NUTA DO PIWA #43: urlop

Trzy miesiące bez „Nuty do piwa” to zdecydowanie za dużo! Nowe wydanie to więc szybki przegląd kilku płyt, które w ostatnich miesiącach podobały mi się najbardziej.

DECAPITATED
„Anticult”

 Jestem psychofanem Decapitated, więc pisałbym na cześć moich ziomków z Krosna peany nawet w przypadku wydania przeciętnej płyty. Sęk w tym, że Vogg i spółka takowych nie płodzą – „Anticult” to kolejny dowód. Krążek okazuje się być zdecydowanie bardziej intensywny, niż poprzednicy. Nie ma na nim monumentalnych 8-minutowych wałków, za to większość piosenek to celne strzały, pełne groove’u, ale też bardziej szczodrze obsiane blastami. Do tej pory największe wrażenie wywarł na mnie kapitalny „Anger Lines”, bliski wręcz blackened death metalowi. Ale i takie „Deathvaluation”, „Kill The Cult” czy „Earth Scar” to koncertowe pewniaki. Jak dla mnie na razie najlepsza metalowa płyta roku.

„Earth Scar”

DO MAKE SAY THINK
„Stubborn Persistent Illusions”

Jeden z najoryginalniejszych składów post-rockowych wraca po ośmiu latach z najbardziej łagodną, sentymentalną, ale miejscami i romantyczną płytą. Na „Stubborn Persistent Illusions” próżno szukać długich rytmicznych łamańców – owszem, pojedyncze się trafią, ale nie stanowią one esencji albumu. Kluczem do nowej płyty Do Make Say Think są właśnie spokojne, nieco senne melodie, okraszone łatwymi do zapamiętania motywami. Jestem tyleż zaskoczony, co zauroczony. Brawo!

„Bound and Boundless”

SNOWMAN
„Gwiazdozbiór”

Trzeci album załogi z Poznania jest zarazem pierwszym zaśpiewanym w całości po Polsku. I dobrze – koleżka Michał Kowalonek od dawna jest jednym z moich ulubionych tekściarzy, a na „Gwiazdozbiorze” tylko potwierdza swoje umiejętności (numer „Gwiazdozbiór Strzelca” to przecież mistrzostwo świata!). Na uwagę zasługuje też sama muzyka. Najbardziej ułożona i spójna w dotychczasowej karierze grupy. Proszę koniecznie posłuchać, nie tylko w przypadku bycia fanem/fanką dźwięków Myslovitzopodobnych. 

„Gwiazdozbiór strzelca”

SLOWDIVE
„Slowdive”

Płytowe powroty, szczególnie po 22 latach przerwy często rozczarowują, albo są co najwyżej „przyzwoite”. Znając tę życiową prawdę podchodziłem z dystansem do czwartego wydawnictwa brytyjskich klasykó dream popu. Niepotrzebnie. Krążek nazwany po prostu „Slowdive” to 45 minut przepięknej, rozmarzonej muzyki, cudownie dopieszczonej brzmieniowo, równie natchnionej co na kultowym „Souvlaki”. Jasne, nie ma na tym albumie ani jednego dźwięku, który by zaskakiwał, ale nie o to chodzi. Ja oczekiwałem po prostu dobrego materiału „w stylu” i ani trochę się nie zawiodłem. Polecam słuchać przed snem.

„Star Roving”

ANATHEMA
„The Optimist”

Anathema znów dorzuciła nowych przypraw do znanych już smakowitych składników i wyczarowała kolejny intrugujący album. „The Optimist” to porcja charakterystycznych melodii i ślicznych wokalnych rozmów braci Cavanagh z Lee Douglas. Innowacją okazują się loopy, podane tak zgrabnie i trafnie, że nie sposób Brytyjczykom zarzuć „komercjalizacji” (nie lubię tego słowa, bo nie traktuję go jako obelgi) czy zamachu na świętość. Subtelnie wpleciona w całość elektronika ubarwia kompozycje Anathemy i potwierdza, że załoga daleka jest od zjadania własnego ogona, a w zanadrzu ma całkiem sporo świeżych kotletów. Na razie jednak z chęcią zjadam ten.

„Springfield”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *