Urok cmentarzy

Znicz

fot. sxc.hu

W moim rankingu najpiękniejszych miejsc na ziemi, cmentarze, szczególnie 1 listopada wieczorem, zajmują czołowe pozycje.

Śmierć to temat ciężki i smutny. Nie lubimy o niej rozmawiać, staramy się wyrzucić z pamięci wszelkie miejsca i sytuacje z nią związane. Może i deklarujemy, że się jej nie boimy, ale gdy umiera ktoś bliski, czujemy lęk, pustkę i samotność.

A jednak – że odwołam się do słów Tomka Budzyńskiego – śmierć w pewnym sensie pociąga, bowiem jest tak naturalna i oczywista, jak jedzenie, picie i sen. Jeśli spojrzymy na nią z tej perspektywy, okaże się, że – wbrew pozorom – jest w niej coś pięknego.

Gdy idę na cmentarz wieczorem, 1 listopada, to piękno staje się namacalne. Mimo, że wokół jest już ciemno, nekropolię rozświetla łuna zniczy. Unosi się nad nią zapach parafiny i setek kwiatów, które ludzie złożyli na grobach bliskich. Tworzą one wyjątkową mozaikę barw i uczuć.

Być może ludzie starający się wyplenić ze społeczeństwa wszelkie chrześcijańskie święta i zastąpić je Halloween będą ci wciskać, że 1 listopada to tylko niepotrzebna tradycja, bezsensowne i nic nie warte przyzwyczajenie. Spróbuj jednak oderwać się wtedy od świata zewnętrznego.

Przejdź rozświetlonymi przez lampiony alejkami cmentarzy i nasyć się duchowością. Nagle okaże się, że kamienne płyty zdają się być cieplejsze i bardziej ludzkie od niektórych osobistości, spotykanych przez ciebie na co dzień. Przekonasz się, że ludzie których lata temu pożegnałeś, żyją. W tobie.

Właśnie dlatego uwielbiam 1 listopada i te wieczorne, cmentarne spacery. Czuję, że to nie ja odwiedzam Wszystkich Świętych. To oni przychodzą do mnie, by w jakiś niewidzialny, niewytłumaczalny sposób przytulić moje serce/duszę/umysł, ogrzać je i zapewnić, że zawsze są ze mną. Życzę ci, żebyś doświadczył tego samego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *