Piwna laurka dla Mamy

Kocham moją Mamę bezwarunkowo. Gdybym miał wymienić wszystkie powody, dla których uważam ją za osobę wyjątkową, zabrakłoby mi miejsca w internecie. Dziś chciałbym więc napisać o jednym. O pierwszym piwie.

Tak się składa, że nie mam rodzeństwa, a mój Papa przedwcześnie przeniósł się do lepszego świata. Z tego powodu Rodzicielka przez wiele lat była jedyną osobą, która wpływała na moje wychowanie, dbała o mnie i starała się, bym wyrósł na dobrego człowieka. Nie mnie oceniać, czy jej się udało, zapewniam natomiast, że dała z siebie wszystko – jestem Jej za to ogromnie wdzięczny.

Jednym z prikazów, jakie od Niej otrzymałem, było: trzymaj się danego słowa. Skoro podczas Pierwszej Komunii zdeklarowałeś się, że nie będziesz brał alkoholu do ust do 18. urodzin, to się owej deklaracji trzymaj. Tak na marginesie: to niejedyny powód, dla którego z piwem zaznajomiłem się dopiero w dniu osiągnięcia pełnoletności. Pierwszym był fortel użyty przez moich rodziców.
Byłem zdaje się czteroletnim brzdącem, którego ze wszystkich stron bombardowały reklamy złotego napoju. Byłem bardzo ciekaw, jak smakuje, co Starszyznę Plemienną o tyle niepokoiło, że w sąsiedztwie występował niejeden przypadek delikwenta, któren całe dnie spędza na sączeniu piwka pod kioskiem. Co więc wymyślili? Otóż Tata kupił dla mne bezalkoholowego Żywca – podejrzewam dlatego, że było w owym czasie najbardziej gorzkie. Otworzyłem puszkę, wziąłem jeden łyk, zebrało mnie na wymioty i postanowiłem podziękować browarom na kolejne 14 lat.

Nie robiłem imprezy osiemnastkowej, w dniu urodzin jedynie wybrałem się z Mamą do sklepu po ciastko i piwo – byłem ciekaw, czy absmak mi minął. Wybrałem Heinekena, bo… bo nie wiem dlaczego. Może był po prostu świetnie wyeksponowany w sklepie? Odkapslowałem i… fuj! Jakże niedobrym wydał mi się ów napój! Pełen ziołowej goryczki, nieprzyjemnie nagazowany! Rodzicielka musiała dokończyć butelkę za mnie (tak tak, wiem, że to wstyd).

Jednakże nie odpuściłem. Skoro na rynku jest tyle piw to znak, że być może któreś z nich mi posmakuje. I w koooońcu po kilku tygodniach poszukiwań i przekonywania się do smaku browarów zasmakowałem w lekko słodkawym Strongu, który na jakiś czas stał się moim ulubionym piwem.

Ciąg dalszy mojej historii odkrywania piwnego świata nie jest przesadnie fascynujący, dlatego na tym poprzestanę. Chcę tylko powiedzieć, że moja Mama dzielnie wspiera mnie w mojej pasji. Wie, że picie piwa nie równa się alkoholizmowi. Widzi, że pisanie o najlepszym trunku daje mi satysfakcję i sprawia, że czuję się doceniony.

W Dniu Matki chcę więc  jeszcze raz podziękować Ci, Szefowo, za wszystko, co dla mnie robisz, również za suport piwnej pasji. Twoje zdrowie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *