Sukces w Soczi ma na imię Adam

Adam Malysz, fot. Alexander Nilssen

fot. Alexander Nilssen

Przed 2002 rokiem cztery medale, od tego czasu – szesnaście. Przypadek? Nie, Adam Małysz.

Aby coś drgnęło, zawsze potrzebny jest geniusz, który będzie wiedział, jak to „coś” poruszyć, nie mając do wykorzystania nic, oprócz własnego ciała i umysłu. Gdy w końcu mu się uda, nagle wszystko zaczyna iść jak z płatka, innym wiedzie się lepiej również dzięki niemu, ale to on pozostaje tym jedynym, najlepszym.

Choćby nie wiem jak bardzo Adam Małysz nas kokietował hasłami w stylu „Kamil jest ode mnie lepszy”, to chyba nikt inny nie dostarczy nam już takich emocji i radości, jak on. Jego występy były ogólnonarodowym świętem, biesiadą, za nim ludzie jeździli nawet do Japonii, dla niego pisano piosenki, by wspomnieć Golec uOrkiestrę i jej „Zwycięstwo”. To on odbierał wszystkie nagrody w tym kraju, włącznie z Wiktorem, a gdyby w tamtym czasie zdecydował się nagrać jakąś płytę, na pewno otrzymałby Fryderyka.

To Adam na nowo nauczył nas, że ze sportu należy się cieszyć, że można go niespotykanie przeżywać i że jednoczy on naród. Dał też do zrozumienia sponsorom, że warto inwestować w sporty zimowe, posługując się jego nazwiskiem – otworzyć akademię dla młodych zawodników, by później gdzieś tam po cichutku przyznać się do pomocy najzdolniejszym. Tak do Polskiego Związku Narciarskiego wszedł Lotos, który umożliwił rozwój Kamilowi Stochowi i jego kompanom, przy okazji skapując co nieco dla Justyny Kowalczyk – dziś już bogini polskiego sportu, nie wątpię, że także dzięki Adamowi.

To także Małysz oświecił młodych Polaków, że warto robić coś innego, niż kopać piłkę. Warto walczyć o swoje sportowe marzenia, warto marznąć na otwartych lodowiskach, jak nasi panczeniści ze Zbigniewem Bródką na czele, by później – wbrew wszelkim przeciwnościom – odnieść największy sukces w życiu. Dokładnie tak, jak Adam.

Dlatego też to właśnie on jest największym zwycięzcą Soczi. Przyjemnie jest bowiem cieszyć się z własnych sukcesów, ale jeszcze lepiej wiedzieć, że wywarło się wielki wpływ na innych. Szacunek i piwko dla ciebie, Adaśko!

0 komentarzy na temat “Sukces w Soczi ma na imię Adam

  1. Pingback: Po cholerę piszesz o piwie? | Jerry Brewery

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *