mnie mała dostępność „czystych stylowo” dobrej jakości piw. Akurat wymienione przez Ciebie browary znam i cenię. Jeszcze Łańcut. Ciekaw jestem – co słabego jest w Stone Twoim zdaniem. Bo wad nie ma.

        • No właśnie ma – zazwyczaj daje siarką, acz raczej bliższą DMSu, niż zapałek. Dodatkowo lekko diacetylowy ślizg na języku i kwaskowy finisz. Ktoś tam się ewidentnie śpieszy, przy fermentacji.
          A o IBU pisałem, bo sam przywołałeś ten temat. 😉

  2. No diacetylu nie wyczułem, a jestem przewrażliwiony wręcz. może miałem szczęście do warki.Albo moja wrażliwość sensoryczna jest (szczęśliwie?) niższa od Twojej. Co do IBU. Tak mi się chlapło. Wiem, że trendy się zmieniają, co tylko potwierdzasz swoją reakcją. Ale ja nie chcę trendów, tylko piwa! Takiego samego jak kiedyś… Brak tradycji i ciągłości? „Be different or die” czy raczej „Be weird or die” to są chyba motywy przewodnie polskiego kraftu. I te trendy! Ch. mnie obchodzi, że teraz IBU ma być jak najmniej! Chcę gorzkiego piwa! Lubię gorzkie piwo! UMIARKOWANIE gorzkie piwo! My nawet Grodziskiego nie potrafimy odtworzyć. Browary srają „wariacjami” nt Grodzisza. Ja pamiętam smak oryginału. ŻADNE piwo dzisiejsze go nie przypomina. żadne nie ma osadu drożdżowego (grubo tego było!). Nawet dzisiejsze Grodziskie (choć najbliższe oryginałowi) to już nie to. Z osadem nie jest „trendy”?

  3. Jerry, przestajesz być obiektywny, kiedy tak piszesz. Bo z jednej strony jesteś pracownikiem browaru a z drugiej wytykasz błędy, nie Wasze, choć pośrednio także. A jak to się ma do poprzedniego Twojego tekstu?! Niczego nie tłumaczysz, ale w tekście widać dużo informacji z produkcji.

    • „Nie reaguj” nie oznacza „nie pisz tekstów o problemach polskiego rynku piw”. „Nie reaguj” dotyczy bezpośrednich zarzutów/ataków na firmę.
      Natomiast mając możliwość obserwowania produkcji piwa „od środka”, mogę sobie pozwolić na content, którego nikt inny nie zamieści. Nie wiem, co tu się nie zgadza z obiektywizmem.

      • Z jednej strony piszesz jak bloger – osoba obiektywna, bo informujesz o błędach w produkcji. Niemniej z drugiej strony tłumaczysz je usprawiedliwiając producentów. Oczywiście bez nazw producentów.
        Zwykle blogerzy pisali o rzeczach, które dla postronnego były obce. Ty piszesz już po fakcie o rzeczach o których całe środowisko wie i jeszcze to tłumaczysz. OK, tak chcesz.
        Ja w tym widzę brak obiektywizmu. Już fakt, że tekst mówi o błędach, „bez nazwisk”, ale znalazł się w tekście fragment o niezwykłej popularności Waszego piwa na jednym z festiwali. Ono jest dobre, sam to przyznaje, ale na podobnych festiwalach inne browary też miały niezłe zejście, a tego tu nie ma. Jest o błędach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *