BLACK ROB: zakażenie idzie na miasto

Black Rob

Angielskie piwa wciąż mogą być cool – potwierdzenie tej teorii to zapewne jeden z celów nowego browaru rzemieślniczego na mapie Krakowa, Twigg. Jego pierwszy trunek nie przybliży go do osiągnięcia stawianych założeń.

W ramach piwnej rewolucji zapatrzyliśmy się na amerykańskie chmiele, belgijską kwaśność oraz beczki po whiskey czy burbonie, które nadają trunkom charakterystyczne waniliowo-alkoholowe posmaki. Natomiast brytyjskie real ale też warte jest czczenia ze względu na swą niezwykłą gładkość i słodowy podkład.

W Krakowie na początku tego roku piwoszy na brytyjskość zaczął przestawiać browar restauracyjny TEA Time, teraz dołącza do niego firma Twigg za którą stoją Paulina Golec oraz Brytyjczyk David Twigg, warzący też we wspomnianej knajpie. Pierwsze informacje dotyczące browaru, które rozeszły się po Polsce, podawały, że Twigg również będzie pichcić w trybie restauracyjnym, ale na to póki co się nie zapowiada. Spoko, mnie wystarczą dobrze przygotowane buteleczki z wybornym trunkiem.

Na pierwszy ogień David i Paulina rzucają coffee stout Black Rob. Piwko urzekło mnie swoją etykietką – schludną, z czytelnie podanym składem i parametrami oraz naćpanym lajkonikiem na froncie. Śmieszne to, rzucające się w oczy i zwiastujące coś przyjemnego w środku. Do tego dodatek kawy robusta – wujek Google podpowiedział, że to gatunek lekko kwaśny. Brzmi nieźle.

Jednak rzeczywistość okazała się brutalna…

Zapach: po odkapslowaniu z butelki do nosa przelatuje aromat kawy – czyli wszystko potencjalnie się zgadza. Reszta jest historią… Mokry karton to raz, zabierający oddech szpitalny cios to dwa. Szczypta diacetylu, odrobina słodowości – oto paleta doznań, jaką oferuje nam Black Rob. Nie jest dobrze.

Piana: Lałem agresywnie, więc początkowo na szczycie piwa pojawiła się dość obfita brązowa piana, ale po kilkunastu sekundach zniknęła, nie zostawiając po sobie ani pęcherzyka. Ergo – lacingu nie uświadczyłem.

Kolor: nieprzejrzysta czerń, upstrzona jakimś dziwnym osadem – raczej drożdżowym, choć mnie przypominał bardziej kamień osadzający się na dnie czajnika.

Smak: o ile kwaskowość, która gwałci gardło, jestem w stanie zrozumieć i złożyć ją na karb kawy robusta, a nie zakażenia, o tyle mokry karton i szpital są zupełnie nie do zaakceptowania. Tym bardziej, że podejrzanie grzeje w przełyk, bynajmniej nie wysyceniem, gdyż tego jest jak na lekarstwo (to akurat mi w tym stylu pasuje).

Drodzy Państwo – ja wiem, że klopsy mogą zdarzyć się każdemu, szczególnie gdy maszyny do warzenia piwa jeszcze się dobrze nie „przeżarły”, ale żeby wypuścić tak ewidentnie zakażony produkt do sklepów? Na to nie ma żadnego usprawiedliwienia. Mam nadzieję, że kolejne piwa wyjdą wam o niebo lepiej.

BLACK ROB
Twigg

Coffee Stout
Skład: woda; słody pale, crystal, ciemny, owsiany, pszeniczny; chmiel Styrian Goldings; kawa robusta; drożdże
Cyferki: alkohol 5,8% obj., ekstrakt 13° Blg, 38 IBU
Cena: 7,20 zł (Pod Wiaduktem, Kraków)

piwo2

Soundtrack: Najtrudniejszy pierwszy krok. Anna Jantar wiedziała o tym dobrze, dlatego na pocieszenie dla Twiggowców jej hicior sprzed lat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *