BrewDog Bottle Sharing – białe kruki w Krakowie

BrewDog Bottle Sharing title

Tactical Nuclear Penguin oraz Sink The Bismarck – dwie alkoholowe bomby spadły w sobotę na krakowski Tap House, zniewalając grupę kilkunastu facetów.

Postronne osoby, które tego dnia weszły po 14 do patronackiej knajpy Pracowni Piwa musiały mieć nie lada ubaw. Oto kilkunastu osobników płci brzydszej najpierw z podnieceniem robiło zdjęcia dwóm niepozornym butelkom, a potem jak jeden mąż wsadziło nosy do kieliszków, by obleśnie zaciągać się naparstkiem jakiegoś płynu.

Nie przez przypadek. Do Krakowa dotarły bowiem dwie buteleczki 0,375 ml, które zawierały w sobie unikatowe piwa (czy w ogóle można je tak nazywać?) – Tactical Nuclear Penguin oraz Sink The Bismarck, przygotowane przez BrewDoga. Nie byłoby w nich nic szczególnego, gdyby nie fakt, że pierwsze to RIS o mocy 32%, drugie – z braku lepszego sklasyfikowania – American Barley Wine o woltażu 41%. Oba powstałe przy użyciu techniki wymrażania, którą słynny szkocki browar zastosował przy pomocy zaprzyjaźnionej… lodziarni.

BrewDog Tactical Nulcear Penguin

Sprawcą całego zamieszania był krakowski sklep Świat Piwa, którego właściciele to prawdziwi maniacy trunków z zagranicy, co i rusz sprowadzający do siebie jakieś wymyślne okazy. Chłopaki zdali sobie sprawę, że nikt nie będzie chciał wyłożyć 350 zł na butelkę Pingwina oraz 430 zł za Bismarcka – tym bardziej, że tych piw nie da się samodzielnie wypić za jednym posiedzeniem.

Zorganizowali więc Bottle Sharing, w ramach którego kilkunastu chętnych, w tym ja, zrzuciło się na butelczyny, po czym zebrało się we wspomnianym Tap House i urządziło grupową degustację. Wśród szczęśliwców znaleźli się m.in. chłopaki z Dzikich Drożdży, których wrażenia możecie przeczytać tutaj oraz tutaj.

BrewDog Sink The Bismarck

A jakie były moje? Może zacznę od tego, że nie zamierzam tych piw jednoznacznie oceniać. Oba z naszym ulubionym napojem łączy proces produkcyjny, natomiast doznania spowodowane wymrażaniem lokują je bliżej whisky, brandy czy koniaku.

Druga sprawa – to białe kruki. Unikaty, po które chcesz sięgnąć raz w życiu, z czystej ciekawości. Nie napalasz się na Bóg wie jakie wrażenia. Ba, podejrzewasz nawet, że mogą być nie do końca przyjemne, ale w żadnej mierze cię to nie zraża. Dobra, czas na konkrety

TACTICAL NUCLEAR PENGUIN

Mówiąc szczerze po tym trunku spodziewałem się więcej. W końcu powstał na bazie RISa, a poza tym miał mniejszy woltaż. Rzeczywistość przyniosła jednak jednoznacznie alkoholową jazdę.

Tactical Nulcear Penguin

Pierwszy wdech przynosi skojarzenie ze świeżym bimbrem, choć bez siarkowodorowych akcentów od pracy drożdży. Gdy nos choć trochę przyzwyczai się do destylatu, pozwala wyczuć delikatne muśnięcia czekolady, śliwki i figi, może nawet odrobię pralinek.

W smaku potężna, zawiesista słodycz ściera się z alkoholową goryczką, która grzeje od pierwszego kontaktu języka z płynem. Czekoladę wyczuwam bez problemu, ale całym bukietem bezsprzecznie rządzi etanol.

Aha, słówko o wyglądzie. Piwo jest zaskakująco brązowe (inna sprawa, że przy tak niewielkiej próbce degustacyjnej światło nie ma prawa tak połamać barw, by wyszła czerń). ale przepięknie „płacze na szkle”.

SINK THE BISMARCK

Druga petarda okazała się być zdecydowanie bardziej subtelna i przyjemna w odbiorze, mimo większego woltażu. Tutaj alkohol także rządzi, ale zostaje solidnie skontrowany przez karmel, herbatniki i owoce (w tym cytrusy).

Sink The Bismarck

Smak łączy w sobie – rzecz jasna – alkoholowy cios (zdecydowanie przyjemniejszy niż w Pingwinie) z winogronami, cytrusami, melonem i ciasteczkiem. Z tego połączenia wychodzi całkiem miły w odbiorze likier.

**

Nie zmienia to faktu, że oba wywary są tylko ciekawostką, do której raczej nie wrócę, nawet gdybym sypał pieniędzmi jak z rękawa. Wydatku jednak nie żałuję, także ze względu na miłe spotkanie z piwnymi fanatykami. Mam nadzieję, że takie meetingi będą odbywać się w Krakowie częściej!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *