NUTA DO PIWA #38: Blues i złoty wąż

nuta-do-piwa-38

Panowie Mick i Keith ciągle jeszcze mogą. Piękne to i budujące!

blue-and-lonesome

THE ROLLING STONES
„Blue & Lonesome”

Ja pitolę, to u mnie po 11 latach muzykowania przychodzi kryzys i rozkmina, czy by tego wszystkiego nie rzucić w cholerę, a ci goście zasuwają już 55 lat i końca nie widać. I co z tego, że ich ciała są o krok od rozkładu, skoro dusza gra bluesa? 23 album studyjny (pierwszy od 11 lat) The Rolling Stones nagrali w kilka dni, by oddać hołd swoim mistrzom, od których uczyli się pisania piosenek: Howlin Wolf, Willie Dixion, Little Walter, Magic Sam, Memphis Slim – sami klasycy bluesa! Genialnie słucha się tej płyty, szczególnie gdy znasz te numery na wylot. Fajnie usłyszeć zblazowanego dziadka Jaggera, który wyśpiewuje je jak młodzieniaszek, który dopiero odkrywa bluesa dla siebie. Cymesik!

„Ride ‚Em On Down”

testament

TESTAMENT
„Brotherhood Of The Snake”

Czteroletni cykl twórczy utrzymany – Testament wraca z nowiuśką płytą. „Brotherhood Of The Snake”, przyznam szczerze, nie jest porywającym krążkiem – to po prostu mocna średnia amerykańskiej załogi. Jednak ma dwa plusy, dla których warto sięgnąć po tę płytę. Pierwszy nazywa się Steve Di Giorgio. Genialny basista wrócił do zespołu po 10 latach (nagrywał wyśmienite „The Gathering”) i jak zwykle czaruje swoją grą – oczywiście pod warunkiem, że masz dobry sprzęt i jesteś w stanie wyłapać basowe smaczki. Drugi z powodów to numer tytułowy – Testament ma rękę do kawałków otwierających płyty, wszystkie zrywają papę z dachu. Nie inaczej jest i tutaj. Poza tym „Brotherhood of the Snake” to po prostu 10 bardzo przyjemnych kawałków, nad którymi góruje wokal Chucka Billy’ego. W thrash metalu nikt tak fajnie nie growluje, jak ten koleżka. Czyżby to indiańska krew robiła swoje?

„The Brotherhood Of The Snake”

wrekmeister-harmonies

WREKMEISTER HARMONIES
„Light Falls”

Usłyszałem kiedyś wymowną opinię na temat tego składu: „tak brzmiałoby Swans, gdyby Michael Gira był normalny”. Nie wiem, czy to miał być komplement, ale fakt faktem – celnie opisał twórczość Wrekmeister Harmonies. Ten niezwykły zespół traktuje dźwięki jak cegłówki, z których buduje muzyczną ścianę. Zaczyna od delikatnych uderzeń w gitary, by po kilku-kilkunastu minutach doprowadzić do wybuchu, erupcji nieokrzesanych akordów. Fraza jest tu kompletnie nieistotna, liczy się samo budowanie, które – jak się okazuje – niesie ze sobą mnóstwo emocji. Genialny zespół, wspaniała muzyka, którą pokocha maniak wszystkiego z „post” w nazwie gatunku.

„Light Falls” (cała płyta)

bronze

CRIPPLED BLACK PHOENIX
„Bronze”

Mam mnóstwo miłych wspomnień z Crippled Black Phoenix. Już pomijając fakt, że po prostu lubię muzykę zespołu Justina Greavesa. CBP było pierwszym składem, z którym przeprowadziłem wywiad po angielsku, a później relacjonowałem koncert. Wywiad (tutaj do przeczytania) – moim nieskromnym zdaniem – naprawdę udany, szczególnie jak na zespół, który mało o sobie mówi i gościa, co po angielsku wtedy zbyt często nie szprechał. Druga sprawa – miejsce wywiadu. Wrocław. W Dobrych Czasach. Jako człek sentymentalny, często ronię łzę, szczególnie gdy słucham sountracków budzących skojarzenia… „Bronze”, nowa płyta CBP do nich należy. Greaves mimo licznych, nieustannych zmian w składzie lubi sie powtarzać. Ciągle gra ten sam brytyjski spleen, podszyty metalowymi wstawkami. „Bronze” może i jest trochę bardziej dynamiczne niż wcześniejsze wydawnictwa, ale na poziomie raczej niezauważalnym dla mniej wprawnego ucha. Tak czy owak – kocham.

„Bronze” (cała płyta)

krzysztof-zalewski-zloto

KRZYSZTOF ZALEWSKI
„Złoto”

Musimy coś ustalić – „Złoto”, podobnie jak „Zelig”, to kapitalna płyta. Ambitny pop/rock, męski, bardziej ambitny odpowiedni Brodki. Jednak w chwili, gdy Krzysiek Zalewski wygrywał „Idola”, naiwnie liczyłem, że oto na naszych oczach wyrasta zbawiciel polskiego rocka. Chłopak z Lublina potencjał miał niesamowity, co potwierdza świetna płyta „Pistolet”. Widocznie ktoś tam na górze nie do końca wierzył w powodzenie tego projektu i słuch o Zalewskim na kilka lat zaginął. Facet jest teraz bardziej radiowy, mocno alternatywny, świadomy przeszłości (śpiewa „nie dopchałem się na szczyt”) – i spoko. gratulując mu kolejnego świetnego krążka znów jęknę: „a mógłbyś teraz drzeć ryja i trzepać długimi włosami…”.

„Miłość Miłość”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *