Kim jest piwny Janusz i co z nim zrobić?

Janusz

fot. pixabay.com

Kolejna, tym razem bardzo krótka wymiana zdań w piwnym świecie za nami. Poszło m.in. o piwnych Januszy.

Dwa tygodnie temu odbywał się w Łebie Festiwal Prawdziwego Piwa – impreza, która zapowiadała się jako prawdziwe święto kraftu i to w dodatku w miejscu, w którym piw rzemieślniczych jest jak na lekarstwo. Z opinii koleżanek i kolegów, którzy mieli okazję być nad morzem (ja niestety nie dotarłem) mogłem się dowiedzieć, że jeśli chodzi o kwestie towarzyskie wszystko poszło jak należy.

Gorzej, jeśli chodzi o frekwencję i co za tym idzie – o zarobki wystawców. O przyczynach takiego stanu rzeczy napisał m.in. Michał Kopik, a dyskutowali Docent oraz Komar. Państwo sobie obejrzą.

Swoimi obserwacjami podzielił się też Bartek Nowak. Jego felieton dotyczył generalnie stanu naszego kraftu, zaangażowania w festiwale piwne i – wreszcie – piwnych Januszy. Z grubsza chodzi o to, że przedstawiciele nowej fali gardzą ludźmi spoza własnego środowiska, a niedoinformowanych „pachołów Januszów” zamiast zbliżać do siebie, skutecznie odpychają. Zakładam, że chodziło mu m.in. o film Kopyra.

KIM JESTEŚ, JANUSZU?

Zanim jednak o postawie względem owych przedstawicieli polskiego społeczeństwa opowiem, warto zadać sobie pytanie, kim oni tak naprawdę są. Piwni Janusze to wbrew pozorom nie jegomoście z brzuszkiem, którzy stawiają znak równości pomiędzy piwem a najebką. To raczej osoby, którym gdzieś tam się o uszy obiło, że istnieją lepsze piwa od Tatry i Harnasia, są przekonani, że „niepasteryzowane” to znaczy „super” i że „ejl” robi robotę.

Muszę się zgodzić, z przedmówcami, do których linkuję, że tytułowanie laika „Januszem” jest suche jak dwuletni chleb i nazwałbym je raczej żałosnym, niż śmiesznym. Jednak z braku laku jakąś łatkę mu trzeba przypiąć.

MOŻNA SIĘ ŚMIAĆ

Nie widzę bowiem niczego zdrożnego w darciu łacha z gaf rzeczonych Januszy. Tak, jak lekarze śmieją się z hipochondryków, wielkomiejscy Amerykanie z Rednecków, tak my możemy od czasu do czasu zadrwić sobie z koleżków, którzy najpierw proszą w multitapie o maksymalnie gorzkie piwo, a później składają reklamację. To także dzięki nim może istnieć popularny w ostatnim czasie profil na FB – Najlepsze teksty z multitapów.

Czy to z miejsca oznacza, że Beer Geekowie czują się lepsi, bardziej „ąę”? E tam. Czy to potwierdzenie, że kisimy się we własnym sosie? No nie bardzo. Nie sądzę, by matematyk wywyższał się, opowiadając jakże czerstwy dowcip:

Mówi Jezus do uczniów:
– Raj jest jak x2+2x+3.
– O co mu chodzi? – pyta jeden.
– Nie wiem, to chyba jakaś parabola – odpowiada drugi.

Dobra, wiem, że to słabe. 😉 Chodzi mi o to, że „podśmiechujki” z bohaterów tego tekstu nikomu krzywdy nie robią.

CO Z NIMI ZROBIĆ?

Zostawmy już te suchary i zastanówmy się, co powinniśmy z Januszami robić? Ja mam kilka propozycji:

  1. Nic więcej nie robić – cytując Czesława Niemena (autentyk, to podobno jego ulubione pytanie): „no ale po ch*j?”. Po co mamy coś więcej robić w kierunku pokazywania im prawdziwego piwnego świata? Portale specjalistyczne i blogi są? Są – każdy może w dowolnym momencie dowiedzieć się wszystkiego o piwie. Dobre trunki można łatwo dostać? Raczej tak – nawet w mniejszych miejscowościach pojawiają się jeśli nie osobne sklepy, to przynajmniej stoiska. Janusz, jeśli będzie chciał, sam sięgnie po kraft. A jeśli nie, to po co go zmuszać? Nie bądźmy piwnymi świadkami Jehowy! Dobre kraftowe browary poradzą sobie i bez nich.
  1. Nauczać – stworzyć ofertę dla firm (mniejszych i większych) i w ramach tzw. team buildingu albo employer brandingu organizować szkolenia z piwnego rzemiosła. Przyciągać ich na festiwale i wydarzenia jakimiś prostszymi chwytami: cycki, karkóweczka, disco polo, gwiazdy tańczą ze zwierzętami, Pectus śpiewa, Bożenka z Klanu tańczy. Wbijać się na imprezy niezwiązane z piwem – targi, wystawy itd. itp.
  1. Na siłę! – powołać kraftowe ZOMO, które będzie wyłapywało piwnych Januszy z knajp, sklepów, a nawet ich domów. Następnie zabierze ich „na dołek”, później zasądzi się tygodniową odsiadkę z przymusową degustacją AIPA, RISów, Rauchbocków i innych, zakończoną podpisaniem deklaracji przejścia na rzemiosło i wyznaniem wiary: „Nie ma piwa nad kraftowe, a rzemieślnicy są jego prorokami.”

To jak: którą opcję wybieracie?

7 komentarzy na temat “Kim jest piwny Janusz i co z nim zrobić?

  1. Nauczać, ale nie nachalnie. Zabierać znajomych do knajp, multitapy powinny dbać o dobrze wyedukowaną obsługę (szczególny props dla Tap House i Multi Qlti w Krakowie). Zresztą nie sądzę żeby festiwale z cyckami i karkóweczką były optymalnym wyjściem, bo klient oczekuje wtedy lagera po 3 złote do kiełbasy. Lepszym wyjściem są festiwale w dotychczasowej formie (beergeek madness np)- festiwal we wnętrzu, bez kiełbasy i cycków, za to z otoczką nie „kiełbasa + piwa regionalne” tylko „najlepsze piwa świata”. Bo jeśli reklamujesz coś jako piwa regionalne i grill to tego klient oczekuje, a jeśli reklamujesz festiwal jako „najlepsze piwa świata” to 30zł czy 50zł za pół litra piwa nie powinno nikogo dziwić, nawet jeśli go nie kupią to mądrze pokiwają głową „no 50 zł, takie piwo… ale jak najlepsze to pewnie tyle musi kosztować…”. Może nawet zrobią mu zdjęcie i wrzucą na facebooka jako ciekawostkę z wakacji. I jest też kwestia taka, że reklamując coś „najlepsze piwa świata” przemówisz do osób piwem zainteresowanych i skłonnych więcej zapłacić ale niewyedukowanych, czyli de facto targetu kraftu, i unikniesz osób które więcej niż 3 zł na 0,5 w życiu nie zapłacą, i na które trochę szkoda tracić czas (przynajmniej podczas takich festiwali).

      • Wiesz, mnie aż palce świerzbią żeby popełnić własny tekst (chociaż nie mam bloga o piwie) o piwnym snobizmie. Bo z ostatnich wpisów, o ile słusznie biorą w obronę nieświadomych konsumentów, to przebija krytyka piwnych snobów. A według mnie bez pewnego snobizmu piwny kraft nie ma prawa istnieć. Jeśli chodzi o herbaty są ludzie pijący sagę malinową, są tacy którzy tylko earl grey z liptona, a są tacy którzy zapieprzają do herbaciarni, płacą 10-20 zł za 50g sypanej herbaty, znają większość gatunków, parzą herbatę zgodnie z zasadami, taki herbaciany snobizm (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). To samo odnośnie wina, czy droższych trunków; jest grupa ludzi którzy się na tym znają, wydają na to więcej pieniędzy, są z tego dumni. I to oni są targetem niewielkich winiarni o doskonałej renomie, które dla mnie są analogią małych browarów kraftowych.
        Dlatego o ile drażnią mnie żarty o „piwnych Januszach”, o tyle teksty w stylu „akolici kraftu” czy „jaśniepan beergeek” drażnią mnie równie mocno. Wiem że niektórzy mają zajoba na punkcie piwa, i czasem przesadzają z dzieleniem się wiedzą na prawo i lewo (sam do tych osób niestety należę), czy z hejtowaniem poziomu kraftu, czy z pokazowym rzyganiem na widok koncerniaka, ale bycie beergeekiem czy piwnym snobem nie jest żadną wadą, raczej powodem do dumy.

        • Coś w tym jest, bo w sumie to także snobizm napędza modę i pozwala jej docierać do innych osób. Ale nie wiem, czy sposobem na snoba da się przetransferować Januszy do grupy Beer Geeków (jeśli dobrze zrozumiałem Twoje intencje).

        • Ależ ja bym Januszy (kimkolwiek oni są) nie transferował do beergeeków. Postarałbym się przyciągnąć do beergeekowego towarzystwa osoby z wrodzonymi skłonnościami do snobizmu odnośnie trunków czy innych napojów z tradycjami, a bardziej po ludzku po prostu ludzi kulturalnych, przy okazji szerząc na ile się da wiedzę na temat piwa i wymagając tej wiedzy od browarów, lepszych sklepów, etc. Przy czym nie zakładam że każdy od razu stanie się beergeekiem, ale ja, pomimo że jestem laikiem odnośnie wina, wiem że Tokaj jest winem jasnym i słodkim,wiem mniej więcej czego oczekiwać po cabernet sauvignon, szampanie, porto, kadarce, wiem co smakuje mnie i mojej dziewczynie i jeśli mam przepis z winem to z konkretnym gatunkiem wina. I takiej sytuacji oczekiwałbym; że człowiek kulturalny nie będący beergeekiem będzie mniej więcej kojarzył pilznera, hefeweizena, koźlaka, portera, stouta i IPA, będzie mógł je bez problemu kupić, nie będzie miał problemu z dostępem do piwnego foodpairingu, i nie będzie się krępował podać piwa do obiadu czy kolacji.
          Natomiast grupki piwnych snobów, kiszące się we własnym sosie na festiwalach, w multitapach i kupujące RISy za dziesiątki czy setki złotych będą napędzały modę na piwo i sprawiały że taka sytuacja będzie czy nawet jest możliwa. Zwłaszcza że rynek piwa kraftowego w Polsce raczej się nie nasycił, jak i zasoby piwnych snobów- nawet jeśli część to beergeecy tymczasowi, zwabieni modą.
          Z kolei ludzi którzy kupują 8pak carlsberga bo akurat jest promocja, bo jak nie to harnaś, no cóż, tych bym nie ruszał bo to nie jest nasz target. Ale nawet oni wiedzą o istnieniu dobrych win, mimo że w życiu żadnego pewnie nie pili, niech też wiedzą że istnieją dobre piwa. Nie zmuszajmy ich jednak do kupowania czy picia, to bez sensu. Może jakiś sprawny browar regionalny da radę się o nich zatroszczyć niefiltrowanym lagerem.

  2. Cała idea edukacji ma szansę trafic do-no właśnie do kogo?
    Moim zdaniem targetem jest młodziez do 40 roku zycia. Dodajmy BOGATA młodzieź. Spójrzmy na rynek pracy -ile mamy średniobogatych polaków- to oni kupią kraft. Nie oszukujmy się. Kraft – jako coś drogiego – względem zarobków- nigdy nie będzie czymś tak popularnym jak eurolager.
    Starsze pokolenie- to może jednostki przejdą na kraft – bo lubią taki smak-ale większosć nauczona przez całe życie smaku eurolagera-będzie miała z kraftem problem
    Znów młodzież – żeby nauczyć -trzeba albo wytworzyć modę-i to się chyba dzieje-albo zaczyna dziać.
    Tyle że tu dochodzi kilka innych spraw. Jedną z nich jest -gorzki smak. Tak-to co my lubimy -większość Polaków odrzuca. Kolejna sprawa -już tez się dzieje-to lokale- jest ich coraz więcej i bardzo dobrze. Trzeba mieć gdzie wypić. Samo piwo- czyli co wypić tez już jest. Akceptacja kwoty wydanej-tez już w dużych miastach jest.
    A Piwny Janusz – czyli taki 40-50 latek – co to coś usłyszal, coś wypił, wie wszystko lepiej- może w życiu wypije jakiś kraft, może nawet smakuje mu Ciechan czy Amber…ale Tatra, Harnaś czy Żubr- są tak samo dobre a tańsze 🙂 (i tu się czuję Piwnym Januszem -bo jak mam pić na grilku -to zdecydowanie jakieś czeskie pilsy -a jak nie ma -to Żuberek wygrywa -1,7zł za butelke…)
    javiki

    • Sądzę, że w całej dyskusji o piwnych Januszach grupą docelową są jednak ludzie, o których pisałeś najpierw – czyli do 40 roku życia, który piwko lubią, pewnie ich stać, ale dla nich szczytem marzeń jest Amber Pszeniczne. Bo to taki trochę underground, ale jednak grzeczny.

      Edukować owszem, trzeba, ale nie uważam, by to było konieczne w stopniu większym, niż obecnie. Rynek kraftowy z roku na rok będzie się automatycznie powiększał i ci, którzy będą zainteresowani, sami trafią na dobre piwo. Jeśli je oleją – trudno. Nie ma co na siłę ich przecągać na „naszą” stronę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *