HOP HOOLIGANS – niespodziewany cios z Rumunii

Czekacie na nową gwiazdę europejskiego piwowarstwa? Mam przekonanie, że odkryliśmy ją w Rumunii.

Nie wiem, czy macie podobnie, ale ja jeżdżąc za granicę, oceniam piwa w odniesieniu do innych wypróbowanych na miejscu. Przez co jakieś tam Pale Ale, które w Polsce, Wielkiej Brytanii czy USA przepadłoby z kretesem, w kontekście miejscowego kraftu wybija się ponad przeciętność, więc chwalę je wniebogłosy.

Spodziewałem się, że wizyta w Rumunii będzie obfitować w podobne wrażenia. Wynotowałem kilka browarów (większość bardzo młodych), spodziewając się, że to pazie, które dopiero uczą się rzemiosła. Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdym zanurzył gębulę w trunkach Hop Hooligans

To browar, który wystartował raptem kilkanaście miesięcy temu w jednej z małych miejscowości pod Bukaresztem (Jilava). Od tego momentu dorobił się – jak wskazują portale agregacyjne – ok. 20 piw. Większość z nich miałem okazję spróbować w czasie urlopu. Chętnie napisałbym Wam coś więcej na temat tego, kto tworzy ten utalentowany kolektyw oraz na jakim sprzęcie warzy, ale informacje na stronie są ograniczone, a tempo odpisywania na maile iście ślimacze. Odsyłam więc do strony internetowej -> https://www.hophooligans.ro/. Tymczasem sam zabieram się za recenzje.

Gwoli ścisłości i uzupełnienia wstępu:

Hop Hooligans to klasa jeśli nie światowa, to przynajmniej europejska.

W Polsce na luzie byliby w TOP 5. Ich potencjał, talent, pomysłowość i jakość piw porównałbym do estońskiej Põhjala. Browaru z kraju kraftowego no-name, a jednak znakomitego, na którego trunki zęby szczerzą miłośnicy sztosów z całej Europy. Mam wrażenie, że Hooligansi zdają sobie sprawę ze swojej klasy, o czym świadczy komunikacja prowadzona wyłącznie po angielsku, również na etykietach. Do tego wysoki nacisk na stronę wizualną – to standard tylko wśród najlepszych marek. Stawiam więc, że gdy w końcu ktoś ich odkryje dla Europy, ruszą na podbój dumnym krokiem. Rumunia jest dla nich zwyczajnie zbyt mała.

A teraz czas ma szybki przegląd w kolejności spontanicznej i raczej niepełnej w stosunku do tego, co degustowane było.

Nutbusters (Cocoa Vanilla IPA)

To IPA uwarzone w kooperacji z drugim najlepszym – w moim mniemaniu – browarem z Rumunii, Bereta. India Pale Ale dla beer geeka niby nie brzmi sexy, ale gdy weźmiemy poprawkę na dodatki, robi się ciekawie. W trunku wylądowały kokos i wanilia, dzięki czemu całość nabiera hawajskiego, drinkowego charakteru. Dodatki wybijają się tu na pierwszy plan, ale dają swobodnie dojść do głosu owocom tropikalnym i słodowej podbudowie z ładnie i sensownie zaznaczonym toffi. Piwo jest bardzo gładkie, słodkie, z lekką goryczką. Naprawdę świetny, przemyślany wywar. [9]

Night Lights (Black IPA)

Z jednej strony Hop Hooligans ma z tym piwem problem klasyczny dla polskich browarów – Night Lights bliżej do American Stoutu niż Black IPA. Z drugiej: kogo to obchodzi, skoro trunek sam w sobie jest perfekcyjny? Mnóstwo tu czekolady, kawy i zielonych akcentów od chmielu: żywica, sosna, odrobina ziół. Całość jest świetnie zaprojektowana, poukładana i wykonana. Zaprawdę powiadam wam – mało jest browarów na tym świecie, które utrzymują mnie w przekonaniu, że piwowar doskonale wiedział co chce osiągnąć i chęć swą zrealizował bezbłędnie. [8,5]

Melting Pot (Barley Wine)

Tu moje notatki nie mówią za wiele oprócz faktu, że akurat to piwo Chuliganom wyszło nieco gorzej niż inne. Acz jak zobaczycie ocenę końcową to… każdy chciałby zaliczać takie „nieco gorzej”. Wszystko jest tu w sumie na swoim miejscu: melanoidy, karmel, brzoskwinie, figi, syrop, sympatyczną gorycz. Sęk w tym, że nad całym bukietem góruje niezbyt przyjemny alkohol. W aromacie wierci nos, w smaku gryzie po migdałkach. Jeśli uda się mu ukręcić łeb, będę mega kontent. [6]

Koschei (Imperial Stout)

Klasyczny RIS, w dodatku relatywnie słodko zatarty (11% alko z 26 Plato). Co my tu mamy? Ano proszę państwa totalna czekolada. I z butelki, i ze szkła, i po przelaniu do gardziołka. Na wielkie brawa zasługuje ukrycie alkoholu, który przykryty został toną innych wrażeń. Po wzięciu do ust czuje się gęstość rozpuszczonej czekolady i przyjemną, szlachetną alkoholowość. Na końcu miła goryczka spina to piwo i każe mu dać wysoką ocenę. Znowu. [8]

Crowd Control (IPA)

Mamy do czynienia z ciekawą sytuacją w kontekście tego piwa. Otóż najpierw wypiliśmy rzeczone IPA, podbite pszenicą i płatkami owsianymi, lane w Sybinie i – mówiąc oględnie – nie był to trunek wybitny. Wodnisty, nijaki, za mało w nim owoców. Piwo sprawiało wrażenie ewidentnie „zmęczonego”. Cztery dni później dorwaliśmy je w Klużu w wersji butelkowej. Ta sama warka, efekt zgoła odmienny. Mnóstwo nafty, marakui, żywicy, grejpfruta. Do tego bomba cytrusowo-tropikalna (ananas!) w smaku. Naprawdę świetne, klasowe IPA. [7,5]

Fist Fight (Session IPA)

Tutaj już żadnych usprawiedliwień nie ma. W sensie – nie jest to złe piwo, ale totalnie beznamiętne. Woda, trochę cytrusa, jakieś mango, trochę goryczki na motyw albedo. Do tego trochę siarki. Skoro nie mam nic więcej do powiedzenia, krótki komentarz ogólny. Po pierwsze (to minus) większość IPA w Rumunii jest, jak na mój gust, zbyt nisko nagazowana, przez co nie tak rześka, jak być po winna. Po drugie (to plus) – nie spotkaliśmy tu żadnego India Pale Ale, które zalatywałoby karmelem. No cóż za piękna cecha! Polacy, proszę się uczyć! [4,5]

Dumpster Bear (Milk Stout)

Jedno z tych piw, o których za bardzo nie ma co pisać. W sensie, jest to bardzo poprawny, stylowy Milk Stout – i to właściwie tyle. Czekolada, kawa z mlekiem, nawet niezłe ciało, goryczka znikoma. Brzmi to jak pochwała, ale Hop Hooligans są zdecydowanie zbyt dobrzy, by zadowalać się piwem „jedynie” stylowym. [5,5]

Royal Execution (ESB)

Kolejne piwo koncepcyjne Chuliganów, które pewnie nie wszystkim przypadnie do gustu, za to nie sposób nie docenić pomysłu. Na warsztat ekipa spod Bukaresztu wzięła Extra Special Bitter, czyli nudę, choć skądinąd przyjemną. No i ta „nuda” ma wszystko, co styl obiecuje, czyli słodową podbudowę, sporo jasnych owoców, elegancką goryczkę. I w tym momencie można byłoby wzruszyć ramionami, gdyby nie użycie chmielu Sorachi Ace, który zmienia tu wszystko. Nagle kokosowo-koperkowy wtręt zaczyna dominować w sposób zdecydowany, ale i przyjemny. Zrywa papę z dachu – nie na zasadzie orgii smaków i aromatów, a po prostu świetnego pomysłu, jeszcze lepiej zrealizowanego. [7]

Tonka Rush (Imperial Stout)

Drugi RIS, z którym miałem przyjemność, tym razem z dodatkiem kawy oraz znanej polskim beer geekom tonki (odmiana bobu, jeśli się nie mylę). I znów muszę się powtórzyć: uzyskane połączenie nie każdego powiezie windą do nieba, za to nie ma opcji, by nie ukłonić się pomysłodawcy w pas. Tonka Rush to bomba składająca się oczywiście z kawy i czekolady, ale też niesfornego marcepana i przewrotnej wanilii, które wspólnie próbują dostać się na pierwszy plan. Czy im się uda? A to już zależy od tego, czy je odpowiednio ogrzejesz. [8]

Cannon Fire (Coconut Porter)

I jeszcze jedno piwo z koncepcją. Tyleż oczywistą, co perfekcyjnie wykonaną. Połączenie porteru z kokosem brzmi tak prosto, jak tylko może, ale wywołuje na mordeczce efekt uśmiechu jak mało co. Ponieważ za dużo w notatkach nie mam, zakończę ten krótki wywód hasłem „Milky Way”. [8]

Lederhosen (Hefe-Weizen)

Na wstępie trzeba sobie jasno powiedzieć – nie jest to typowy Weizen, ponieważ piwo ma 6% alko. I to czuć – nie w sensie spirytusowego rozgrzewania, a pełni doznań, jaką Lederhosen oferuje. Zastosowanie potrójnej dekokcji i odpowiednie przeprowadzenie fermentacji sprawiło, że jest to pszeniczniak, w którym główną rolę odgrywają banany i wanilia. W smaku zaś wyraźnie znać ciasto chlebowe i kwaskowość, także łudzoną przez fenole. Bardzo dobre i nadspodziewanie rześkie jak na parametry piwo. [7]

Modern Mosaic (Imperial IPA)

Jakom rzekł wcześniej, degustowane przeze mnie w Rumunii IPA nie mają za grosz karmelu, ale melanoidy się zdarzają. To piwo ewidentnie pachnie skórką od chleba, co ciekawie wpisuje się w całą koncepcję. Sporo tu tropików – takie Mosaikowe zboczenie – i odrobina obowiązkowej nafty. IMO trochę za ciężkie i odrobinę – że tak powiem – zbyt wymagające jak na IPA, ale znów: świetnie wykonane. Czapki z głów. [7]

Chupacabra (Imperial Stout)

Podobnie jak w Koschei mamy 11% alko z 26 Plato, ale Chupacabra została ewidentnie inaczej skonstruowana. Moje skojarzenia wędrują ku Mr. Hard’s Rocks, czyli pralinowej bombie, mocno wspartej śliwkami i figami oraz świeżo paloną kawą. Czyli właściwie RISowy podręcznik. Nie mam nic więcej do dodania i wystawiam kolejną świetną ocenę. [8,5]

Hop Hooligans to bez dwóch zdań browar, który całościowo wywarł na mnie największe wrażenie w ostatnich tygodniach, a nawet miesiącach. Mam nadzieję, że wkrótce zobaczymy jego piwa w Polsce. A jeśli nie – koniecznie polujcie na nie w czasie wypraw do Rumunii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *