Oddech

Oddech

Po dwóch i pół roku nieustannego pisania pora na tydzień odpocząć od bloga.

Rytm. Gdy rozpoczynałem pisanie bloga w lutym 2014 roku zadałem sobie pytanie, w jaki sposób chcę się wyróżnić na tle innych kolegów i koleżanek piszących o piwie. Ponieważ wtedy moja wiedza nie pozwalała mi na szarżowanie z tekstami zawierającymi specjalistyczne informacje, postawiłem właśnie na rytm.

Cykliczność. Jeden tekst dziennie, codziennie. Wyniosłem takie podejście jeszcze z dziennikarstwa. Wartościowy serwis to taki, który oprócz wysokiej jakości artykułów dostarcza je regularnie. Chciałem być pierwszym blogerem, który robi to codziennie. Tak, wiem, że Tomek Kopyra także wyróżnia się niesłychaną regularnością (co w jego wypadku jest o tyle łatwiejsze, że w życiu zajmuje się tylko piwem), jednak np. nie wrzuca filmów w niedziele i święta, a i nie każda sobota jest obstawiona. Ja pisałem zawsze.

Plan udało mi się wykonywać przez ponad 900 dni. Dzisiejszy tekst jest 941 pierwszym w historii strony jerrybrewery.pl. Artykuły raz powstawały szybko i z dużą łatwością, innym musiałem poświęcać zdecydowanie więcej uwagi. Czasami zdarzało się, że tekst na następny dzień pisałem o północy, bo w końcu „musi coś być”. Uważam, że nie odbijało się to na ich jakości, za to na mojej przyjemności z tworzenia – i owszem.

Zdałem sobie niedawno sprawę, że stałem się niewolnikiem tego rytmu. O ile w przypadku pracy zawodowej jego utrzymywanie jest jak najbardziej wskazane, o tyle jeśli chodzi o pasję – nawet taką, która przynosi ci jakieś zyski – „niewolnictwo” i to na własne życzenie jest totalną głupotą.

Doszedłem więc do wniosku, że potrzebuje tygodnia przerwy od pisania. A później? Później będę pisał na pewno, ale już bez ciśnienia, że codziennie musi pojawić się nowy tekst. Oczywiście zrobię wszystko, by tak było, ale wyłącznie pod warunkiem, że sprawi mi to przyjemność. Gdy poczuję dyskomfort – odpuszczę na dzień lub dwa. Rytmem będzie teraz moja satysfakcja, a nie obowiązek, który na siebie nakładam.

Najbliższy tydzień spędzę w Budapeszcie, więc na pewno przywiozę stamtąd sporo ciekawego materiału, którego obróbka – taką mam nadzieję – znów sprawi mi frajdę. Teraz jednak pora na oddech.

PS: FB i Instagrama przez ten tydzień nie odpuszczę. Oprócz fotek z wyjazdu będę przypominał dotychczasowe teksty, które do dziś cieszą się największą popularnością na blogu. 😉

4 komentarze na temat “Oddech

  1. Hej, jak sobie przypomnę adres to dam Ci namiary na super sklep piwny z degustacją w Peszcie, co więcej w zeszłym roku kupiłam tam imperatora, kiedy w Krakowie już nie było 😉

  2. Co prawda festiwal już się skończy jednak będąc w Budapeszcie może warto wybrać się do „zagłębia piwowarstwa” – kilka browarów w jednym miejscu, mają tam swoje siedziby po sąsiedzku, piwa które spróbowałem bez rewelacji, z rozmów wynikało że póki co nie eksportują piwa do Polski, może w ramach relaksu dałoby się zrobić jakiś materiał na bloga, z moich obserwacji wynika, iż craft węgierski w Polsce jest raczej nieznany
    poniżej link
    https://www.facebook.com/fozdepark/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *