Pan z ulotkami

Ulotka

Moja droga do pracy przypomina slalom z przeszkodami w postaci ludzi włażących mi pod nogi. O Panie, dlaczego?!

Czy ktoś z Państwa choć raz skorzystał z usług firmy, o której dowiedział się z ulotki? Czy ktoś po przeczytaniu tych kilku zdań (o ile w ogóle przeczytał) stwierdził: „tak, to jest właśnie to, czego szukałem”? Ja ani razu. Podejrzewam, że takich jak ja jest większość.

Tym bardziej, że sam definitywnie odmawiam wciskania sobie czegokolwiek, choć przechodząc przez krakowskie Rondo Mogilskie (tamtędy wiedzie moja droga do pracy), nie mam łatwego zadania. Pan z ulotkami się czai za filarem. Pan wypatruje, czy przypadkiem nie podjechał jakiś tramwaj i czy wysypali się z niego potencjalni biorcy niewielkich karteluszek. A gdy ich nie ma? Pan skupia wzrok na Jerrym. Wie, że nie mogę go ominąć, bo przecież nonsensem byłoby nadkładanie drogi. Zbliżam się więc w jego kierunku, a on już przekłada ulotkę z prawej ręki (trzyma w niej cały stos) do lewej i niczym policjant lizakiem macha mi swoim dobrodziejstwem przed oczami.

Swego czasu nie miałem z tym problemu, bowiem ulotki roznosili młodzi ludzie, studenci, którzy chcą dorobić sobie do czesnego. Po przejęciu od nich reklamy, słyszałem miłe „dziękuję”, widziałem uśmiech. Spoko – takie podejście do pracy rozumiem. Jednak odkąd na mojej drodze zaczął stawać gruby pan po 50., który pogwizduje sobie bezczelnie, fałszując przy tym, nie ma ochoty dziękować za to, że ulżyłem jego niedoli, a jest wręcz gotów wcisnąć mi kartkę do gardła, odtąd gardzę nim i wszystkimi ulotkarzami. Teraz, gdy widzę szlaban jego ręki, z impetem przezeń się przebijam, gwiżdżąc równie donośnie co on. Proszę nie brać mnie za jakiegoś paniczyka, co to mu trzeba ścielić dywany i całować w stopy za wzięcie skrawka papieru – dla mnie to po prostu logiczne, że nawzajem powinniśmy sobie okazywać szacunek i nie wchodzić sobie nieproszonym w drogę.

Zastanawia mnie jeszcze postawa samych firm – niby na jakiej zasadzie im się to opłaca? Podejrzewam, że dzień stania ulotkarza kosztuje ok. 50 zł, wydrukowanie 1000 ulotek – powiedzmy że drugie tyle. A kto reklamuje się najczęściej? Na Rondzie Mogilskim to kancelarie prawnicze, które – uwaga – udzielają porad za darmo, licząc pewnie, że klient zostanie przy nich na dłużej. Nie zostanie, bowiem odbiorcą komunikatu płynącego z ulotki jest człowiek żyjący w przeszłej epoce marketingowej, strzelam, że z niezbyt wysokimi zarobkami, nie mający pieniędzy na prawników. Ci, którzy środki mają, poszukają odpowiedniej kancelarii w internecie. Trud ulotkarza skończony, 100 zł wyrzucone w błoto.

Okej, chcecie, to wydawajcie tę kasę jak wam się podoba. Państwo ulotkarze  skoro chcą tak zarabiać na życie – bardzo proszę. Nalegam jednak, by mnie w to nie mieszać. By grzecznie dać mi przejść i nie czaić się za rogiem. Od tego jest Żubr.

0 komentarzy na temat “Pan z ulotkami

  1. Jerry, to dorzuć do tego kolporterów miejskich darmowych gazetek, którzych już naprawdę muszę omijać, bo mi zachodzą drogę! Dzisiaj się właśnie zdenerwowałam, jak mnie koleś zatrzymał przed tramwajem i musiałam 2 razy powiedzieć „nie, dziękuję”, a za trzecim „proszę się przesunąć”. No cholera jasna, nawet jakbym miała ochotę na darmowe krzyżówki, to po takiej akcji wolę sobie kupić gazetkę, taką jaką chcę. W kiosku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *