Miłość i papierosy

Smoke

Artysta musi sobie czasami zapalić – oto wniosek mych i K. rozważań dotyczących cybernetyki życia.

Nie palę nałogowo, co to to nie – nigdy nie zamierzałem i nie chcę. Czasami przychodzi jednak taki moment, że trzeba chwycić fajkę w zęby i się zaciągnąć. Nie chodzi o smak, o nikotynę czy dym. Kluczem jest sama czynność i artystyczny rozpierdol.

Uważam, że w każdym z nas żyją dwie osobowości, choć pewnie w różnych proporcjach się objawiające. Jedna rozważna, ułożona, doskonale wiedząca czego chce, do czego dąży, kim jest. Ma wizję siebie za 10 czy 50 lat, wie jak się zachować, by w czyn ją wprowadzić. Nie rozmyśla – działa. Gdy trafi na problem, po prostu go rozwiązuje, a nie rozgrzebuje, czyniąc go jeszcze większym.

Druga to osobowość złożona ze sprzeczności, nasiąknięta emocjami, rozdarta wewnętrznie. Rozważająca wszystko: od tego, dlaczego dziś na stołówce jest rosół zamiast pomidorowej, aż po to jak odróżnić miłość od przyzwyczajenia. Stawia pytania i szuka odpowiedzi, choć niekoniecznie je znajduje. Burzy spokój, panoszy się po umyśle, odwraca uwagę od prawdziwego życia. To właśnie jej potrzebne są papierosy, czynność palenia dodaje jej pieprzu, jakiejś niepoprawności. Jest cholernie intymna, choć z drugiej strony ekstrawertyczna. Zaciągając się dymem, wciąga myśli, wątpliwości. Wypuszcza przemyślenia, wnioski. Czy słuszne? To już sprawa raczej drugorzędna – poprawność działania zweryfikuje osobowość pierwsza.

Sęk w tym, żeby od żadnej nie uciekać. Zdać sobie sprawę z ich istnienia i zaakceptować je. Gdy ta nadwrażliwa potrzebuje wyleźć na wierzch, pozwolić jej na ten artystyczny rozpierdol. Dać papierosa, mikrofon, kartkę, aparat – cokolwiek. Niech się urodzi. Niech wyrzuci nagromadzone emocje. Umiejętnie sterując jej istnieniem, nie doświadczymy zbyt wielu cierpień. Po prostu je zaakceptujemy, mądrze wykorzystamy i przejdziemy do stanu rozwagi, realizacji planów i marzeń.

Ja popełniłem błąd. Próbowałem stłamsić swoje (i nie tylko swoje) rozedrganie. Gdy pojawiał się problem, chciałem go przykryć spokojem i rozwagą, zamiast po prostu dać mu uderzyć pięścią w stół. Pozwolić na skok na główkę, złość, chwilowy smutek. A ono nie odpuszcza, ono się kumuluje, gromadzi gdzieś wewnątrz i nagle eksploduje z niesamowitą siłą. Owocuje końcem świata i pustką.

Ale przecież wszystko można naprawić. Dopóki łączą nas choćby tylko miłość i papierosy, jest jeszcze czas na powrót do równowagi i spokoju. Można umrzeć na trzy dni, a później zmartwychwstać.

Wszystkiego dobrego Państwu życzę na Wielkanoc.

0 komentarzy na temat “Miłość i papierosy

  1. Pingback: Weselne imponderabilia | Jerry Brewery

  2. Pingback: Lebowski – istniejący film | Jerry Brewery

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *