Wrażenia z pierwszego warzenia

Jak zmusić dwóch facetów, by przez osiem godzin siedzieli przy garach? Dać im piwo do uwarzenia.

Za piwowarstwo domowe brałem się od dobrego roku, a właściwie od powstania bloga. Czytałem książki i fora, oglądałem filmy, pytałem znajomych o porady, analizowałem receptury. Jednak ciągle odkładałem zakup sprzętu na później.

Wreszcie, gdy okazało się, że wracam do Krakowa, skumałem się z Kokosem, gitarzystą/klawiszowcem Dust Bowl, by zacząć działać razem. Już nie było wymówek – w czerwcu zamówiliśmy sprzęt, ziom także wziął się za edukację, a ja w międzyczasie opracowałem recepturę pierwszego piwa. W końcu, w ostatnią sobotę, ruszyliśmy!

STOUT NA DOBRY POCZĄTEK

Postanowiłem, że zaczniemy od Dry Stoutu – internety podpowiedziały, że to dobry styl na start (alternatywą jest APA), pozwalający poznać w praktyce każdy etap procesu. Wbiłem na Piwo.org i sięgnąłem po recepturę Kamila Solucha, lekko ją modyfikując. Zamiast Marynki użyliśmy chmielu Magnum, z kolei płynne drożdże London Ale zamieniliśmy na suche S-04.

Zacieranie jest łatwe!

Zacieranie jest łatwe!

I od razu pierwsza obserwacja kierowana do tych, którzy jeszcze nie zaczęli warzyć. Na pewno potwierdzą ją bardziej doświadczeni koledzy:

Od razu startujcie od warzenia z zacieraniem!

Okej, ten proces trochę trwa, ale wbrew pozorom wcale nie jest trudny! Utrzymanie brzeczki na poziomie 65 stopni przez 90 minut (przerwa maltozowa) nie stanowi większego problemu (podobnie z przerwą dekstrynującą w 72 stopniach i mash-outem), więc na pewno każdy sobie z nim poradzi. Podobnie rzecz ma się ze zlaniem na filtrację i wysładzaniem.

Nam poszło raz dwa, z tą uwagą, że… nie dokręciłem dobrze kranika, przez co trochę zacieru wyciekło… Ale dosłownie 0,3-0,4l. Jedno piwo w plecy, ale w końcu po to są pierwsze razy, by popełniać błędy i się na nich uczyć, co nie? W sumie wyszło nam około 20,5-21l brzeczki nastawnej.

Filtracja i wysładzanie poszły całkiem sprawnie

Filtracja i wysładzanie poszły całkiem sprawnie

TEMPERATUROWE PROBLEMY

Schody zaczęły się, gdy miało dojść do warzenia. Okazało się, że płyta indukcyjna w domu Kokosa jest w stanie nagrzać brzeczkę jedynie do 95-97 stopni Celsjusza. Znajomi piwowarzy podpowiadają, że temperatura to rzecz nieco względna i jeśli „bulgotało” i odparowało (celem pozbycia się DMS), to wszystko powinno być okej.

Też mam taką nadzieję, zwłaszcza, że pod koniec gotowania znad kotła nie było już czuć maślano-zbożowych akcentów, dominowała zaś nuta kawowa i miły ziołowy aromat chmielu Magnum, który do kotła trafił w pierwszej minucie procesu. Zanim wyłączyliśmy „palnik” – by zachować sterylność – pobraliśmy chochlą próbkę, by zbadać poziom ekstraktu. Po schłodzeniu brzeczki w menzurce i wpuszczeniu Balingometru wyszło 14 stopni Blg w objętości ok. 17,5l. Trochę więcej, niż zakładane 12,5 Blg, ale doszliśmy do wniosku, że nie ma co rozcieńczać – tęższe piwo też będzie spoko.

Gotujemy!

Gotujemy!

WAKACJE W WANNIE

Kolejnym etapem było schładzanie. Sporo się naczytałem o istotności tego procesu oraz trudnościach, jakie niesie bez używania chłodnicy. Cóż, ostatecznie o słuszności tej tezy przekonam się odpalając gotowe piwo, ale stwierdzam, że Kokosowa wanna dała radę bardzo dobrze, doprowadzając brzeczkę do 25 stopni Celsjusza w niecałą godzinę! Nasz myk polegał na nieustannymi mieszaniu wody wokół garnka, a także polewaniu go wodą z prysznica, oczywiście uważając, by nic nie dostało się do środka.

W międzyczasie przygotowaliśmy drożdże suche (świetnie i czytelnie proces rehydratacji opisała na swoim blogu Dorota Chrapek) oraz zdezynfekowaliśmy fermentor, termometr (by móc mierzyć temperaturę schładzanej brzeczki) i mieszadło (by „usypać” kopiec z pozostałości chmielowych). Użyliśmy do tego środka OXI, dołączonego do pierwszego zestawu z Browamatora.

Wanna zawsze spoko (BTW: woreczki muślinowe są do dupy)

Wanna zawsze spoko (BTW: woreczki muślinowe są do dupy)

Jako urodzony sceptyk jestem święcie przekonany, że i tak zakazimy piwo. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że 5 litrów wody z substancją na bazie aktywnego tlenu da radę ze wszystkimi bakteriami. Obym się mylił…

HORROR PRZELEWANIA

Największą trudność sprawiła nam dekantacja przy użyciu węża i rurki dołączonych do zestawu. Najpierw, the hell, nie mogliśmy… zassać brzeczki. Ta cholerna zatyczka na końcu rurki, nawet po dociśnięciu, mocno ogranicza pole manewru. Później, zrezygnowani, odpięliśmy ją, resztką środka dezynfekującego czyszcząc wężyk (ale i tak wyczuwam zakażenie), który później włożyliśmy do przegotowanej i wystudzonej brzeczki.

Wtedy już jako tako zassało, ale tempo zlewania nie było szałowe – musieliśmy ponawiać zasysanie 2-3 razy (dzień dobry zakażenie, odcinek kolejny), aż w końcu udało nam się spompować 15,5l brzeczki do fermentacji. Niby mogliśmy jeszcze z 1-1,5l wycisnąć metodą na chochelkę i rondel, ale mówiąc szczerze – nie chciało nam się.

Warzenie piwa - butelki

W wannie zamieszkały też rybki, chcące pozbyć się skóry

Zadaliśmy drożdże, zakryliśmy fermentor, wsadziliśmy rurkę wypełnioną spirytusem (głównie po to, by mieć pewność, że żadna cholera nie wlezie do środka) i odłożyliśmy pojemnik do piwnicy. Tam, w temperaturze 22-23 stopni (niżej bez lodówki nie zejdziemy) grzybki ruszyły. Uff, proces zakończony!

GARŚĆ WNIOSKÓW

Wykończeni zabraliśmy się jeszcze za mycie, a później za szukanie odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Od razu nasunęło nam się kilka wniosków.

  1. Choćbyś nie wiem, ile czytał(a) przed rozpoczęciem zabawy z piwem, zawsze coś cię zaskoczy. Nie ma co się zniechęcać! 😉
  2. Co za tym idzie – nie wahaj się pytać bardziej doświadczonych od siebie o poradę.
  3. Powtórzę: olej brew-kity, zacznij od razu od zacierania.
  4. Podstawowy zestaw z Browamatora to zdecydowanie za mało. Dla poprawienia jakości procesu od razu kup wiadro do filtrowania (z dziurkami na spodzie), buteleczkę środka do próby jodowej oraz więcej środków do dezynfekcji. To na dobry początek – przydatnych dodatków jest zdecydowanie więcej.
  5. Nie działaj sam(a) – we dwie osoby jest nie tylko raźniej, ale i łatwiej.
  6. Jeśli nie masz palnika, przygotuj się na mały chaos w kuchni oraz częste pełzanie ze szmatą po podłodze.
  7. Dwa razy upewnij się, że dobrze dokręciłeś/łaś kranik fermentora!
  8. My użyliśmy woreczka muślinowego, ale jest on „g” wart, bo męty z chmielu i tak powstają, a trudniej jest je zebrać. Olej więc go i syp od razu do gara.
  9. Daj sobie spokój z chłodnicą (no chyba, że kolejne 150 ziko nie stanowi dla ciebie kłopotu). Wanna z wodą też daje radę.
  10. Zważ, że uwarzyłem tylko jedną warkę, więc jeśli się mylę co do któregoś z wniosków – nie bij! 🙂

To chyba wszystko. Nasz Stout dzielnie sobie fermentuje. Mam nadzieję, że jednak go nie zakaziliśmy i że za jakieś 3 tygodnie będę mógł się wam pochwalić dobrym piwem własnej roboty.

Dumni piwowarzy - zmęczeni, ale zadowoleni :)

Dumni piwowarzy – zmęczeni, ale zadowoleni 🙂

Są tu jacyś miłośnicy musli?

Są tu jacyś miłośnicy musli?

18 komentarzy na temat “Wrażenia z pierwszego warzenia

  1. Chmielicie na zimno? 🙂 Ja swojego pierwszego dry stouta na zimno zasypałem Cenntenialem.

    Co ciekawe miałem bardzo podobne problemy przy warzeniu i bardzo podobną wydajność 🙂 Powodzenia w dalszym warzeniu!

    • Nie, chcieliśmy bardziej klasycznie podejść do tematu i chmieliliśmy tylko na goryczkę. 🙂

      IMO problemy są spoko, w końcu to dzięki nim się czegoś nauczymy.

      Tobie również życzę powodzenia przy kolejnych warkach!

  2. Najbardziej zazdroszczę wam pierwszego łyka gotowego już piwa. Świetne uczucie 🙂 Ja nie długo przymierzam się do AIPA szukam póki co receptur jakiś ciekawszych 🙂 Czas poeksperymentować.

    Powodzenia w dalszym warzeniu!

  3. Co do zacierania. Oczywiście polecam. Każdemu kto może sobie pozwolić. Ale jesli nie mozesz sobie pozwolić na zajmowanie kuchni przez 8h – to..zacznij zabawę z częściowym zacieraniem na lenia. Ja już 11 warek zrobiłem -stosując ekstrakt + zacieranie na lenia ok 1kg słodów. Dla uzyskania odpowiedniego smaku piwa wazniejsza jest temp fermentacji. W wysokich temp-a ja fermentuję nawet w 27st -powstaje dużo estrów -i piwo nie ma takiego czystego profilu. Mi to pasuje-ale nie kazdemu 🙂

    • O, to strasznie wysoko – jest ryzyko rozposzczalnika IMO.
      A co do zacierania na lenia to jak wkładanie do połowy – bez sensu. 😀

      • Przez 11 warek rozpuszczalnika nie było 🙂 Co do zacierania na lenia -u mnie to jest jeszcze gorzej-zacieram na lenia max 1-1,2kg:) Z zalet-warzę piwo, robie takie jak chcę-a w kuchni spedzam…1,5godz max 🙂

        • Ja myślę, że to 8 godzin w kuchni też ma swój urok, acz zgodzę się, że nie zawsze jest na to czas 🙂

  4. Wypowiem się po raz pierwszy.

    1. Co do zakażenia to do dokładnej sterylizacji pirosiarczyn + wrzątek + ostrożność i warka nie ma prawa się zakazić (nie raz ważyliśmy u kumpla w garażu, który nie jest najczystszy i nigdy nie było problemów).
    2. Co do zacierania to faktycznie warto od tego zacząć bo to najlepszy sposób na poznanie procesu (duma z warki też rośnie). Natomiast sam od czasu do czasu praktykuję ważenie z ekstraktów słodowych WESa i jak chce się uwarzyć coś na szybko to naprawdę jest spoko (aktualnie na cichej jest AIPA z 2x jasny i 1x bursztynowy chmielona na goryczkę Citrą, azzaca i zythosem – na cichą poszła już tylko citra).
    3. Chłodnica naprawdę robi ogromną różnicę i moim zdaniem zdecydowanie warto w nią zainwestować
    4. Co do BLG to faktycznie sporo Wam wyszło i dziwię się, że trochę nie rozcieńczyliście.

    P.S. Jerry pozdrowienia od kolegi z Kopca i UEK 🙂

  5. A i jeszcze jedna przydatna rzecz, o której jeszcze nie napisałeś a mianowicie pompka do czyszczenia butelek. Naprawdę świetna sprawa.

    • Pompki na razie nie używałem – wystarcza myjka + sterylizacja OXI (a przynajmniej mam taką nadzieję).
      Ja również pozdrawiam, choć proszę o więcej szczegółów, którym Maćkiem jesteś. 😀

  6. Punkt siódmy to rada do, której warto zdecydowanie zastosować. 😀 Nie zapomnę uczucia paniki jakie mi towarzyszyło gdy rozlewałam jedną z pierwszych warek i okazało się, że kranik przecieka. Rozlałam 40 butelek w jakieś 15 minut. Piwowarstwo domowe to piękna sprawa ;). Pozdrawiam z APĄ bulkającą w pokoju ;).

  7. Za 3 tygodnie?! Idź po piwo do sklepu, a stout niech stoi ze sześć. Jednego się nauczyłem warząc piwo – cierpliwości i wstrzemięźliwości 🙂

    • Może źle się wyraziłem – za 3 tygodnie nastąpi pierwsza degustacja, natomiast większość warki oczywiście poleży dłużej 😉

      • Pierwsza degustacja zawsze mnie, niedoświadczonego jeszcze piwowara, wpędzała w stan lekko depresyjny. Teraz unikam
        PS Strasznie się boisz zakażenia. Tez się bałem, ale wydaje mi się, że zachowując zasady sterylności i dezynfekując OXI co się da po gotowaniu, ryzyko jest minimalne. W domowym „browarze” nie ma tylu złączek, rur, pomp, zaworów i innych zakamarków co w normalnym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *