Prawdziwy rak RateBeer i Untappd

Rozpowszechnienie internetu oraz wolność słowa i oceny wszystkiego jak leci sprawiają, że zaczynam wątpić w demokrację.

Pewnie już wszyscy o tym wiecie, ale jeśli nie – grzecznie przypominam. AB InBev, największy obecnie (i pewnie przez jeszcze wiele lat) koncern na świecie kupił mniejszościowy pakiet udziałów w największym (a jakże) portalu piwnym – RateBeer. Wiadomość została podana 5 czerwca, ale do transakcji doszło już kilka miesięcy wcześniej.

FOSZEK BROWARÓW

Oczywiście, jak można się było spodziewać, podniosło się wielkie larmo, w stylu punkowego pierdololo o zdradzie ideałów. Bo w końcu nie dość że „się sprzedali”, to jeszcze największemu wrogowi! Szabelką najpierw począł wymachiwać Dogfish Head, a później w jego ślady poszły choćby Sixpoint, Harpoon, Prison City czy Cantillon. Wszystkie poprosiły o usunięcie ich piw z portalu.

Sprawę bardzo ładnie opisał Kuba z The Beervault, więc ja dodam tylko kilka słów gwoli uzupełnienia. Znając poczynania Dogfish jestem przekonany, że ekipa ma w dupie, kto posiada jakie udziały w RateBeer. To inteligentni ludzie, więc zdają sobie sprawę, że o sile (i o słabości, o czym za chwilę) stron tego typu stanowią ich użytkownicy, a nie właściciele akcji. Mamy więc do czynienia z marketingową pokazówką niskich lotów, nastawioną na wykorzystanie sprawy do zdobycia dodatkowego rozgłosu.

Nie powiem: też przeszła mi przez głowę myśl pod tytułem „spuśćmy Brokreacyjne medale, które otrzymaliśmy ostatnio na RateBeer Best w kiblu i zróbmy z tego filmik”. Po czym puknąłem się w głowę, czując zażenowanie z powodu pomysłu. Lepiej dawać o sobie znać światu dobrymi piwami i ciekawymi akcjami, niż jakąś mizerną wojenką.

Tym bardziej, że – jeszcze raz powtórzę – rdzeń tego portalu stanowią userzy. Oni oceniają piwa niezależnie od tego, kto jest współwłaścicielem RateBeer. Czy panowie z Dogfish Head sądzą, że nagle ich wyroby będą notowały gorsze wyniki ze względu na zmiany „na górze”? Proponuję postawić na jakość piwa, a nie internetowej paplaniny.

BTW: możesz kazać usunąć swoje piwa ze RB, po czym za chwilę ja, złośliwie, ponownie je dodam. I co: będziemy tak usuwali w nieskończoność? 😉

USERZY – CAŁE ZŁO

Rozpisałem się na temat reakcji browarów, ale to nie o niej miał być ten tekst, a o przywoływanych już userach i ich roli na RateBeer. A ta jest kluczowa. To oni budują ten portal, wystawiając oceny, dodając piwa, komentując, tworząc piwną mapę itd. No i bardzo ładnie. Sęk w tym, że to także oni, a nie AB InBev, są największym problemem witryny.

Ślicznie temat streścił Michał z Piwnego Garażu, a ja postaram się trochę go zgłębić. Zacznijmy od tego, czy się to komuś podoba czy nie, że RateBeer (ale też i Untappd) stał sie przewodnikiem dla konsumentów i hurtowni.  Po opinię na temat danego piwa zaglądają tam zarówno mniej wprawieni fani piwa (żeby zdecydować, czy ściągną dane piwo – szczególnie zagraniczne – z półki w sklepie), jak i beer geecy, którzy powołując się na ocenę podbijają wartość zdobytego trunku w czasie wymian.

Importerzy i hurtownicy z kolei badają za pomocą RB rynki, by zdecydować, jakie piwo do siebie sprowadzą. Sam się o tym przekonałem po zdobyciu przez Brokreację tytułu najlepszego polskiego młodego browaru i wejścia do TOP 10 na świecie. Nie mogę Wam pisać o konkretach, ale uwierzcie: eksport zwiększył się diametralnie.

W kontekście powyższych uwag trzeba stety/niestety przyznać, że oceny na RB mają bardzo duże znaczenie. Na pewno nie letalne w przypadku jakiejś katastrofy, ale i nie obojętne, szczególnie gdy Twoje trunki zbierają wysokie noty. A skoro tak, to każdemu browarowi zależy na tym, by jego piwa były oceniane jeśli nie maksymalnie sprawiedliwie (bo nie ma czegoś takiego, jak sprawiedliwa recenzja), to przynajmniej rzetelnie. No i tu dochodzimy do punktu zapalnego. A są nim pewne typy userów, które mogą przyprawić o ból głowy. Nie tylko pracowników browaru.

1. Konsumenci

W teorii ocena konsumencka jest najważniejsza, zarówno dla producenta, jak i sprzedawcy. W praktyce, w przypadku produktu o tak szerokiej palecie smaków i zapachów, jak piwo, bywa przekleństwem. Dobijają mnie ludzie, którzy dają piwu torfowemu 1/5, no bo im to śmierdzi. Albo jakiemuś Barley Wine 2,5/5, bo „w sumie stylowe, ale że ja takich nie lubię…”. Spytam się więc wprost: to po ch.. kupujesz? A jeśli kupujesz, to na kiego grzyba oceniasz? Zaprawdę powiadam Ci: za samego check-ina też dostaniesz odznakę.

2. Przedłużacze penisa

Geecy, którzy ścigają się w liczbie ocenionych piw. Wpada taki na jeden dzień festiwalu, na drugi dodaje 200 ocen. Nie wierzę, NIE WIERZĘ, że choć 1/4 z nich jest rzetelna. Już pomijam fakt, że degustacja tak dużej ilości piwa jest dla zdrowego człowieka niewykonalna. A nawet jeśli – najdalej przy 20-30 z nich zmysły wariują, zarówno od feerii aromatów, jak i od coraz mocniejszego upojenia. Inna sprawa, że delikwent próbuje pewnie małych próbeczek, co w przypadku np. RISa kończy się tym, że piwo nawet nie zdąży się porządnie otworzyć, gdy już zniknie z szklanki czy pokala. Podobno niektórzy z „przedłużaczy” to osoby, które naprawdę znają się na piwie – tak doniósł mi choćby Piotrek Pokora, który poznał jednego z tych gagatków. Może i tak, ale i tak nie ufam większości z ich ocen.

3. Wykrywacze wad/fachowcy

Osoby, które wypiły już mnóstwo piw z całego świata, przeczytały ze dwa artykuły o wadach, wiedzą więc z miejsca, który trunek jest do dupy, a który ową dupę urywa. Nic to, że większość z nich nigdy nie widziała, jak się piwo robi, ma marne pojęcie o biochemii i procesach zachodzących w piwie w przypadku użycia takich, a nie innych surowców. Nic to, że nie do końca ogarnia mycie szkła (przez co część piw wali albo masłem, albo chlorofenolem). Skoro czuje w tym piwie diacetyl, to on tam jest. I sru 2/5 z dumnym podpisem „masło”.

4. Grupy wzajemnej adoracji/hejterzy

Mówiłem juz o nich w jednym z odcinków Na Dnie Fermentora i mam wrażenie, że od tamtego czasu liczba reprezentantów tej grupy jakby zmalała. Niemniej ciągle istnieją, więc warto wspomnieć raz jeszcze: chodzi o osoby, które notorycznie oceniają źle piwa browaru X, mimo że ten browar zbiera ogólnie bardzo pozytywne noty. Wygląda to tak, jakby komuś zależało na udupieniu niektórych firm. Tym bardziej, że zazwyczaj te same osoby gloryfikują piwa browaru Y, a jeśli zdarzy mu się wpadka, po prostu milczą. #pszypadeg?

Powyżsi milusińscy są w stanie rozwalić Ci budowaną miesiącami pozytywną statystykę, a Ty nie możesz w ŻADEN sposób zareagować – o czym świetnie pisał Michał. Nie zgłosisz oceny do moderatora, nie oflagujesz wrednego 1/5. Nawet ewentualna polemika nie ma sensu, bo tylko stracisz czas, a ocena się nie zmieni.

Dlatego jeśli wszystkim miłośnikom RateBeera naprawdę leży na sercu dobro portalu, zachęcam do martwienia się nie pieniędzmi koncernu, a raczej spadkiem poziomu wiarygodności z powodu zalewu niekompetentnych „sędziów”. I właśnie dlatego coraz częściej zadaję sobie pytanie, czy absolutna wolność słowa i demokracja ocen to na pewno dobry pomysł…

15 komentarzy na temat “Prawdziwy rak RateBeer i Untappd

  1. No pamiętam takiego, poniekąd blogera, który w 3 dni na PK nastukał ponad 600 piw. Urus? W jego mniemaniu na pewno. Dla mnie to była absolotna żenada.

  2. Świetnie, że zgłębiłeś ten temat, jednak nadal pojawia się pytanie: „jak to rozwiązać?”. Tak jak napisałeś, userzy to rdzeń portalu, jak można zatem kontrolować ich działanie, skoro mogą pisać/robić co zechcą. Co np. zrobić z oceną ipy 1/5 bo jest gorzkie? Zastanawiam się tak ze strony twórców takich portali i appek do oceniania piw.

    • Na Jepiwce ktoś fajnie zasugerował np. dodanie opcji „Czy piwo jest w moim guście?”. W sensie – lubię piwa torfowe, daję „Gust: 5/5”. Wtedy można to traktować jako przelicznik. Ocena przy guście „5/5” ma mnożnik 5. Ocena przy guście „2/5” – mnożnik 2, itd.

  3. Dobry tekst. Odniosę się do niego trochę jako user Untappd. Z RateBeer i paru innych również korzystam, ale raczej sporadycznie więc skupię się na Untappd.
    Zdecydowanie jestem 1-szym typem usera czyli konsumentem. Czasem też przedłużaczem penisa, ale dyskretnym 😉 Ot, jak w knajpie jest możliwość zamówienia deski degustacyjnej to ją zamawiam (czasem nawet dwie) i mam dzięki temu kilka nowych ocen do wystawienia.
    Większość oceniam jako konsument. Czasem wręcz traktuję Untappd jak „dziennik alkoholika” i rejestruję ocenę również dla Żywca wypitego przy grilu. Zdarza mi się wystawić też niską ocenę piwu w stylu, którego nie lubię. Faktycznie zasadne wydaje się pytanie „po ch.. kupiłem?” skoro nie lubię. Jednak zasadność i sens pytania są pozorne.
    Kupiłem bo jako konsument szukam ciągle czegoś nowego. Nie zawsze znajduję celnie w swoich gustach ale próbuję bo moje gusta konsumenckie też ulegają zmianie. I tak za pierwszym razem jak kupię to pewnie ocenię słabiej (nie od razu na 1 ale też na pewno nie powyżej 4) ale jak to samo piwo kupię za parę miesięcy to kto wie może to będzie nawet i 4.5. Tak to działa.
    Czy to ma sens? Jak najbardziej. Sam jako konsument dzięki temu mogę śledzić ewolucję swoich smaków i gustów. A dla browaru to przecież bezcenne badanie rynku. Oczywiście najpierw należy postawić pytanie czy robimy piwo torfowe dlatego, że jest zarąbiste czy dlatego, że chcemy sprzedać jak największej ilości konsumentów. Duża ilość niskich ocen przecież wcale nie musi oznaczać, że piwo jest złe. Równie dobrze może oznaczać, że konsumenci z grupy użytkowników tej lub innej aplikacji lub portalu nie są grupą docelową dla tego rodzaju piwa. I tyle.
    Rozumiem, że od strony browaru takie niskie oceny mogą być dołujące, ale znów wróćmy do postawienia sobie właściwego pytania początkowego. Robimy piwo żeby wszystkich zadowolić (99% ocen 5/5) czy żeby było dobre/inne/zaskakujące (* niepotrzebne skreślić 😉 choć nie koniecznie dla wszystkich.
    Co do rzetelności ocen wystawianych przez userów… wiadomo, że bywa różnie. I różne bywają czynniki które na te oceny wpływają. Może być – tak jak powyżej – kwestia gustu. Może też chwilowy nastój. Każdy z nas tak przecież ma i mu się zdarza, że nawet ulubione piwo zwyczajnie „nie wchodzi” (a wiec naturalnie niższa ocena w tym dniu) albo wręcz przeciwnie coś co zwykle uznajemy za marnotę (koncerniak nawet jakiś) smakuje jak najlepszy sztos. Czy więc należy się boczyć na zaniżone (lub zawyżone oceny) ? Oczywiście, że nie. Jeśli chcemy mieć realny obraz to próbki skrajne odrzucamy i to co zostaje to właściwa ocena.

    A i jeszcze jedna ważna kwestia w analizie ocen userów… może warto przyjrzeć się tym skrajnością dokładniej. Jeśli większość pochodzi z jednej knajpy lub okolicy to może ten pojedynczy keg lub partia butelek faktycznie ma jakąś wadę całkowicie nie z winy browaru? Bardzo ciekawa w tym względzie jest appka https://www.gastrograph.com/ . Osobiście, żałuję, że nie na nasz rynek 🙁

  4. Ja to wszystko rozumiem (tak mi się przynajmniej wydaje), mam jednak wątpliwość polegającą na dużej moim zdaniem niekonsekwencji wyłażącej każdym otworem rozważań na temat podłych konsumentów.

    Otóż jak sami zauważyliście to są konsumenci, a Ratebeer i Utappd stanowią źródło wiedzy dla sprzedawców. Niezależnie od tego co motywuje konsumentów do takiej a nie innej oceny (poza może złośliwymi bydlakami – ale osobiście nie wierzę, żeby stanowili oni liczną grupę – raczej taką najbardziej widoczną) – to nie ich opinie są rozważane przez sprzedawców – a statystyki ocen. Bezpośrednio przekładają się one bowiem na sprzedaż w sklepach i hurtowniach. Jeśli z RB wynika, że niewielu konsumentów lubi kwasy, ale za to bardzo wielu kocha IpySripy – to jest mocna i logiczna wskazówka do budowania portfelu zakupów. I informacje o gustach się w to wszystko jak najbardziej wpisują. Zatem gust użytkowników moim zdaniem nie przekłada się na rzetelną informację dla sprzedawców (bo oni swoje widzą ze statystyk) a raczej dla producentów – czyli browarów. Czas wysunąć wnioski,
    1) pewne style mimo że ambitne i pożądane przez geeków już niekoniecznie pasują przeciętnej „hypsterce” i profilowanie gustu dla sprzedawców nie ma sensu (przynajmniej przy założeniu, że ci sprzedawcy potrafią odczytywać takie informacje)
    2) „złośliwe bydlaki” trzeba okiełznać systemowo – na to nie ma rady systemowej – tacy byli, są i będą zawsze, ale nie sadzę, żeby było ich tak wielu ze skrajnymi ocenami, żeby byli w stanie diametralnie coś spierniczyć.
    3) nie ma co oczekiwać od portalów (jak sami zauważacie) konsumenckich żeby były „cacy” dla producentów – to nigdy nie idzie w parach bo te dwie grupy dzieli konflikt interesów (tak tak, nawet w kraftach klient chce dużo, dobrze i tania a producent odwrotnie)
    4) Na Allegro też jest tak, że jedna maruda może narobić szkód na grubą kasę sprzedawcy, dociekliwi jednak przeczytają komentarze i wysuną wnioski. Czy aby nie robicie z ludzi większych idiotów niż sa w rzeczywistości? Dobry produkt się sam obroni ilością rzetelnych ocen, a dobry sprzedawca wysnuje prawidłowe wnioski. A dobry browar podobno szuka dobrych klientów a nie byle jakich – te zostawmy innym.
    5) Jeśli naprawdę producenci (i blogerzy z górnej półki) chcą posługiwania się na portalach jednolitymi kryteriami – to chyba warto pomyśleć o ograniczeniu roli konsumentów w ich działaniu do osób z egzaminem BJCP. Tylko wtedy to będzie bezwartościowe źródło dla sprzedawców – bo wypchają sklepy megawędzonkami na bretach, solonych i przyprawianych włosami łonowymi Afrodyty – tylko nikt im tego za te 220 zeta kupić nie będzie chciał.

    Ja sobie zdaję sprawę, że pewne rzeczy mogą wq….ć, ale zluzujcie Panowie poślady z tym klasyfikowaniem i wrzucaniem do woreczków ludzi, dzięki którym macie pracę i zajęcie. Tak z przyzwoitości 😀

    Pozdrawiam
    (miłośnik wędzonek, zaangażowany konsument od pierwszych dni rewolucji, piwowar nie związany zawodowo z branżą, mężczyzna lat 45, mieszkaniec dużego miasta, pragnący pokoju na świecie – to tak gwoli usprawnienia szufladkowania lub stworzenia punktu odniesienia – jak kto woli).

  5. Uważasz zatem, że dostęp do tego typu danych ze strony AB InBev nie przełoży się bezpośrednio na rynek piw rzemieślniczych na świecie? Wspomniany przez Ciebie punkt dotyczący poszukiwaniu rynku zbytu przez importerów. Dokładnie w taki sposób będzie teraz działać AB InBev, który ma w swoim portfolio wiele browarów, również tych „rzemieślniczych” i nie wierzę, że nie będą wykorzystywać tego typu informacji, aby na półki w danym sklepie/regionie trafiały te piwa/style, na które jest aktualnie popyt (i to po zdecydowanie niższej cenie) – wypierając tym samym mniejszych graczy z rynku. Klient zamiast IPA z browaru rzemieślniczego za 5 baksów kupi IPA z Goose Island za 2,50 – sytuacja win-win. Patrząc na to z szerszej perspektywy, taki ruch ma ogromne znaczenie, niestety.

    • Cóż, argument dobry i być może bliski rzeczywistości. Ja póki co skupiam się na faktach, a do takich zagrywek ze strony AB InBev jeszcze nie doszło. I mam nadzieję, że nie dojdzie.
      Z drugiej strony cena w przypadku piwa rzemieślniczego nie jest tym najważniejszym czynnikiem, więc jeśli koncern nawet ma w planach to, o czym piszesz, to może się na takiej akcji ładnie przejechać. Czego sobie i wszystkim życzę. 🙂

      • Obawiam się, niestety, że tego typu praktyki są stosowane już od dawna – jednak od niedawna AB InBev ma narzędzie, dzięki któremu będzie w stanie działać bardziej efektywnie i to dzięki jawnemu wsparciu „beer geeków”. Tego typu akcje nigdy nie niosą za sobą pozytywnego feedbacku i nie oczekuj, że AB InBev kupiło RateBeer tylko ze względu na trudną sytuację finansową, w której serwis znajdował się od dawna. Nie chcę być złym prorokiem, ale opisana przeze mnie sytuacja to nie scenariusz na film science-fiction, tylko rzeczywistość.

    • No dobrze – ale niby dlaczego AB musiało w tym celu zakupić udziały w RB? Nie mogli robić tego typu analiz bez wykładania kasy?

      • Sytuacja analogiczna do kupna bazy danych klientów danej firmy, łącznie z ich numerami telefonów, do wykorzystywania dla własnych celów. Pewnie można byłoby stworzyć podobną bazę na podstawie książki telefonicznej, jednak czas i pieniądze poświęcone na jej stworzenie zdecydowanie przerosłyby wydatki związane z kupnem gotowej już bazy. No i trzeba liczyć się z tym, że ciągle przybywają nowi użytkownicy, nowe miejsca itp. Kto ogarnął by coś takiego? Można byłoby stworzyć swój własny serwis, ale nikt nie ma pewności, że odniósł by podobny sukces jak RateBeer.

  6. co do demokracji i ogólnie bycia/kierowania się opinia jakiejś większości to nie polecam…. W.Łysiak: Gdy tylu ludzi pochwala to samo, wtedy łatwo jest dojść do wniosku: jedzmy gówna, przecież miliony much nie mogą się mylić!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *