Browanza, Craftownia i pomarańczowy Stout

browanza

Nowy browar, brokreacyjne piwo specjalne, whisky z beczki po IPA i dwa klasyki. Za mną naprawdę przyjemny i intensywny weekend.

Sezon wyjazdowy szczęśliwie zakończyłem tydzień temu, przyszła więc pora na przerzucenie się do multitapów. Grudniowy Kraków jak zwykle oferował moc atrakcji, zarówno w piątek, jak i w sobotę, więc postanowiłem z nich skorzystać.

Na rozpoczęcie weekendu uderzyłem do Craftowni, gdzie debiutanckie piwa prezentował nowy krakowski kontraktowiec – Browanza. Dzień później razem z Kokosem warzyłem świąteczny Stout, by wieczorem znów wybrać się na Kazimierz. Tym razem celem – oprócz oczywiście spotkania ze znajomymi – było spróbowanie nowego wywaru Brokreacji. Ale po kolei. 😉

BROWANZA, KAZIMIERZ I AEGIR

O powstaniu tego kontraktu słyszałem już jakiś czas temu, ale dopiero w miniony piątek miałem okazję poznać go nie tylko uchem, ale też i układem pokarmowym. Browanza to browar założony przez Mateusza Wachowicza, utalentowanego piwowara, a także sędziego PSPD. Pierwsze dwa komercyjne piwa zdecydował się uwarzyć w restauracji Marysia Szczyrzycu. Dobry wybór. 😉

Beczki „odszpuntowano” równo o 20:00 we wspomnianej Craftowni. Przyznam, że dawno nie widziałem takich tłumów w położonym na Kazimierzu multitapie. Znajomi Mateusza oraz fani piwa dopisali, wypełniając miejscówkę do ostatniego miejsca. Miałem szczęście, że przyszedłem trochę wcześniej i zająłem miejsce tuż przy barze.

kazimierz-apa

Zanim jednak sięgnąłem po piwa Browanzy, spróbowałem innego debiutu – Kazimierz APA z browaru Kazimierz, warzącego – nie zgadniecie – w Szczyrzycu! Ekipa podobno znalazła inwestora, który wyłoży kasę na budowę fizycznego browaru, jednak do tego czasu ma w planach lecieć na kontrakcie. Start jest obiecujący – mocno owocowe piwo o wyraźnych nutach ananasowo-pomarańczowych. Pije sie je bardzo przyjemnie, bo oprócz owocowego muśnięcia dobrą robotę robi wyraźna, choć krótka goryczka. Jedyna uwaga to deklarowany styl: APA o mocy 5,9%? Coś mi tu nie pasi. 😉 [7]

second-fiddle-browanza

Później przyszła pora na głównych bohaterów wieczoru, czyli piwa Browanzy. Zacząłem od Second Fiddle – Double American Wheat (7% alkoholu, 17 Blg) z dodatkiem limonki. To właśnie zielona koleżanka przejmuje dowodzenie w aromacie – charakterystyczny cytrusowy wytrawny aromat zachęca do skosztowania piwa i zwiastuje sporą pijalność, mimo przecież nielekkiego ekstraktu. W smaku dużą rolę odgrywa baza słodowa, która nadaje Second Fiddle pełni i gładkości. Limonka i chmiele kontrują ją, wprowadzając owocowe orzeźwienie. Bardzo solidna robota. [7,5]

blind-date-browanza

Drugie premierowe piwo – Blind Date – to żytni FES (6,5% alkoholu, 16 Blg) leżakowany z płatkami dębowymi. To także naprawdę udany wywar, andrutowy w zapachu, w smaku zaś bardziej kawowy, z minimalnym muśnięciem wanilii.  Spodziewałem się większej pełni (vide: żyto), ale jej niestety zabrakło. Tak czy owak – propsuję. [7]

Mateusz zaczyna bardzo obiecująco – dwa piwa i dwa celne strzały. Wad brak, przyjemności sporo, oryginalne pomysły też są. Przydałyby się tylko nieco lepsze grafiki oraz bardziej wpadające w ucho nazwy. Ale wszystko w swoim czasie.

natt-imperial-porter-aegir

Niczego nie brakuje za to Natt Imperial Porter (10% alkoholu) z Aegrir Bryggeri. Jedna z perełek norweskiego browaru wyróżnia się przede wszystkim świetnym aromatem i posmakiem marcepana, zupełnie nieoczekiwanym. Charakterystyczne dla stylu akcenty czekoladowe także są tutaj obecne, ale wyłapuję je jakby na drugim planie. Smaczne! [8,5]

glenfiddish-ipa

Na koniec tego wieczoru spróbowałem Glenfiddich IPA, czyli whisky leżakowane w beczce, w której wcześniej kształtu nabierało IPA ze Speyside Craft Brewery. Ponieważ kompletnie nie znam się na whisky, więc trudno mi go jednoznacznie ocenić. Powiem tylko, że raczej nie wyczuwam nut charakterystycznych dla IPA. Owocowość jakaś owszem, jest, ale bardziej w duchu gruszkowo-jabłkowym. Do tego sporo motywów słodowych. Na plus dobrze ukryty alkohol. Pali, a jakże, ale nie aż tak, jak przyzwyczaiły mnie do tego inne degustacje destylowanego brata piwa.

SANTA BREWER I ALASKAN PORTER

Sobotę rozpocząłem od warzenia piwa z Kokosem – o tym opowiem w osobnym tekście. Zaczęliśmy nieco później, niż zazwyczaj, chłodzenie także szło nam nadspodziewanie opornie i w efekcie bezpośrednio od zioma pojechałem do Artefaktu na premierę Santa Brewer – piwa uwarzonego przez nas (Brokreację) i Konrada Kurka – piwowara domowego, zwycięzcę zeszłorocznego konkursu mikołajkowego PSPD, a przy okazji współwłaściciela wspominanej już Craftowni.

orange-stout-brokreacja

Zgodnie z zasadą piwa nie oceniam. Powiem tylko, że jest to Stout (5% alko, 14 Blg, 20 IBU) ze skórką pomarańczy dodaną w czasie warzenia oraz – w drugiej turze – na dwa dni przed rozlewem. Co ciekawe, część skórek Konrad macerował w wódce. Zapach i smak piwa przypomina mi świąteczne herbaty, w których nie brak potężnego kopa cytrusowego. Czekolada oczywiście też jest. Dodam tylko, że będąc chwilę później w Craftowni spróbowałem domowego oryginału od Konrada. Przyznam, że jest trochę lepszy (więcej czekolady w aromacie) od wersji z dużego browaru, choć to też kwestia wieku. Nasze piwo trafiło na krany praktycznie wprost z tanka leżakowego, a wywar KK leżakował rok. Tak czy owak – polujcie na nie, bo warto spróbować, a w kraj poleci pewnie ok. 20 beczek.

smoked-alaskan-porter

Gdy już przetestowaliśmy ze znajomymi Santa Brewera (przy okazji kibicując Juventusowi Turyn w meczu z Atalantą Bergamo), przenieśliśmy się do sąsiedniej Craftowni, gdzie urodziny świętował Łukasz Kubicki Tattooed Beer. Były życzenia, urodzinowa kolejka Sailor Girl i przyjemne rozmowy. Na koniec wieczoru zaordynowałem przetestowanie zauważonego w lodówce Smoked Alaskan Porter 2013 (6,5% alkoholu, 45 IBU), czyli – jakby nie było – jednego z klasyków amerykańskiego kraftu. Wywar jest oczywiście znakomity, choć nie aż tak wyrywający z butów, jak o nim piszą. W aromacie króluje szynkowo-ogniskowa wędzonka, z lekka tylko zaniepokojona czekoladą. W smaku z kolei wędzenie najbardziej kojarzy mi się z… wigilijnym kompotem z suszu. Charakterystyczny dymny posmaczek przyjemnie rozprzestrzenia się w ustach i fajnie koresponduje z kakaowo-orzechową podbudową. Pyszne, ale jak mówię – bez zapartego tchu w piersiach. [8,5]

**

Miałem też plany na niedzielę, jednak musiałem ją spędzić u mechanika samochodowego, bowiem mojej Madzi postanowił paść alternator – ale to zupełnie inna bajka. 😉 Tak czy owak weekend uznaję za udany. Raz jeszcze polecam Państwa uwadze piwa Browanzy oraz naszego Santa Brewera. Na zdrowie!

2 komentarze na temat “Browanza, Craftownia i pomarańczowy Stout

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *