Ścieżki nie-rowerowe

cycle-path-228126_640

Fot. Pixabay

Miały być wybawieniem dla miłośników dwóch kółek, ale póki po polskich drogach i chodnikach poruszają się debile, będą co najwyżej frustrować – oto obraz naszych rodzimych ścieżek rowerowych.

Doskonale pamiętam swe pacholęce czasy, kiedy to sporo jeździłem na rowerze ze znajomymi po moim rodzinnym mieście. Włóczyliśmy się bez większego sensu. Ot, tylko po to, by po prostu sobie pohasać na „bajku”. Któż wtedy myślał o ścieżkach rowerowych? Śmigało się po ulicy, chodnikach, polnych dróżkach, gdyż innej opcji starsi od nas  planiści nie przewidzieli.

Aż nagle coś ruszyło i masowo zaczęły pojawiać się pięknie przygotowane ścieżki rowerowe, zresztą nie tylko na mojej dzielni. W dużych miastach w mig stały się standardem, a wzbogacone o system rowerów miejskich, miały zachęcić obywateli do posadzenia tyłka na siodełku i wybrania przyjemnej jazdy.

Faktycznie, mamy teraz gdzie jeździć, ale ze spokojem i chilloutem nie zawsze ma to wiele wspólnego. Przyczyny są trzy: piesi, kierowcy i inni rowerzyści.

Piesi. Czasami mam wrażenie, że są równie głupi, co gołębie bezsensownie dreptające po bruku. Lezą gdzie popadnie i w dupie mają to, że właśnie wpakowali się na ścieżkę rowerową, albo na przejście dla rowerów. Nic ich nie obchodzi, że nagłe wtargnięcie pod koła roweru skończy się niezbyt przyjemnie dla obu stron. Kilka siniaków i obtarć to najniższy wymiar kary.

Kierowcy. We Wrocławiu jest z tym lepiej, ale w Krakowie nagminnym było parkowanie samochodów w taki sposób, że blokowały rowerzystom przejazd. Pół biedy, jeśli na „teren” ścieżki wchodził kawałek maski. Najczęściej inteligenci preferowali jednak wjazd całą przednią osią. Czule pytam się – po chuj? Miejsca parkingowego ci ćwoku nie wystarcza na zatrzymanie swojego gruchota?

Inni rowerzyści. Winnymi obrzydzania mi jazdy po ścieżkach rowerowych ogłaszam też część rowerzystów, którzy dzielą się na dwie grupy. Pierwsza to łamagi jadące środkiem ścieżki z prędkością 0,5 km/h, szeroko i postawnie, byleby tylko nie dało się ich wyprzedzić bez przejechania pieszego albo wpadnięcia pod samochód. Druga to zaś kozacy, którzy zawsze muszą Cię wyprzedzić i zajechać drogę. Chcesz na skrzyżowaniu ścieżek skręcić w lewo? Nigdy nie masz pewności, że nie wbijesz się w ziomeczka, który właśnie postanowił udowodnić ci, jak szybką ma kolarkę.

No i zamiast miło się odprężyć na dwóch kółkach, często wracam z wyprawy potężnie sfrustrowany. Mam nadzieję, że kiedyś doczekamy się kultury rowerowej na poziomie holenderskim, gdzie każdy uczestnik ruchu wie, gdzie jego miejsce. W Polandzie wszyscy są panami całej jezdni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *