PIWO DO WARZENIA: mocna Polska

Piwo do warzenia Red Rye IPA

Double IPA, dwa podwójne Milk Stouty i RIS – tak dobrze przy warzeniu browar Gęstwa się jeszcze nie bawił.

Acz trzeba przyznać, że to w szczególności ja się radowałem, Kokos zaś wypijał tylko kilka łyków. Powód? Otóż ziom nie lubi ciepłego piwa. W sensie: rozumie, dlaczego RISa należy podać w temperaturze powyżej 15 stopni, ale zdecydowanie woli go schłodzonego. Nawet, jeśli to oznacza utratę części walorów smakowych. Co kto lubi. 🙂

Ja na ten przykład nigdy nie wsadzam piwa do lodówki. Część butelek trzymam w piwniczce, inne – te, które mam zamiar w najbliższym czasie osuszyć – lądują w mojej szafce (by promienie słoneczne ich nie dopadły) i czekają na swoją kolej. Poniższa czwórka przyjechała więc na miejsce warzenia ciepła.

HEADBANGER
Kingpin
Double IPA
Cyferki: alkohol 8,6% obj., ekstrakt 19,1%
Cena: 9,90 zł (Regionalne Alkohole, Kraków)

Headbanger Kingpin

Smutłem. Headbanger to pierwsze piwo od Kingpina, które ewidentnie mnie zawiodło i to nie tylko dlatego, że nie ma w nim charakterystycznych dla browaru dodatków, ani nie z powodu mojej awersji do Double IPA (nie przepadam i koniec). Głównym problemem tego trunku jest alkoholowość.

Etanol zdominował zarówno aromat, jak i zapach. Dopiero, gdy zmysły jako tako się do niego przyzwyczają, można wyłapać chmielowe akcenty: marakuję, mango i żywicę. Podobne przymioty wyłapuje moja gardziel z tą uwagą, że każdy łyk kończy się mocarną, nieco zalegającą goryczką. [5]

DOUBLE NYGUS
Solipiwko
Double Milk Stout
Cyferki: alkohol 7,4% obj., ekstrakt 19,1%, 38 IBU
Cena: 9,50 zł (Regionalne Alkohole, Kraków)

Double Nygus Solipiwko

Sweet Nygus to jedno z moich ulubionych piw Wojtka Solipiwko (zaraz obok Biczy i Pitchy), tak więc na jego trubodoładowaną wersję czekałem z niecierpliwością. Double Nygus jest trunkiem bardzo smacznym, acz brakuje mu tego boskiego tchnienia, które ma starszy, a lżejszy brat.

Zapach to przede wszystkim królestwo kawy zbożowej z mlekiem, doprawionej czekoladą. Z chęcią dostałbym po nosie bardziej intensywną palonością, z którą kojarzy mi się pierwszy Nygus. Smak zdominowany został przez laktozową słodycz (jak się miało okazać – nie tak intensywną, jak mi się pierwotnie wydawało). Nie brakuje też kawy zbożowej, przyjemnej kwaskowości oraz muśnięcia gorzką czekoladą. Goryczka wyrazista, ale pięknie ułożona. [7]

DOUBLE TROUBLE
Kraftwerk/Piwoteka
Double Milk Stout
Cyferki: alkohol 10% obj., ekstrakt 25%
Cena: 12 zł (Regionalne Alkohole, Kraków)

Double Trouble Kraftwerk Piwoteka

Ostatnie piwo Masona w barwach Piwoteki (uwarzone w kooperacji z Kraftwerkiem), które – jak mi napisał – powinno zostać wzbogacone o jeszcze więcej laktozy. Szczerze? Nie mogę sobie tego wyobrazić, ponieważ już ta wersja jest totalnie słodka. Gdyby słodycz miała swój odpowiednik IBU, tutaj byłoby jej chyba z 300 jednostek.

Double Trouble pachnie zachęcająco – kawą z mlekiem, czy raczej mlekiem z kawą. Gdy mocno sie zaciągam, mam wrażenie, że czuję nutki cytrusów od chmielu, ale może to jakieś kuchenne artefakty związane z warzeniem Red Rye IPA mi się wkręciły. W ustach ląduje z kolei praktycznie sam cukier mleczny z ilości tak niebotycznej, że słodsze w tym kraju są chyba tylko piwa z sokiem (a i to niekoniecznie) oraz niespodzianki od Ediego. Nie ukrywam, że jestem wielkim zwolennikiem słodkich Stoutów, ale domagam się od nich większej kompleksowości.

Tym niemniej traktuję Double Trouble jako ciekawy eksperyment i rozglądam się za wersją leżakowaną w beczkach. [6]

ELIXIR
Baba Jaga
Russian Imperial Stout
Cyferki: alkohol 9% obj., ekstrakt 21Blg, 45 IBU
Cena: 15,50 zł (Regionalne Alkohole, Kraków)

Elixir Baba Jaga

Browar, którego piwowarem jest Tomek Schutz, vloger z Browar Gdynia, do tej pory mnie nie zachwycił. Piwa Baby Jagi nie były może przesadnie wadliwe, co raczej trochę bezpłciowe. Śpieszę donieść, że Elixir zmienia ten stan rzeczy, mimo – o jejku, jejku – tylko 21 Blg.

To jest właśnie RIS z moich wyobrażeń, czyli najlepsze piwo (jak dotąd) browaru. Potężne, kompleksowe, godne wielogodzinnej degustacji. Aromat cieszy złożonością: zaczyna się od czekolady i palonej kawy, by chwilę później uraczyć nos nutami torfowymi (bandaże). Swoje robią także płatki wiśni, wnosząc odrobinę cherry i wanilii. Całość uzupełniają ziołowe nuty od chmielu.

W smaku najbardziej raduje mnie pełnia, porównywalna z bardziej ekstraktywnymi reprezentantami gatunku. Podbija ją torf, niskie wysycenie i nikła goryczka. Pierwszy akord jest słodki na modłę wiśni w czekoladzie, w drugim królują bandaże polane asfaltem. Finisz zdominowany został przez mocarną kawową paloność. Jedyny mankament to wspomniany brak goryczki. Choć lubię słodkie RISy, to jednak cenię gorzką kontrę – w kolejnej warce polecam trochę odważniej rzucić chmielem. [8]

Soundtrack: ostatnio z Kokosem jesteśmy mocno zajęci, więc nie mamy czasu na Circle Placid. Niemniej płyta Batushki pobudza naszą wyobraźnię i każe myśleć o powrocie do naszego projektu:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *