Nie muszę pić samych nowości czyli gra o lepszy kraft

GRA O LEPSZY KRAFT

Polskie browary oszalały! Dostarczają nam takiej liczby nowości, że nikt nie jest w stanie ich wszystkich ogarnąć. I bardzo dobrze.

Niedawno przez piwną sieć przetoczyła się dyskusja o kondycji polskiego kraftu, w której najdonośniejsze głosy zabrali Kuba z bloga The Beervault oraz Tomek Kopyra. Obaj panowie przedstawiają swoje, słuszne zresztą, racje. El Desmadre podkreśla, że polscy piwowarzy cierpią na biegunkę nowości, w ich zalewie nieco zapominając o jakości piwa i gruntowaniu pozycji swoich marek. Kopyr kontruje mówiąc, że właśnie o to w tej zabawie chodzi – by piw było jak najwięcej, na czym korzystamy my – konsumenci, mając wreszcie prężny i bogaty w doznania rynek.

Prawda jak zwykle leży pośrodku. Z jednej strony wręcz nie mamy prawa wybrzydzać, gdyż właśnie o taką sytuację walczyliśmy: o setki dobrych (czasami wybitnych piw), których różnorodność daje nam wybór i pozwala każdemu beer geekowi znaleźć coś dla siebie. Z drugiej jednak sytuacja owa przypomina wyścig szczurów, w którym wygra ten, kto wypuści więcej nowości i bardziej przegnie w swoim trunku. Z tego powodu często gubi się gdzieś jakość. Nie to, że na rynek trafiają piwa wybitnie złe, ale wielu sporo brakuje do doskonałości. Takie życie.

DWIE STRONY NAWAŁNICY

Dlaczego tak się dzieje? Przyczyny są tak naprawdę dwie. Po pierwsze: to my, fani piwa, liczymy na ciągle to nowe doznania. Wielu z nas przygodę z ambitnym piwem zaczęło niedawno i nie ma jeszcze wyrobionego zdania na temat swoich ulubionych stylów. Chcemy więc dostawać ich jak najwięcej, w każdej możliwej wariacji, by krok po kroku odkrywać przebogaty świat najlepszego i najciekawszego z trunków.

Nie da się ukryć, że taka postawa doprowadza do kuriozalnej sytuacji, w której na półkach zalega wiele znakomitych piw tylko z tego powodu, że nie są nowościami. Mówił o tym zresztą Adam Czogalla z browaru Perun w wywiadzie udzielonym mi podczas Craft Beerweek. Dzieje się tak dlatego, że liczba fanów kraftowego piwa rośnie zdecydowanie wolniej, niż podaż. Aby nas zaspokoić, browary muszą torpedować nas nowalijkami.

Drugim powodem jest ciągota piwowarów do nieustannego warzenia coraz to nowych produktów. Rewolucja trwa u nas raptem cztery lata, mistrzowie warzenia nie zdążyli się więc jeszcze nacieszyć wolnością, jaką im ta rewolucja daje. Korzystając z kreatywnego pobudzenia, ciągle kombinują niczym szaleni naukowcy, przygotowując wymyślne receptury i z równym zaciekawieniem co my czekają na efekty swojej pracy.

Wcale się nie dziwie tej sytuacji – to naturalna kolej rzeczy dla każdego młodego rynku. Nieokiełznany prze do przodu, nie bacząc na konsekwencje. Jest niczym dziecko, które pierwszy raz wlazło do piaskownicy. Szaleje, buduje zamki, obrzuca się piaskiem i cieszy michę z każdej psoty, której dokona. Trzeba mu to wybaczyć i po prostu przeczekać.

TRZY KROKI DO DOSKONAŁOŚCI

Pierwszym krokiem jest odpuszczenie dzikiego pędu za wszystkimi premierami. NIE MUSISZ, drogi Czytelniku, a nawet nie potrzebujesz być na bieżąco. Twoim celem powinno być wykształcenie sobie gustu, edukowanie się i odkrywanie piwnych tajemnic, co z czasem przełoży się na mądre i rozważne konsumenckie wybory. Ja już dawno sobie odpuściłem, stawiając na wyselekcjonowane piwa.

Drugi krok to zrozumienie, że rynek od strony popytu rozszerza się wtedy, gdy marki ugruntowują swoją pozycję. Apple nie wypuszcza co miesiąc przełomowego urządzenia – wielką premierę organizuje raz na kilka lat, co jakiś czas „tylko” udoskonalając swoje wyroby. To właśnie takiej polityce zawdzięcza swój sukces i miano jednej z najbardziej wartościowych firm na świecie.

Dlatego w tej materii kraftowcy muszą zacząć czerpać z doświadczeń… koncernów. Mówcie co chcecie o jakości ich piw, ale swoją popularność Żywiec, Tyskie, Lech czy Żubr zawdzięczają właśnie mozolnemu budowaniu konsumenckiej świadomości. Dziś wielu fanów tych piw kupuje je nie dla samego napoju, a dla brandu i całej otoczki, która mu towarzyszy. Nie chcę rzecz jasna sprowadzać piw rzemieślniczych do poziomu meczowych przerywników, ale to właśnie utrwalenie w społeczeństwie silnej marki pozwala na poszerzenie grona odbiorców.

Zresztą w świecie nowofalowego piwowarstwa też mamy takie przykłady: Rowing Jack, Atak Chmielu, a nawet Sunny Ale od Doctora Brew. Wielu nowicjuszy zaczyna swoją przygodę właśnie od tych tytułów. Dlaczego? Ponieważ wszędzie ich pełno, a każdy nieco starszy fan piwa wymienia je w pierwszej kolejności, gdy mówi o swoich kraftowych doświadczeniach. I to właśnie one wciąż schodzą z półek jak świeże bułeczki

PRZYKŁAD W WINIE

Ostatnim krokiem w tej „przemianie serc” jest postawienie na „społecznościową” funkcję piwa. O co mi chodzi? Zobaczcie, jakim fenomenem jest wino. Jego degustacja  to prawdziwe święto, to spotkanie dwójki (lub więcej) ludzi, którzy delektując się znakomitymi trunkami, wchodzą ze sobą w kooperację. Dyskutują, kontemplują, zaczynają nadawać na tych samych falach. Co ważniejsze, nie szukają przy tym ekstremalnych doznań. Stawiają na sprawdzone marki, wymieniając jedynie ich roczniki i porównując, który jest lepszy.

Sądzę, że świat piwa też dojrzeje do takiego stanu. Będziemy spotykali się w multitapie nie po to, by degustować kolejne niesamowite nowalijki, ale przede wszystkim po to, by pogadać o życiu oraz 21. warce Berserkera od Kingpina, próbując wyłapać niuanse, które różnią ją od poprzedniczek.

Kiedy to nastąpi? Nie mam zielonego pojęcia. Na razie jest jeszcze sporo do zrobienia jeśli chodzi o zbudowanie podwalin pod tę wizję idealnego piwnego świata. I na tej budowie się skupmy. Na dalsze kroki przyjdzie jeszcze czas.

0 komentarzy na temat “Nie muszę pić samych nowości czyli gra o lepszy kraft

  1. spora część piw jest zasypana amerykańskim chmielem, więc gdzie tu szukać nowych doznań ? Oczywiście- powstają piwa bez niego, ale one nie maja szansa na przetrwanie, no bo przeciez nie są nowofalowe.

    Ja tam już dawno odpuściłem sobie pogoń za nowościami- raz: wysokie ryzyko, dwa- stosunek jakość/cena jest czesto słabiutki, trzy- dostępność coniektórych piw jest dramatyczna (myśle tu o piwach specjalnych typu ris i bw od doktorków, quatro i imperator z pinty…), zapisy zeby mozna było kupić piwo- to jest rewolucja ?
    W zeszłym roku żadne polskie piwo dupy mi nie urwało, picie kolejnych apa,ipa – nuda, nie widzę już w tym nic ekscytującego…. Wole sięgnąć po jakiegoś Belga- tam wiem że jest jakość na stałym wysokim poziomie, piwa nie zawodzą, a różnorodność styli jest przeogromna

    • Każdy widzi to, co chce i jak chce. IMO jesteśmy na takim etapie piwnej ewolucji, że siłą rzeczy Ameryka jeszcze rządzi. To się jednak sukcesywnie zmienia: rzuć okiem na kolejne wydania moich piwnych wiadomości, a na pewno wyłapiesz ten trend 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *