Wrocławski Szlak Piwny – doborowy trakt

DSC_1925

Zdjęcia: Maciek Wilk

Gdy część z was balowała w Warszawie na premierze Dubbla Cieszyńskiego, ja wyruszyłem z przyjaciółmi na Wrocławski Szlak Piwny. Nie żałuję.

Byłem święcie przekonany, że w grudniu, po zakończeniu piwnego sezonu festiwalowego, mój portfel będzie mógł wreszcie odpocząć. A gdzież tam! We Wrocławiu co i rusz dzieje się (i dziać będzie) coś ciekawego. Startuje Browar Stu Mostów, Doctor Brew zaprezentuje piwo świąteczne, podobnie zresztą jak AleBrowar. Uff…

Ciąg imprez zapoczątkował jednak Wrocławki Szlak Piwny (5-7 grudnia). To druga edycja wydarzenia organizowanego wspólnie przez tutejsze knajpy serwujące ambitne trunki – pierwsza miała miejsce na początku kwietnia. Tym razem Szlak rozrósł się do trzech dni, a w zabawie uczestniczyło sześć lokali: Kontynuacja, Szynkarnia, Marynka, Zakład Usług Piwnych, Academus Lamus.

Ja rozpocząłem zabawę w ostatnim z nich, w piątek po pracy. Niedaleko pakerni, na której chcę zrobić z siebie boga, położony jest słynny wrocławski nasyp kolejowy, pod którym mieści się kilkadziesiąt knajpek, cukiernia, pizzeria i sex shop. Lamus położony jest na początku tego traktu.

W momencie, w którym wbiłem do pubu, na miejscu nie było nikogo, kto miałby pojęcie, że niniejszym wystartował rzeczony Szlak. Panowie w marynarkach sączyli jakieś koncerniaki i odprężali się po pracy. Ja zamówiłem Luzy Rajtuzy z Podgórza, odebrałem kartę uczestnika, po czym – już zupełnie wyluzowany, udałem się do domu.

DSC_1928

W dalszą podróż wyruszyłem w sobotę wraz z Kobietą i krakowskimi ziomalami. M&M przyjechali pozwiedzać stolicę Dolnego Śląska, nie mogli więc zaprzepaścić okazji do zaliczenia atrakcji turystycznej, jaką niewątpliwie jest Szlak Piwny. Po obfitym obiedzie w najlepszej na świecie Pierogarni Stary Młyn (trzeba było zrobić sobie podkładkę!), ruszyliśmy do położonej nieopodal Kontynuacji.

W środku jak zwykle tłoczno i gwarno, ale na szczęście udało nam się znaleźć wolny stolik. Bardzo mnie ucieszyło, że na kranie znalazło się Petrolio – wędzony porter z Artezana, którego nie miałem jeszcze okazji pić. Znakomita czekoladowość, podbita lekką szynkową wędzonką zrobiła robotę. To naprawdę wyśmienite piwo! W sam raz do dyskusji na temat „dlaczego lubię/nie lubię piw dymionych” i innych niezwiązanych z alkoholem.

DSC_1932

Kolejnym punktem miał być Academus, niestety nie dane nam było znaleźć wolnego stolika. Udaliśmy się więc do Zakładu Usług Piwnych. Wcisnęliśmy się cudem i również mieliśmy fuksa, że zwolniło się miejsce przy jednym ze stołów. Zaklepaliśmy sobie miejscówkę, po czym poszliśmy po napoje. Mój wybór padł na kolejną wędzonkę – Gacie Po TaciePodgórza, czyli smoked stout. Czuję się rozczarowany, ponieważ dymu tu jak na lekarstwo, z kolei w ustach piwo pozostawia uczucie ciężkości.

Sytuację uratował Michał Gref z powstającego właśnie wrocławskiego browaru rzemieślniczego Profesja, który – tak się złożyło – skończył wykład, wygłaszany w ramach WSP. Miał przy sobie kilka uwarzonych jeszcze na sprzęcie domowym trunków, w tym bardzo ciekawego weizena. Piwo zostało przyprawione nie chmielem, a samodzielnie zmieszanym gruitem. Dzięki temu obok bananów pojawiły się wyraźne cytrusowo-ziołowe nuty.

DSC_1935

Michał, który skądinąd macza palce w Wrocławskiej Inicjatywie Piwowarskiej, opowiedział mi o planach Profesji, starcie i piwach, które będą butelkować i beczkować, a później rozwozić do największych polskich miast. Gdy tylko browar ruszy, na pewno udam się na miejsce z aparatem!

Po miłej nasiadówie w ZUPie, ruszyliśmy do Szynkarnii. Tu również ledwo udało się wcisnąć, ale w końcu znaleźliśmy miejsca na pięterku, przy oknie. Tym razem do wieczornych Polaków rozmów zaordynowałem sobie Dubbla Cieszyńskiego – no niech będzie, że w jakimś sensie uczestniczę w premierze!

Zauważyłem ciekawą prawidłowość. Otóż piwosze, którzy deklarują się jako antyfani belgijskich trunków, bardzo chwalą piwo Czesława Dziełaka za charakterność i ładny aromat. Z kolei ci, którzy wyroby trapistów mogą pochłaniać w każdej ilości, dystansują się do Dubbla. Ja także uważam, że jest nieco mulący, a w aromacie zalatuje gumą balonową. Na tę chwilę Dwu-dzik z browaru Gzub to, według mnie, lepsze piwo. Niemniej butelkowy Grand Champion Birofiliów właśnie spoczął u mnie, by sobie poleżakować. Być może po ułożeniu skopie mi tyłek.

DSC_1938

Po skonsumowaniu Dubbla okazało się, że komunikacja miejska nakazuje udać się na miejsce noclegu. Co więcej, niedzielny poranek podpowiedział mi, że lepiej nie brać w ten dzień żadnego alkoholu do ust. Z bólem serca posłuchałem. Co prawda nie dane mi było ukończyć Szlaku, ale za to uratowałem trzeźwość umysłu.

Wielkie propsy dla organizatorów drugiej edycji Wrocławskiego Szlaku Piwnego! To kolejna inicjatywa, która – mam nadzieję – natchnie rzesze ludzi do picia rzemieślniczego piwa. Być może w przyszłości warto by wyjść poza kluby i głosić piwną ewangelię poza ich granicami? Chętnie zostanę jednym z proroków!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *