THROWBACK THURSDAY: Lunatic

TT Lunatic

Wypuszczaniem takich piw, jak nowy Lunatic, Kingpin zasługuje na dozgonny szacunek na dzielni.

Wyobraź sobie, że prowadzisz firmę i właśnie wypuściłeś na rynek nowy produkt. Pech chciał, że Twoja nowalijka okazała się bublem, albo po prostu nie wzbudziła zainteresowania i pozytywnego odzewu wśród twoich potencjalnych klientów. Co w takiej sytuacji robisz?

Gdy obserwuję rynek piwa rzemieślniczego w Polsce zauważam kilka praktykowanych opcji. Pierwsza to: nic nie robię, wychodząc z założenia, że jeśli nie kupi piwa Wiesiek, to sprzedam je Zenkowi, tłumacząc mu, że „takie właśnie miało być”. Druga opcja to zmieniasz nazwę piwa, lekko mieszając w składzie i liczysz na to, że lud się nie kapnie. Trzecia: zaprzestajesz produkcji wspomnianego trunku. Państwo pozwolą, że nie będę przytaczał przykładów – myślę, że co bardziej zorientowani w rodzimej rzeczywistości piwnej szybko je sobie znajdą.

Jest jednak kilka browarów, które stanowią dla mnie awangardę. Nie wyszła nam pierwsza warka piwa X? Szukamy przyczyn, doskonalimy recepturę i proces fermentacji, by w końcu uzyskać zadowalający efekt. Kingpin, za sprawą piwowara – Michała Kopika, jest jedną z takich firm. Dwa przykłady: Headbanger, czyli Imperial IPA w pierwszej warce był siedliskiem wad, że wymienię siarę i utlenienie. Obecnie (na rynku zdaje się jest już trzecia warka) jestem skłonny zaryzykować twierdzenie, że wspomniany wywar jest jednym z najlepszych na rynku w swojej kategorii.

Podobnie rzecz się ma z Lunatic, czyli Witbierem, którego ostatnio znów wziąłem na warsztat. Pierwszy raz piłem go ponad rok temu na Beer Geek Madness i mówiąc oględnie nie wzbudził we mnie ekscytacji. Delikatna zapałczana siarka plus granat, który nie wybuchł, sprawiły, że przeszedłem obok Świniaka obojętnie. Dziś zaś piję go z największą przyjemnością.

Lunatic Kingpin

LUNATIC
Kingpin

Witbier
Warka: 04 2016/12/01
Cyferki: alkohol 5,2% obj., ekstrakt 12 Blg
Skład: woda; słód Pale Ale, pszeniczny jasny, owsiany, płatki pszeniczne; chmiele Simcoe, Cascade; skórka gorzkiej pomarańczy Curacao, kolendra, grillowane cytryny, pulpa z owoców gujawy; drożdże FM 20

Nie jestem specem od kuchni, więc nie będę wam wciskał twierdzenia, że wymiana owoców granatu na gujawę przemieniła Lunatica w potwora, ale coś na rzeczy być musi. Pomogła zapewne zmiana drożdży. Jeśli się nie mylę wcześniej chłopaki użyli szczep z Brewfarm, obecnie sięgają po Białe Walonki z Fermentum Mobile, dedykowane Witbierom.

Z miejsca czuć – a właściwie nie czuć – różnicę. Tym razem nos nie doświadcza żadnych wad – jest czyściutko jak być powinno. Z butelki wita mnie aromat kolendry oraz mnóstwo przypraw oddrożdżowych. Po przelaniu do szkła moje skojarzenia wędrują w kierunku lemoniady, by po chwili skoncentrować się na wstawkach tropikalnych.

Guma Juicy Fruit – to z kolei pierwsza myśl po wzięciu łyka Kingpinowskiego Witbiera. Nie, że jakieś tam estry zabójcze. To – tak mi się widzi – efekt pracy gujawy, która wprowadza przyjemną „czerwoną” słodycz. Cytrusy i przyprawy także są tutaj obecne, aż do kwaskowo-wytrawnego finiszu z goryczką jako ostatnim akcentem.

I to jest właśnie, psze Państwa, kraft, któremu trzeba z całego serca kibicować.

Soundtrack: zaglądam do mojej playlisty z kwietnia 2015 roku i widzę, że na okoliczność recenzowania katowałem wtedy ostatnią płytę Nightwish. Niezbyt to lotny album, ale numer otwierający zestaw jest więcej, niż przyzwoity:

2 komentarze na temat “THROWBACK THURSDAY: Lunatic

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *