PERUN: „pójść pod prąd” – wywiad

Perun

Browar Perun wypuścił właśnie jubileuszowe, dziesiąte piwo. Z tej okazji rozmawiałem z piwowarem ekipy, Adamem Czogallą, o pogaństwie, nowozelandzkich chmielach i… kretach.

Zanim przeszliśmy do oficjalnej części wywiadu, pogadaliśmy „o życiu”, a także miodosytnictwie, którym Adam zajmuje się prywatnie i kto wie, czy nie przeniesie go na pracę. W planach browaru Perun jest bowiem braggot, ale to melodia przyszłości. My zaczęliśmy od spraw aktualnych.

JERRY BREWERY: Złoty Strzał – tak nazywa się nowe piwo Peruna. Nijak mi się to kojarzy z mitologią słowiańską. (śmiech)
ADAM CZOGALLA:
Ponieważ obchodzimy mały jubileusz – Złoty Strzał jest naszym dziesiątym piwem – pozwoliliśmy sobie tym razem odejść od słowiańskiej stylistki. Stwierdziliśmy, że to będzie idealna nazwa dla takiego „silent killera”, jakim jest to piwo. Już sama dawka chmielu, którą użyliśmy, mogłaby zabić człowieka. (śmiech)

Oj tak, szczególnie czuć ją w aromacie. To piwo pachnie bardzo intensywnie!
Powiem ci, że jak na ilość chmielu, jaką użyliśmy, nie jestem do końca zadowolony. Myślałem, że aromat będzie jeszcze mocniejszy. Piwo sprzedaje się póki co bardzo dobrze, ale nie jestem pewien czy je powtórzymy. To jest 19 Blg, a w Wąsoszu ciężko jest wyciągać tak wysokie ekstrakty. Poza tym w przypadku Złotego Strzału filtracja jest dość uciążliwa.

A nowy sprzęt, który trafił do Wąsosza zmieni jakoś tę sytuację?
To są wyłącznie fermentory, także jedyne, co zmieni – z czego oczywiście się cieszę – to częstotliwość warzenia. Co do problemów z uwarzeniem kolejnej warki Złotego Strzału: na rynku jest bardzo mało chmielu i szykuje się ciężkie lato.

Ale przecież wkrótce do sprzedaży trafią świeżynki z Nowej Zelandii. Właśnie wystartowały tam zbiory.
Nie lubię tamtejszego chmielu. Dla mnie jest za słodki. Ja wolę takie odmiany, które nadają piwu wytrawności. Poza tym Nelson Sauvin lubi płatać figle podczas warzenia, pojawiają się te kocie aromaty…

Rozumiem. Zanim jednak wrócimy do piwa, chciałbym cię dopytać o mitologię słowiańską, z której czerpiecie. Ktoś z browaru jest jej fanem?
Szczerze? Nikt. (śmiech) Bardzo długo szukaliśmy nazwy, mieliśmy chyba z 30 propozycji. O mało co, a nazywalibyśmy się Raven, ale okazało się, że ta nazwa jest już zarezerwowana w Europie. Po wielu bataliach byliśmy tak zmęczeni tym tematem, że gdy padł pomysł Perun, nawet nad nim nie dyskutowaliśmy. Później doczytaliśmy co nieco o słowiańskiej mitologii, mogę więc powiedzieć, że jestem biegły w temacie pogaństwa, a nawet neopogaństwa.

No właśnie. Moda na tradycje przedchrześcijańskie na ziemiach polskich powraca, vide popularność zespołu Żywiołak.
Tak, dowiedziałem się nawet, że istnieją w naszym kraju trzy kościoły rodzimowierców. Co więcej, tu nie chodzi o prostą wiarę w bożków, tylko o głębsze rozumienie świata. To niezwykle interesujące i inspirujące.

Zostawmy już mitologię i wróćmy do browaru. Nie da się ukryć, że jesteś swego rodzaju twarzą Peruna, ale firma to nie tylko ty. Kto jeszcze tworzy ten browar?
Browar Perun to interes rodzinny. Nasz inwestor, pan Leszek, wywodzi się z przemysłu petrochemicznego, ale był nim zmęczony, głównie z powodu użerania się z urzędnikami. Sprzedał więc firmę i szukał nowego interesu. Rozeznał się na rynku i postawił na browar.

Jak trafił na ciebie?
Polecił mnie Krzysiek Lechowski (prezes PSPD – przyp. jb), do którego inwestor napisał. Spotkaliśmy się kilka razy, ja przynosiłem swoje piwa domowe i tak, krok po kroku, doszliśmy do porozumienia – stwierdziliśmy, że jest nam ze sobą po drodze. Ja wcześniej szukałem sposobu na sfinansowanie własnego browaru, ale i taki układ bardzo mi pasuje. Pozostali ludzie w Perunie to rodzina inwestora. Tomek zajmuje się sprzedażą, transportem i magazynowaniem. Iwona, żona Tomka, odpowiada za elementy graficzne i gadżety: koszulki, kubki itd. Grafiki projektuje agencja zewnętrza. Owszem, trochę to kosztuje, ale zależy nam na pełnym profesjonalizmie na każdym kroku.

Jeśli chodzi o grafikę: jesteście jednym z nielicznych kontraktowców, który ma dedykowany kapsel. To podobno nieopłacalne. Co o tym sądzisz?
Za pierwszym razem zrobiliśmy je w kraju, na sitodruku, ale jak pewnie pamiętasz – grafiki ścierały się. Czyli nie dość, że źle to wyglądało, to jeszcze kosztowało koszmarne pieniądze. Jeśli goły kapsel kosztuje powiedzmy 2,5 gr., tak za te zapłaciliśmy chyba ze 12 gr. Pogadaliśmy na ten temat z innymi browarami i okazało się, że można to zrobić taniej i lepiej we Włoszech. Jednak warunek jest jeden: zamówienie musi wynosić przynajmniej 500 tys. sztuk. Wiadomo – małym browarom ciężko jest się porwać na taką ilość. Jednak koniec końców zdecydowaliśmy się zamówić zarówno białe, jak i czarne – w sumie 1 mln sztuk. Powinno nam wystarczyć na dwa lata.

A czy w tym czasie przeniesiecie się do własnego browaru? Słyszałem, że wynikły jakieś problemy przy budowie…
Oprotestowali nas okoliczni mieszkańcy, którzy złożyli oficjalne pismo, by zabronić budowy browaru. Spotkaliśmy się z nimi. Okazało się, że z powodu niewiedzy mają – zrozumiałe zresztą – obawy. Myśleli, że będziemy tak dużym browarem, jak pobliska Warka, że w okolicy będzie smród i hałas, a ciężarówki rozjadą drogę.  Wyjaśniliśmy im, jak to ma w rzeczywistości wyglądać i większość z mieszkańców udało nam się przekonać. Problemem okazała się jedna para, która chciała nas zaszantażować. Chodziło o zakup działki za cenę wziętą z kosmosu. Odpuściliśmy. Bardziej kalkulowało nam się zrobić krok w tył i poszukać nowego miejsca.

Czy już je znaleźliście?
Tak, mamy już nowe miejsce, w okolicy Góry Kalwarii, ale tam także występują pewne trudności… Ekolodzy bronią kretów… Powiem, że obecnie sprawa jest w Samorządowym Kolegium Odwoławczym. Mam nadzieję, że uda się ją wygrać.

Na razie więc musicie warzyć w Wąsoszu. Jak układa się wasza współpraca?
Znam się z Michałem (Olszewskim – przyp. jb), właścicielem Wąsosza, mam z nim podobne spojrzenie na piwowarstwo, więc dobrze się dogadujemy. Gdy Marcin (Ostajewski – przyp. jb) został tam głównym technologiem, zacząłem go „męczyć”, by nas wziął do siebie. W końcu zapadła decyzja o współpracy. Obecnie mamy zarezerwowany sprzęt na dwie-trzy warki miesięcznie.

Ostatnie miesiące to sporo nowości ze strony Peruna…
Cóż, rynek taki już jest, że szuka ciągle nowych doznań, co mi nie do końca odpowiada, wolałbym bowiem częściej warzyć starsze piwa. Uważam, że Noc Kupały i Sabat Czarownic to bardzo dobre, stabilne piwa, ale ciężko się sprzedają, gdyż już nie są nowe. Najpierw próbowaliśmy kopać się z koniem i nie wypuszczać tak wielu premier, jednak na chwilę obecną nie ma takiej opcji. Co więcej, klient ciągle oczekuje czynnika wow, ale przy tym często chciałby, by było to piwo sesyjne. Tyle że piwo sesyjne siłą rzeczy będzie trochę wodniste, nie może mieć pełni. A to znów nie trafia w gusta klientów – i kółko się zamyka.

Jak w takim razie przedstawiają się wasze plany jeśli chodzi o warzenie?
Szykujemy się na gorący, festiwalowy okres. Na każdej imprezie masz przynajmniej ze 20 premier. Zastanawiam się więc, czy przypadkiem nie pójść pod prąd i nie robić premier w tym czasie. (śmiech) W tym wysypie nowości jakieś na pewno zginą, a przecież nie o to nam chodzi. Myślę, że niedługo przekroczymy punkt krytyczny, w którym ludzie przestaną się jarać wszystkimi premierami i skupią się tylko na kilku markach, które im najbardziej pasują. Mam nadzieję, że będziemy wśród nich.


Dziesiąte, jubileuszowe piwo okazało się być najmocniejszym w dorobku Peruna. Cóż tam ciekawego uwarzył Adam?

Perun Zloty Strzal

ZŁOTY STRZAŁ
Perun
Imperial IPA
Cyferki: alkohol 8,4% obj., ekstrakt 19%, 100 IBU

ZAPACH: ach, jak ja lubię, gdy towarzysze piwowarzy sypią sporo chmielu na aromat! Adam nie szczędził roślinki, przez co Złoty Strzał intensywnie pachnie ananasem, mango i pomarańczami. Nie brakuje oczywiście słodyczy pochodzącej ze słodów, co jeszcze mocniej zachęca do degustacji tego piwa.

PIANA: biała, niezbyt okazała powłoka, raczej nietrwała. Za to lacing ładny.

KOLOR: ciemny bursztyn, mocno zamglony.

SMAK: oto cichy zabójca – nigdy bym nie powiedział, że to ma aż 8,4% alkoholu. Ten przykryty jest przez świetnie zbalansowaną słodycz i goryczkę. Złoty Strzał jest treściwy, a przy tym umiarkowanie wysycony, przez co pije się go relatywnie długo, za to z przyjemnością. W każdym łyku rządzą owoce: ananas, mango i pomarańcza, zaś wieńczy go mocno zaznaczona goryczka.

piwo8

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *